Jeśli wierzyć wrażeniom twórców medialnego świata, frekwencja w nadchodzących wyborach może być rekordowo wysoka. Jak na polskie warunki, ok. 60%. I byłaby to zasługa nikogo innego jak braci Kaczyńskich i ich wersji 4RP.
Moim zdaniem przez ostatnie 3 lata (bo wliczam też "długi marsz" przed poprzednimi wyborami) zdołali oni tak mocno rozbudzić emocje polityczne w ospałych albo przez relatywny dobrobyt albo apatycznych przez relatywny jego brak Polakach, że teraz kto żyw deklaruje wolę udziału w głosowaniu. Oczywiście wszystko się okaże i wszystko rozegra się tu w kraju. Nie podniecałbym się doniesieniami z emigracji: wszak 60 tys zarejestrowanych w W.Brytanii to 6% z miliona (szacunki b. ostrożne) tam żyjących dorosłych Polaków z prawem do głosu.
Jeśli do głosowania rzeczywiście pójdzie zbliżona do deklarowanej liczba wyborców, wtedy te wybory okażą się naprawdę ważne, nawet przełomowe. Jeśli podział mandatów rozłoży się mniej więcej po połowie a do Sejmu wejdą jeszcze 1-2 zdecydowanie mniejsze partie, będziemy mogli uznać, że dotychczasowy system demokratyczny w Polsce uległ przebudowie i dążymy do systemu dwupartyjnego, bądź trzypartyjnego (Niemcy, W.Brytania), gdzie "ci trzeci" są dla "tych dwóch" partnerem koalicyjnym. Niewątpliwie uporządkowałoby to polską politykę i pozwoliło wreszcie na merytoryczną dyskusję i wybory oparte na programach - za cztery lata albo szybciej.
Gdyby to wszystko wyszło, mógłbym nawet przeboleć ostatnie 2 lata 4RP.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)