Wszyscy chyba zgodzą się z twierdzeniem, że Okrągły Stół i umowy tam zawarte, zadecydowały o kształcie przyszłej Polski w sposób trwały. W momencie tego historycznego przełomu byliśmy pionierami w całym bloku sowieckim, ale niestety już po kilku miesiącach straciliśmy pozycję lidera.
Historia nagle przyspieszyła i w sąsiednich krajach również nastąpiły radykalne zmiany przede wszystkim polityczne, które przeprowadzono konsekwentnie i w znacznie większym zakresie. Mam tu na myśli głównie lustrację i dekomunizację. W Polsce na skutek zawartych umów, tych niezbędnych politycznych zmian zaniechano, pyszniąc się tą naszą "bezkrwawą rewolucję", która w efekcie była niczym innym jak tylko samoograniczającą się rewolucją. Powstał swoisty konsensus, rodzaj "podwójnej nomenklatury, która doszła do wniosku o wzajemnej niezbędności" - jak to dostrzegł był już wtedy, francuski politolog Alain Besançon*. W ten oto sposób faktycznie przegrane i skompromitowane polityczne elity PRL-u niepostrzeżenie "przeczołgały" się bez szwanku do nowej rzeczywistości, by już cztery lata później powrócić do władzy.
Tymczasem społeczeństwo na trwale spętane umowami Okrągłego Stołu, zostało przez swych wybrańców "wdrożone" w trybie pilnym, do zakrojonej na wielką skalę transformacji kraju czyli do przekształcania naszej gospodarki na system kapitalistyczny. Analizując z dystansu te wszystkie zmiany i przeprowadzane reformy, można z łatwością dostrzec jak te przyjęte "pokojowe" rozwiązania polityczne, w decydujący sposób zaważyły na takim, a nie innym kształcie przemian gospodarczych w naszym kraju.
Szybko i niejako samorzutnie uformowana grupa przedsiębiorczych biznesmenów i decydentów wywodziła się głównie z kręgów byłej komunistycznej nomenklatury. Jej przedstawiciele byli w różnym stopniu i zakresie powiązani z byłym komunistycznym aparatem represji czyli służbami specjalnymi. Te ostatnie zresztą, dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu miały nadal kapitalny wpływ na "promowanie" wygodnych dla nich polityków oraz wszelkiego rodzaju ekspertów i autorytetów. A nawet, jak się wydaje, mogły mieć wpływ na formowanie nowych partii politycznych. Wszak wczorajsi doktrynerzy gospodarki socjalistycznej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienili się zgdnie z duchem czasu, entuzjastycznych doktrynerów liberalizmu. No i demokratów, pełną gębą.
Tak minęło nam blisko 15 lat owej ustrojowej transformacji, a był to okres demontażu kilku gałęzi przemysłu, bezmyślnej wyprzedaży majątku narodowego itp., któremu towarzyszył z jednej strony chaos i indolencja władz, a z drugiej konsolidacja i skuteczne zabieganie o własne interesy grupy "trzymającej władzę" (w kieszeni) czyli naszych pionierów biznesu, gorących wyznawców liberalizmu, którzy z czasem zdołali już sobie zafundować własną partię polityczną.
A społeczeństwo?
Społeczeństwo nie miało wyboru. Oczywiście z entuzjazmem przystąpiło do tej kulawej transformacji, dając mandat zaufania politykom i autorytetom oraz biorąc za dobrą monetę zapewnienia, że żadna lustracja czy dekomunizacja nie jest nam potrzebna i śmiało możemy się bez niej obejść, gdyż wystarczy wybrać przyszłość. Niestety słowa o świetlanej przyszłości nie mogły odczarować coraz bardziej ponurej rzeczywistości, więc w chwilach zwątpienia społeczeństwo wybierało innych polityków. A poza tym każdy sobie radził sam, jak mógł i potrafił najlepiej. Wreszcie naród zniecierpliwiony i rozgoryczony coraz większą bezczelnością i bezkarnością rządzących elit, zaczął obdarzyć zaufaniem dwie pozornie tylko nowe partie Platformę Obywatelską oraz Prawo i Sprawiedliwość. Zwłaszcza ta pierwsza roztaczała chwytliwe wizje państwa obywatelskiego, w którym każdy będzie miał szansę na awans dzięki własnej uczciwej pracy. Z kolei ta druga zapowiadała walkę z korupcją i układami, które zdążyły już opleść nasz kraj uniemożliwiając jego naturalny i korzystny dla wszystkich rozwój. Programy tych dwóch partii korzystnie się uzupełniały i ponownie rozbudziły w społeczeństwie nadzieję.
Wbrew wszelkim sondażom, wybory parlamentarne i prezydenckie wygrało jednak Prawo i Sprawiedliwość, co w sumie mogło świadczyć o priorytetach wyborców, to znaczy przywiązaniu nieco większej wagi do praworządności i sprawiedliwości, których wprowadzenia w pierwszej kolejności wymaga nasz kraj. Ponieważ jednak żadna z tych dwóch partii nie była w stanie samodzielnie utworzyć rządu, wszyscy z ufnością oczekiwali na powstanie koalicji o wdzięcznej nazwie POPIS. Tak się jednak nie stało, gdyż jak wszystko na to wskazuje stać się po prostu nie mogło.

rys. Andrzej Krauze
Cały okres rządów PiSu, a następnie przyspieszone wybory i ostatni dwuletni okres rządów Platformy Obywatelskiej dostarczają już nam olbrzymią ilość przesłanek przydatnych do zrozumienia dlaczego ta koalicja była czystą utopią. Wiele już na ten temat napisano, również w Salonie24. Dlatego pragnę wskazać tutaj na główną, moim zdaniem, choć pozornie niewidoczną przyczynę tego z natury swej konfliktowego układu sił, u którego podłoża ponownie odnajdujemy nasz grzech pierworodny czyli układ Okrągłego Stołu.
Okrągły Stół, umowy tam zawarte i nigdy nie zerwane, utrwaliły bowiem de facto stan sprzed 1989 roku. Władze komunistyczne zalegalizowały opozycję, a opozycja "zalegalizowała" władze komunistyczne.
Nie było wyraźnej cezury, nie było lustracji, nie było dekomunizacji itp. Praktycznie nawet nie zmienili się gracze na scenie politycznej. Jednym słowem mamy do czynienia z kontynuacją, z czymś w rodzaju Nowego PRL-u, tyle, że już nie pod sztandarami jedynie słusznego real socjalizmu, a pod sztandarami jedynie słusznego liberalizmu. Akurat sztandary mają tutaj najmniejsze znaczenie, gdyż elastyczność naszych elit jest w równym stopniu porażająca co powierzchowna. Wszak nie o sztandary tu chodzi, a tylko i wyłącznie o kasę, z bardzo nielicznymi wyjątkami, które tylko potwierdzają tę ponurą regułę.
Podobnie jak w PRL-u mamy zatem skołowane i wykorzystywane masy społeczne, którym stale obiecuje się złote góry oraz kastę rządzącą, która obecnie, funkcjonując na utworzonych zrębach demokracji parlamentarnej, dzieli się na partie walczące o władzę. Podobnie jak za PRL-u każda partia reprezentuje również, a niekiedy, przede wszystkim silne grupy interesu, które popierając daną partię te interesu próbuje sobie zabezpieczyć.
W czasach PRL-u poplecznikiem rządzącej partii była Moskwa. Obecnie rolę najsilniejszego poplecznika, takiego co rozdaje karty, odgrywają ludzie interesu, wywodzący się w przeważającej mierze z kręgów komunistycznej nomenklatury i służb specjalnych. Oczywiście ludzie ci, w tzw. międzyczasie, dorobili się wielkich fortun, a co za tym idzie, równie wielkich wpływów. Nabrali ogłady prawdziwych Europejczyków i potrafili sobie zjednać wielu byłych działaczy opozycyjnych również stęsknionych normalności, ale także znacznej części społeczeństwa, które wydaje się rozumować, że popierając właśnie ich, również stajemy się Europejczykami.
Prawdę mówiąc, logicznym następstwem tego procesu powinien być powrót do systemu monopartyjnego, czyli niebezpieczeństwo, które już dostrzegli prof. Zdzisław Krasnodębski czy ostatnio prof. Jadwiga Staniszkis. Niebezpieczeństwo takie oczywiście istnieje, ale jeszcze na razie mamy nadal w kraju jakieś tam zręby demokracji. Na szczęście, albo niestety, to już zależy od punktu widzenia czy raczej siedzenia.
W związku z tym nadal obowiązuje układ odziedziczony po Okrągłym Stole czyli rodzaj "podwójnej nomenklatury, która doszła do wniosku o wzajemnej niezbędności", w sposób jak się wydaje naturalny i oczywisty. Z jednej strony mamy właśnie "grupę trzymającą władzę" z całym jej zapleczem, a z drugiej strony szerokie kręgi z reguły kompletnie skołowanego społeczeństwa, pozbawionego opozycjonistów czyli reprezentantów, które to kręgi próbuje z marnym skutkiem "zagospodarować" opozycyjne Prawo i Sprawiedliwość, no i w jakimś stopniu wiecznie żywe SLD (patrz: Jacek Zdrojewski)
To wszystko, w wymiarze politycznym robi wrażenie klinczu, jakiejś kompletnej beznadziejnej sytuacji, w której to nigdy nie mogło dojść i nigdy nie dojdzie do koalicji typu POPIS, gdyż nie można pogodzić tych całkowicie odmiennych interesów. Tę immanentną i stale utrwalaną polaryzację interesów odziedziczyliśmy po Okrągłym Stole, który w ten sposób urasta do rangi grzechu pierwotnego III Rzeczpospolitej.
U P D A T E z dnia 4 lipca 2010
Od napisania tego tekstu minęło zaledwie pół roku. Niestety był to czas postępującej polaryzacji społeczeństwa, w skali wprost proporcjonalnej do podziału naszej sceny politycznej. Tytułowy grzech pierworodny okrągłego stołu, którego konsekwencją jest budowa państwa opartego na kłamstwie utrwalającym <de facto> stary, odziedziczony po PRL podział na my i ONI, nadal uniemożliwia porozumienie nie tylko między politykami, ale także wewnątrz naszego społeczeństwa.
W sferze politycznej konsekwentnie i logicznie prowadzi do coraz większego ideologicznego oddalanie się od siebie dwóch partii PO i PiSu, które 5 lat temu były przynajmniej pozornie tak blisko siebie, że panowało powszechne przekonanie o nieuniknionym powołaniu POPiSu. Z upływem lat i miesięcy, a zwłaszcza po dojściu do władzy Platformy Obywatelskiej w październiku 2007 roku. Ta ostatnia dryfując, była i jest nadal spychana na pozycje, które jak się mogło wydawać na początku, były jej zupełnie obce. Świadczą o tym dwa jaskrawe przykłady z ostatnich miesięcy:
1. W kwestii walki z korupcją, który to cel politycy Platformy podnosili wspólnie z politykami PiSu, skończyło się na neutralizacji i praktycznej likwidacji CBA.
2. W kwestii prawdy historycznej, skończyło się na haniebnej nowelizacji ustawy o IPN, ograniczającej niezależność tej jakże ważnej dla tożsamości społeczeństwa placówki naukowej.
Nie sposób tego całego procesu tłumaczyć, jak chcą niektórzy, agenturalną genezą powołania Platformy Obywatelskiej, gdyż wierzę, że działali tam i nadal działają ludzie kierujący się szlachetnymi pobudkami, którzy jednak chcąc nie chcąc uczestniczą w tym procesie postępującej polaryzacji. Polaryzacji wszak nieuchronnej, gdyż obciążonej swoistym fatum grzechu pierworodnego z czasów narodzin III RP. Grzechem nadal nieodkupionym, choć kolejne jego ofiary zostały ostatnio złożone na ołtarzy Najjaśniejszej Polskiej Rzeczypospolitej.
Dziękuję za uwagę.
* Alain Besançon - ADAMOWI MICHNIKOWI W ODPOWIEDZI tam również wybór innych tekstów


Komentarze
Pokaż komentarze (41)