Ile trzeba, by polskie media przez kilka dni o tym mówiły? Otóż trzeba nakręcić historyczno-przygodowy film w Rosji. Za stosunkowo niewielki wydatek Kreml zdołał zdominować polskie serwisy informacyjne i pokaźną część publicystyki. Nie znamy jeszcze skali sukcesu filmu w Rosji, ale w Polsce już okazał się przebojem. Nie pamiętam dawno, żebyśmy się czymś tak ekscytowali, gdy chodzi o zagraniczną twórczość filmową. Czy Rosjanom o to chodziło? Sądzę, że nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo wyczuleni na ten temat się staliśmy - a raczej stały się nasze media.
Niestety pokazuje to polski kompleks wobec Rosji, kompleks nie tylko historyczny i polityczny - podsycany dziś przez pro-rządowe media - ale również kulturowy. Chyba zazdrościmy Rosjanom, że potrafią - ze wsparciem Kremla czy bez, to osobna sprawa - uruchomić "najważniejszą ze sztuk" w ramach polityki historycznej państwa. My uruchomiliśmy największego żyjącego reżysera - Wajdę - ale rosyjskie media nie poświęciły temu ułamka tej uwagi, co my "1612". Czy będzie inaczej, jeśli uruchomimy kolejnego pomnikowego twórcę, państwowe pieniądze, narodowe poczucie dumy i wykonamy gigantyczną produkcję "1920"? I czy o to chodzi? Czy politykę robi się filmami a filmy polityką? Nawet obejrzałbym taki film, ale chętniej jako hollywoodzkie dobre kino wojenne a nie jako element propagandy historycznej (abstrahując od tego, że największe wojenne produkcje z USA też miały swoją rolę propagandową). Mam nadzieję, że wielu widzów też.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)