Tak mógłby brzmieć tytuł południowoamerykańskiego thrillera, gdyby Hugo Chavez przywiózł z Moskwy to, co ponoć chce - nowoczesne okręty podwodne. Chavez przyjechał do Rosji na zakupy obronne, jak donosi międzynarodowa prasa, a łodzie podwodne klasy Kilo mogą być najgroźniejszą bronią, jaką kupi od Putina.
Mowa o 5 do 9 okrętach projektu 636, czyli nowocześniejszej wersji słynnego 877, podobno najcichszego na świecie podwodnego zabójcy. Dieslowsko-elektryczne Kilo mogą poruszać się niemal bezgłośnie przy prędkości 7 węzłów, a to oznacza, że są praktycznie niewykrywalne. Projekt 636 to okręt, który oprócz klasycznych torped, może odpalać również pociski rakietowe.
Do czego mają służyć Wenezueli okręty podwodne? Do obrony rzecz jasna. Oczywiście przeciwko amerykańskiej agresji. Ciekawe jest jednak to, że okręty tej klasy to w uzbrojeniu tego kraju nowość. Wg internetowych źródeł, Wenezuela użytkuje dwa niemal zabytkowe okręty podwodne. To żadna siła. Flota 9 sztuk stanowi już poważne zagrożenie dla potencjalnego wroga, który na przykład chciałby wprowadzić morską blokadę kraju... W Caracas też myślą o odstraszaniu i starają się wyprzedzać plany Pentagonu. 24 myśliwce Su-30, które Chavez zamówił wcześniej, nie są żadnym przeciwnikiem dla grupy lotniskowcowej, ale już 9 okrętów podwodnych klasy Kilo, zdolnych do przeniknięcia sonarowej zapory i dotarcia w ciągu 2 dni do amerykańskich wybrzeży na pewno zmartwi US Navy.
Decyzja należy oczywiście do Putina. Okrętów Kilo nie kupuje się na wolnym rynku. Za 3 dni Putin jedzie do Busha. Kogo wybierze?
Na razie Wenezuela lepsza jest w operach mydlanych niż w thrillerach...


Komentarze
Pokaż komentarze