W ramach przedwczesnych i wymuszonych przez media spekulacji co do obsady resortów, wypada zapytać o MSZ. Najbardziej krytykowany minister poprzedniego rządu, poza może Ziobrą, to A.Fotyga. Zrozumiałe byłoby, gdyby PO zdecydowała się postawić na osobę merytorycznie doskonale przygotowaną, sprawdzoną w dyplomacji i obytą w tzw. szerokim świecie, choćby po to by zmyć bardzo złe wrażenie, jakie pozostawia po sobie odchodząca w niebyt pani minister. Jednak ani Radek Sikorski ani Bronisław Komorowski nie mają przymiotów stawiających ich zdecydowanie kilka pięter ponad Fotygą. Sikorski może i jest oblatany w sprawach strategicznych i zna się na "greater Middle East", ale jest stosunkowo młody jak na liczącego się w Europie szefa dyplomacji i stosunkowo mało przewidywalny. Zdarzały mu się mało dyplomatyczne wpadki, jak choćby wypowiedź porównująca rurociąg bałtycki do paktu Ribbentrop-Mołotow. Komorowski, mimo pięknej karty opozycyjnej i szlacheckiego pochodzenia, niestety nie mówi językami (choć wiele rozumie), nie jest bywalcem salonów światowej dyplomacji i jednak reprezentuje typ polskiego szlachetki, którego chata "z kraja".
Politykiem w mojej ocenie najlepiej przygotowanym do roli ministra spraw zagranicznych nowej koalicji jest Jacek Saryszu Wolski, przewodniczący komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego. Tylko jakoś nikt o nim nie mówi ani on sam nie pali się do rządowej posady. Wielka szkoda. Facet zna się na rzeczy, negocjował na wczesnym etapie polskie wejście do UE, salony europejskie i światowe zna jak mało kto, językami mówi, jest wielkim, postawnym, świetnie ubranym mężczyzną, co nie jest bez znaczenia w kwestiach wizerunkowych. Bywa chimeryczny i megalomański, ale nie takie rzeczy można by wybaczyć, gdyby realizował polską rację stanu. Ma świetnei stosunki w najpotężniejszej obecnie europejskiej frakcji politycznej i wielu liderów mówi mu na ty. I co? I nic. Prawdopodobnie pozostanie w Brukseli i Strasburgu. Szkoda.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)