Rzadko zabieram glos w tak kontrowersyjnych i trudnych sprawach, jak lustracja. Powodem jest moja niechęć do odgrywania roli sprawiedliwego. Jednakże tym razem glos zabiorę: otóż Szanowny Panie Azraelu, ludzi z grubsza dzielę na przyzwoitych w różnym stopniu (w miarę, średnio i calkiem czyli chorobliwie przyzwoitych) oraz polityków. Ludzie przyzwoici - ogólnie rzecz biorąc (np. ci w miarę czyli tak jak w Biblii) - nie są bez grzechu. Popelniają swoje mniejsze lub większe świństewka wobec przykazań Boskich i ludzkich glównie w imię lepszego życia dla siebie czy swoich bliskich. Nie aspirują jednak do roli przewodników stada (a przynajmniej bardzo rzadko).
Tu przechodzimy do drugiej z kategorii, o których wspomniałem powyżej, czyli polityków. Nie mam tu na myśli li tylko polityków z pierwszych stron gazet czy mediów elektronicznych ogólnopolskich lub prowincjonalnych, ale także tych, którzy są przewodnikami ludzkich stad różnych wielkości – od grup związkowców w firmach, przez działaczy rozlicznych stowarzyszeń aż po wszelkiego stopnia liderów partyjnych. Czyli wszystkich, którzy pretendują do roli naszych przywódców w mniejszym lub większym stopniu, za naszym i bez naszego przyzwolenia. (Zawsze mnie zaskakiwal fakt, że niemal w większości przypadków – poza wyborami, kiedy to my, szarzy wyborcy, nagle stajemy się esencją życia publicznego, a wszyscy przywódcy stad nadskakują nam, przymilając się w sposób niekiedy wręcz obrzydliwy – owi przewodnicy stad sami nadawali sobie ten mandat, nie pytając się w końcu o moje pozwolenie).
Ale niech im będzie: skoro są tak omnipotentni jak twierdzą, skoro tak bardzo chcą dbać o moje (twoje, nasze) dobro, o dobru Państwa, Ojczyzny etc. nie wspominając, niech próbują się wykazać. Ale coś za coś. Niech więc wykazują się choćby w minimalnym (ale zawsze większym od stopnia dla człowieka przyzwoitego) cechami, o których wspominali, kiedy walczyli o mandaty poselskie, senatorskie czy wreszcie radnych miast, gmin, powiatów. Czyli jeśli mówią, to niech choć po części będzie to prawda. Jeśli chcą klamać, to lepiej niech nie mówią calej prawdy, albo niech wzorem pilkarza Boruca mówią „pomidor”. A jeśli zostaną schwytani na ordynarnym kłamstwie czy oszustwie, niech nie usiłują mi wmawiać, że czarne jest niebieskie, a zielone – biale. I niech oni, a także ich zwolennicy, nie próbują mi tłumaczyć, że gdybym był na ich miejscu w sytuacji krytycznej to bym wiedział, jak to było ciężko, jak boleśnie, jak tragicznie niemal. I dlatego powinienem im wybaczyć i pozwolić, aby nadal wykorzystywali swój status przewodników stada. Tego nie wolno robić, bo to jest wlaśnie nieprzyzwoite. Nieprzyzwoite jako norma etyczna i moralna.
Nie wiem, jakbym się zachowal na ich (tych skrzywdzonych przez SB drogą podpisania dokumentów współpracy) miejscu wtedy, w sytuacji krytycznej. Nie wiem – może miałem szczęście, a może pecha. Ale jest jednak drobna różnica między nimi a mną – ja nie pretenduję do roli przewodnika stada dowolnej wielkości, a oni tak. To oni chcą mieć nadal wpływ na moje losy, to oni chcą, abym wraz z moim bliskimi i przyjaciółmi doświadczyl wszelkiego dostępnego szczęścia. A to jest moim zdaniem nieprzyzwoite. Nieprzyzwoite moralnie i etycznie. I to bez dzielenia wlosa na czworo.
To jest nawet niebezpieczne, gdyż nie daje gwarancji bezstronności tych przewodników stada różnej wielkości. Bezstronności zarówno jeśli idzie o sprawy drobne, przyziemne jak i wielkiej, państwowej wagi. Ich dalsze dążenie do sprawowania rządu dusz (na dowolnym stanowisku państwowym, bo w prywatnym biznesie niech sobie robią co chcą) też jest nieprzyzwoite. Bowiem wolę już dyktatora czy satrapę, którego intencje i ich pochodzenie są wiadome z góry i od dawna, choć to też jest nieprzyzwoite, ale w innym wymiarze. A zresztą dyktator czy satrapa są w pewnym sensie politykami, a przynajmniej byli nimi na początku.
Dlatego też, Szanowny Panie Azraelu, mam prawo do oceniania (i oceniam, jak Pan widzi dość jednoznacznie) postępowanie polityków. Mam to prawo dlatego, że jeszcze niedawno, a także dawniej (i to kilka razy) zwracali się do mnie o poparcie mamiąc mnie, moich bliskich oraz przyjaciól uludą szczęścia powszechnego, klamiąc przy tym odrobinę czy też nie mówiąc calej prawdy. Ci jednak, którzy najpierw zgrzeszyli (co mógłbym wybaczyć), a potem oszukali mówiąc, iż nie zgrzeszyli, a teraz twierdzą, iż po wypowiedzeniu czarodziejskiego slówka zminimalizowali swoje grzechy i kłamstwa do zera, ci nie mogą liczyć na moje wybaczenie i prosić o ponowne poparcie w celu objęcia funkcji jednego z przewodników stada dowolnej wielkości. To po prostu nieprzyzwoite. To nieprzyzwoitość przekraczająca swoimi rozmiarami nawet nieprzyzwoitości opisane w Biblii.
Nawiasem mówiąc, w Księdze Ksiąg, w której opisane są wszystkie grzechy i występki rodzaju ludzkiego, nie ma ani slowa o politykach. A przynajmniej ja ich w niej nie znalazłem. Jakby się Pan pytal, to jestem agnostykiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)