Tak niewatpliwie pomyślał minister Ziobro i premier Kaczyński na wieść o wyoku z USA. To dla obu ogromny cios, dla Ziobry prawdopodobnie kres szans na wielką polityczną karierę w najbliższej przyszłości. Snuto wszak już wizje jego premierostwa i prezydentury, a głowa Mazura zapewne przysporzyłaby mu jeszcze popularności. Propagandowo PiS z pewnością rozdąłby tę sprawę do rozmiarów Zeppelina. Ale nic, trzeba zacisnąć zęby i grzmieć na układ...
Choć nic takiego dziś nie nastąpiło i Zbysio potulny był jak aniołek, nie śmiał złego słowa rzez o zaplątanych w szarą sieć sędziach chicagowskich. Już by mu Bush dał popalić, jakby tylko nerwy mu puściły...
Ciekawe co teraz. Z Ziobrą i jego popularnością, z PiSem, no i z śledztwem stulecia, bo tak już chyba powinno się mówić o sprawie Papały. Czy wszystko wzięło w łeb? Czy Polska jest w stanie wydobyć Mazura inną drogą? Przygotować mocniejsze argumenty? Porwać?
Bo przy całej polityczno-propagandowej otoczce, którą już szykowano (np. w TVP miano nagrywac pewien program śledczy na jutro dziś z udziałem Zbyszka tryumfującego, ale nagranie zdjęto po wieści z Chicago), sytuacja wydaje się bardzo nieprzyjemna. Albo nas przez te całe ostatnie kilka lat robiono w trąbę...


Komentarze
Pokaż komentarze (6)