pod wczorajszą notką pana Trammera rozwinęła się ciekawa dyskusja na temat naszych blogerów wyobrażeń o funkcjonowaniu Salonu24, o jego formie i charakterze. Panna Wodzianna trafnie zwróciła uwagę na biznesowy charakter naszego forum, co z kolei skłoniło mnie do deklaracji, że ten "biznesowy modelsaloonu" przestaje mi się podobać.
Więcej, czuję się wpuszczonym w maliny przez właścicieli i administratorów Salonu24, bo przynajmniej na początku nie było tu mowy o żadnym biznesie, tylko piękne słówka o mediach obywatelskich, wolności słowa, platformie wymiany niezależnych opinii itp itd. Celem nadrzędnym miał być udział obywateli w kreowaniu naszej rzeczywistości przy pomocy oddolnych inicjatyw, istotny wkład w tworzenie tego co nazywamy skrótowo społeczeństwem obywatelskim. Temu celowi może doskonale służyć internet jako nowy, wspaniały sposób bezpośredniego komunikowania się ludzi między sobą.
Jednak okazało się, że wizja właścicieli i administratorów Salonu24 była zupełnie inna. Oni postawili na biznes i wzorem dla nich są sukcesy twórców WP, Google czy Facebooka. Do realizacji marketingowego celu potrzebowali oczywiście całej rzeszy takich frajerów jak my, którzy pracowicie piszą tutaj notki i komentarze.
Wraz ze wzrostem popularności s24 zaczął się zmieniać stosunek administracji do piszących tutaj blogerów, gdyż biznes mierzy się w pieniądzach, czy to z reklamy, czy z przyznawanych grantów. W świecie biznesu rządzą zaś określone prawa. Nie ma miejsca na bezinteresowność, aby coś dostać trzeba coś zaoferować, a tym samym wyjść naprzeciw oczekiwaniom, dostosować się, czyli najczęściej z czegoś zrezygnować. Taka prosta zależność, która w pierwszej kolejności niweluje niezależność i Salon24 przestał być niezależny i bezkompromisowy, gdyż zgodnie z prawami rynku administracja musiała pójść na kompromis. Im większe pieniądze wchodzę w grę, tym większy musi być kompromis.
Jednym słowem, już nie warto dłużej się oszukiwać, w biznesie nie ma miejsca na "Niezależne forum publicystów". To fikcja albo udawanie, czyli kolejna maskarada jakich całe multum oferuje nam nasza polska rzeczywistość. Ponieważ pamiętam dobrze czasu PRLu mogę zapewnić, że w takiej wirtualnej rzeczywistość nawet można żyć i funkcjonować, zwłaszcza merkantyliczne.
Jedno mnie jednak mocno rozczarowuje i zasmuca, że obecnie na to się zgadzamy niejako z własnej i nieprzymuszonej woli.
Dziękuję za uwagę.


Komentarze
Pokaż komentarze (84)