ARP gromko obwieściła sprzedanie kolejnej części polskiego sektora zbrojeniowego. PZL Mielec poszedł w ręce Amerykanów z Sikorsky Aircraft Corp. za "ponad 250 mln złotych". To tak jakby fabrykę lotniczą kupić za równowartość 10-15 produkowanych w niej maszyn.
Amerykanie nie kryli nawet, że za ten skromny wydatek zapewnili sobie cenny strategicznie przyczółek w Unii Europejskiej. Tym samym weszli na ten rynek jako 4 gracz na europejskim rynku wiropłatów - bo Agusta/Westland, Agusta/Bell i oczywiście Eurocopter już tu są. Minister Jasiński promieniał.
Ale czy słusznie? 250 mln złotych to suma niewielka jak na ten rodzaj produkcji. Taki UH-60 Black Hawk, czyli podstawowy średni śmigłowiec US Army kosztuje w podstawowej wersji 6 mln USD. Tak więc sprzedaliśmy zakład za jakieś 15 helikopterów, których w dodatku nie dostaniemy ani najprawdopodobniej nie kupimy, bo Polska szuka nieco większych maszyn.
PZL Mielec ma z Amerykanami złe doświadczenia. Owszem, produkuje dla nich kadłuby helikopterów, ale gdy chodzi o zapewnienie rynków dla rodzimego produktu - samolotu Skytruck/Bryza - co miało być częścią offsetu za zakup samolotów F-16, to już zupełna katastrofa.
Oby tym razem poszło lepiej.


Komentarze
Pokaż komentarze