na marginesie wyroku w znanej, bo wałkowanej przez media, sprawie jaką wytoczyła pani Alicja Tysiąc tygodnikowi "Gość niedzielny" pojawiło się szereg wypowiedzi gloryfikujących wręcz wyrok skazujący tygodnik na wysoką grzywnę. M.in. Andrzej Chrzanowicz w swojej notce "Gdzie kończy się granica wolności słowa?" napisał, cytuję: Wyrok sądu ani nie jest kontrowersyjny ani tym bardziej nie ogranicza tzw. wolności słowa. Wyrok jednak pokazuje gdzie jest granica wolności słowa a gdzie zaczyna się zwykłe najzwyklejsze chamstwo.
Już doprawdy się pogubiłem, cóż to takiego strasznego napisano w katolickim tygodniku "Gość Niedzielny". Natomiast wiem co strasznego przytrafiło się pani Alicji Tysiąc. Oto urodziła ona dziecko, które było przez nią niechciane i jest z tego powodu nieszczęśliwa. A wydawać by się mogło, że wręcz przeciwnie, powinna być szczęśliwa tak jak wszystkie matki wydające na świat nowego człowieka. Niestety spotkała na swojej drodze panią Wandę Nowicką i ludzi z jej środowiska, którzy walczą o prawo do aborcji. Tak dla zasady i za wszelką cenę.
W sumie jednak ja nie o tym chcę tutaj napisać, a zupełnie o innym przypadku wyznaczającym tę tytułową "granicę wolności słowa".
W styczniu b.r. pani prokurator Agnieszka Muł zadecydowała o umorzeniu postępowania w wątkach dotyczących publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa lub pochwalania go, propagowania totalitarnego ustroju państwa oraz publicznego znieważania grupy ludności z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej - prowadzonemu przeciwko autorom witryny internetowej Lewica bez Cenzury.
Postępowanie w sprawie działalności LBC wszczęto w czerwcu 2008 roku na polecenie Prokuratury Krajowej. Media ujawniły wówczas, że na portalu kierowanym przez Michała Nowickiego (syna Wandy Nowickiej) wzywa się do przeprowadzenia rewolucji komunistycznej oraz napadów na księży i przedsiębiorców. "Sami wykończymy polską burżuazję i jej łańcuchowe psy" – pisał Michał Nowicki.
Portal LBC nawoływał też do niszczenia miejsc pamięci narodowej. W efekcie młodzi komuniści zdewastowali obelisk w Górze Kalwarii i pomnik WiN w Lublinie. Zdjęcia zdewastowanych miejsc zamieścili na swojej stronie. Postępowanie w tej sprawie też umorzono.
- "Bardzo dziwna decyzja prokuratury. W działaniach LBC granica wolności słowa została znacznie przekroczona"– uważa prof. Ryszard Terlecki, historyk UJ i poseł PiS.
W swoim płomiennym plaidoyer * Andrzej Chrzanowicz, a z nim wielu innych broniło decyzji sądu przyznającej rację pani Alicji Tysiąc, z satysfakcją widząc w tym wyroku ową granicę wolności słowa, o ustanowienie której słychać wołanie już od dawna. W przypadku umorzenia dochodzenia przeciw aktywistom z Lewicy bez Cenzury dominowało milczenie podyktowane jakimś swoistym roztargnieniem, czy może amnezją - no, sam nie wiem.
O czym to świadczy ?
dziękuję za uwagę
źródło: Lewica bez Cenzury i bez kary
* plaidoyer -mowa obrońcy, adwokata


Komentarze
Pokaż komentarze (6)