Wiem, że pisać wolno tylko wtedy, gdy ma się coś do powiedzenia.
Jest taki charakterystyczny gest i ruch, gdy chce się "depnąć" na rowerze. Stajesz na pedałach i delikatnie odchyla cię - porwanego przyspieszeniem.
Dzisiaj widziałem pod lasem starszego pana. Jechał na Jubilacie (to taki składak z PRL), a składak z PRL - to taki rower. Rower składany był po to, aby zmieścić go w piwnicy. Chociaż w piwnicy chować rower, to jest średni pomysł, bo skitrają na sto procent, zatem składaki najczęściej trzymano na balkonie. Największe kozaki i nietykalni – na klatce je trzymali, ale to była rzadka ekstrema. Cechą Jubilata jest kontra, to znaczy niezawodny hamulec w pedałach.
Wracając do rowerzysty, to on przyciągnął jednocześnie kierownicę Jubilata do siebie, żeby dodać mocy i wszystko spuentował uśmiechem.
Oczywiście, że to nie było na trzeźwo, bo do nosa pana starszego wleciał odurzający zapach drzew i ziemi. Gość był nawalony. Pięknie dzisiaj świeciło i grzało rano.
Teraz będzie jeszcze bardziej grafomańsko. Jedziemy.
Takie uczucie jak dzisiaj jesienią, miałem dawniej wiosną, kiedy pierwszy raz w roku wychodziłem, na rower. Albo kiedy wracaliśmy ze szkoły, kopiąc worek z kapciami i ten zbliżający się pierwszy rower w roku przeczuwaliśmy. Dzisiaj taka wiosna przypadkowo przez pana starszego mi się przypomniała i pierwszy rower w roku mi się przypomniał... Radość mi się przypomniała.
To może być nieczytelne, ale cisza jest, nie trzeba już czytelnie. To dobre usprawiedliwienie dla braku czegokolwiek do powiedzenia mądrego. Już bardziej ku wiośnie i tam wiem komary, bite kolana i te poprzebijane dętki, ale fajniej.
Poszły rowery po chodniku. Czuję luz.


Komentarze
Pokaż komentarze