lorenzo lorenzo
87
BLOG

Sam tego chcialeś, Grzegorzu Dyndalo

lorenzo lorenzo Polityka Obserwuj notkę 3

W przerwie wielce interesującej dyskusji w naszej firmie, zajrzalem - by nie dać się zgluszyć (korekta - proszę nie poprawiać) - do naszego ukochanego Salonu24, któremu jesteśmy winni wdzięczność i poszanowanie, jako że większość z nas w nim się narodzila.

 

Zajrzalem, przeczytalem i oslupialem. Ale zaraz potem doszedłem do siebie i zacząłem się zastanawiać. Rzecz dotyczy dwóch tekstów, a właściwie trzech – autorami są P. Paliwoda, Igor Janke i Mad Dog. Zaś komentatorami i po części niemą publicznością – chyba większość uczestników Salonu.

 

Myśli, jakie mnie naszly, są oczywiście subiektywne, i to w moim poczuciu subiektywności, a nie tak jak w przypadku historyka filozofii, p. Paliwody, który nawet pojęcie prawdy uważa za swój wynalazek i jako taki traktuje w sposób nader dowolny, a przede wszystkim – no wlaśnie – wedlug mnie: subiektywny. Ale nie mnie o tym wyrokować, jako że nie tylko historykiem filozofii, ale nawet i filozofem nie jestem.

 

Nie będę się odnosil do merytorycznej zawartości sporu między Panami Mad Dogiem i Paliwodą, bowiem by tego dociec, należałoby sięgnąć chyba dnia narodzin pana Paliwody jako blogera w Salonie. Bo raczej wcześniej panowie nie toczyli sporu, chyba że o czymś nie wiem, za co serdecznie przepraszam.

 

Glówną osnową w/w sporu są bowiem moim zdaniem cechy charakterologiczne obu Panów, a także niesympatyczna, acz niestety nieunikniona w swej konsekwencji (jako efekt anonimowości i paru innych rzeczy) kwestia prowadzenia blogu otwartego dla szerokiej publiczności. O publiczności tej można powiedzieć wszystko, ale nie to, że pochodzi ze świadomego wyboru Ojca Prowadzącego, czyli mamy tu do czynienia z klasyczną sytuacją jakości przechodzącej w ilość, a także kopernikańskiej teorii dotyczącej psucia pieniądza.

 

Obu Panów nigdy w życiu nie widziałem, choć mam wrażenie, że spotkać chciałbym tylko jednego. Ze względu na pewną oryginalność, jaką podskórnie wyczuwam, osobą tą jest Szalony Pies. Nie wiem, czy się z nim będę zgadzal, czy spodoba mi się kolor jego oczu i grymas wokół ust, gdy wyglasza swe „wściekle” kwestie. Wiem natomiast, że jest to facet (no, mam przynajmniej taką nadzieję) na wskroś naturalny. Powtarzam dla niejakiej Venissy, gdyby wpadla na szalony pomysl i zajrzala na mego bloga: NATURALNY. A więc naturalny w swej manierze, zachowaniu, pisaniu, czyli także oryginalny, Maddogowy. Może się to komuś podobać lub nie. Ale nie da się dyskutować z istnieniem formy naturalnej, wynikającej niejako z istoty przyrody.

 

W przypadku Pana Paliwody mam (mówiłem, że będę subiektywny) zaś do czynienia z człowiekiem, który tworzy się na podobieństwo tego, co sobie wymyślil. A mianowicie, jak jego zdaniem powinien wyglądać awangardowy (?) intelektualista rodem z formacji politycznej zwanej w skrócie PiS. Ze względu na ocenę większości wydarzeń, jakie mialy miejsce przez ostatnie dwa lata, użycie przeze mnie rozwiniętej formy nazwy tej partii mogloby spowodować utratę wiary w sens wspomnianych slów.

 

Posluguje się w tym celu calą masą cytatów, które mają wywolać wrażenie, iż autor jest człowiekiem dogłębnie wykształconym, a i sprawnym polemicznie. Nic z tego – to epatowanie jest jedynie (i znowu moim zdaniem) emanacją zachowania nuworysza, a umiejętności polemiczne są wbrew pozorom bardziej rodem spod budki z piwem czy lawki na obrzeżach blokowiska niż z salonu.

 

Jest to więc twór na wskroś sztuczny, wymyślony na potrzeby reklamowe. Pytanie naturalnie – przez kogo i dlaczego. Może zacznę od „dlaczego”. Ano dlatego, by skupić się mogli wokół tej postaci (modelu intelektualisty rodem ze wspomnianej ideologii) wszyscy wyznawcy, wierni czy też zagubieni, którym nie po drodze z tymi, którzy wygrali. Skoro nie udalo się nakłonić do współpracy (a trudno ją było nakłonić stosując metodę bata)  przedstawicieli sfery uznawanej za elite intelektualną, to należy stworzyć nową! To proste. I bardzo trudne zarazem. Roli tej podjąl się tuż przed zakończeniem kariery ministerialnej dziennikarz i historyk filozofii (czyli facet znający fakty i ewentualnie życiorysy filozofów, a także skrót ich osiągnięć). Pytanie czy jest jedynym czy też członkiem gruy twórczej.

 

Jak pomyślał (czy inni za niego pomyśleli) tak zrobil. Efekty były widoczne – totalny atak na przedstawicieli „starej” inteligencji. I byloby dobrze, gdyby nie jeden feler  charakterologiczny. Pan Paliwoda uznal mianowicie, że jest naprawdę twórcą nowej warstwy, że to jemu należą się splendory z tego faktu wynikające, aplauz pewnej grupy publiczności. Reszta jest zbiorowiskiem przeciwników, niewarta zlego slowa mierzwą, zbiorowiskiem kretynów, zer i co tam jeszcze sobie wymyślicie.

 

Ta cecha, o jakiej piszę to pycha. PYCHA. Pycha, która zgubila już niejedną i niejednego. Ale cóż – zdaniem spin doktorów i Pana Paliwody – im mocniej reklamować będziemy swoje przymioty i zalety, tym lepiej dla realizowanego celu. Tyle, że chwilami reklama ta przeradzać się zaczyna w bezczelność, chamstwo i inne takie niesympatyczne wydarzenia. Zachowując się w ten sposób Pan Paliwoda i inni spin doktorzy żerują i wykorzystują niejako istniejące i funkcjonujące, a także te jeszcze nieodkryte poklady chamstwa i prostactwa, jakie istnieją przecież w każdym społeczeństwie, warstwie społecznej czy społeczności typu Salon24. A Salon jest przecież jedynie obrazem odbitym naszego społeczeństwa, czy tylko jego części.

 

Z zalożenia – i tak to pisze i podkreśla Igor Janke – Salon miał być (i chyba był przez czas jakiś) miejsce publikacji poglądów, ich wymiany, dyskusji, burzy mózgów, miejscem narodzin nowych pomyslów czy idei na miarę epoki wszechobecnej Sieci.

 

A stal się poniekąd Karczmą, do której oprócz stalej klienteli o dość „wyrafinowanych” poglądach, ale za to na pewno o stalym poziomie nienawiści, niechęci do świata i inaczej myślących, zaglądają na rauszu i przedstawiciele bohemy, nobilitując niejako - w przekonaniu stalej publiczności - samą Karczmę.

 

Jak znowu zmienić Karczmę w Salon? To już Pański problem Panie Igorze. Mnie na to psychicznie nie stać, a zresztą nie mam ochoty kopać się z koniem, jak to sobie napisałem w mottcie mego salonowego bloga.

 

 

lorenzo
O mnie lorenzo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka