Tak sobie kombinuję, że ten PO-PiS to jeszcze będzie rządzić. Bo tak: mamy dwie dość bliskie sobie jednak partie prawicowe (PO i PiS). Mamy zupełnie odleciane, ale chwilowo przydatne rządowi partie populistyczne (Samoobrona i LPR). Mamy skompromitowanych i bezradnych postkomunistów i lewaków (SLD, SdRP, LiD) i zupełnie nie liczący się już ale obrotowy PSL, który wejdzie w koalicję z każdym, potencjalnie. Układ zwycięski na przyszłe wybory jest tylko jeden: PO-PiS. PiS raczej nie wygra w koalicji z Samoobroną i LPR. I chyba nawet nie chce z nimi. Komuniści i lewacy oraz walnięci (Onyszkiewicz) nie są w stanie zawalczyć. PSL się nie liczy i prędzej czy później dołączy do zwycięzców. PO jest wewnętrznie skłócona do granic wytrzymałości i pęknie albo w tej albo w następnej kadencji. Rokita tylko czeka, żeby być wicepremierem - w końcu lata lecą, a on był "zaledwie" szefem URM za Suchockiej! Więc jedynym wyjściem jest PO-PiS, z zastrzeżeniem, że PO w tym układzie może być kadłubowa, bez Tuska i jego ekipy, co tylko wyjdzie na dobre.
A teraz, co może PO skłonić do wejścia w ten układ? Na moje wychodzi, że zarówno PO jak i PiS widzą w mariażu swoje szanse na długoletnie rządzenie. Wobec tego, w którymś momencie PiS wystąpi z propozycją zmiany ordynacji wyborczej w kierunku większościowym, może nawet z JOW. Platforma nie będzie miała wyjścia, w końcu od lat była zwolenniczką większościowej ordynacji z JOW. A przecież może na tym tylko zyskać, pod warunkiem rzecz jasna, że wejdzie w sojusz z PiS. Taki sojusz bez dwóch zdań zgarnia większość, która daje całą władzę!!! Pokażcie mi polityka, który z tego byłby gotów zrezygnować.
Zobaczymy, czy to się sprawdzi. Najdalej za 2,5 roku. Dobranoc.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)