Iowa wybrała Obamę. Delegaci na konwencję Demokratów poprą kandydata na pierwszego czarnoskórego prezydenta USA i to on dostanie 7 głosów elektorskich, bo stan jest niebieski (jak kto woli, spod znaku osła). Sam Obama oczywiście mówi o punkcie zwrotnym, historycznej chwili i przełomie świadomości politycznej Amerykanów. Analitycy wskazują na wysoką frekwencję zwłaszcza wśród młodzieży, która ma dość starych twarzy i stawia na zasadniczą zmianę (zmiana to zresztą główne hasło Obamy).
Obama zaczął od wielkiego uderzenia, ale teraz zaczynają się schody. Jeśli utrzyma tempo, skądś weźmie dodatkowe pieniądze i nie da się zjeść w kaszy mediom (jednak nastawionym pro-Clintonowsko choćby dla utrzymania status quo), ma szansę zostać 44 prezydentem. Gdyby tak się stało, Ameryka udowodni, że jest krajem wielkich możliwości - również w sensie odrzucenia establishmentu i pokonywania politycznych ograniczeń. Dla każdego kraju taka zasadnicza zmiana jest na dłuższą metę ożywcza i cenna, chociaż w krótszej perspektywie może być trudna do zniesienia. W tym sensie należy mu kibicować.
Tak samo jak zwycięzca wstępnej selekcji po stronie Grand Old Party, Obama nie ma żadnego większego doświadczenia na scenie światowej, za co jest ustawicznie krytykowany. Ale gdzie niby miał je zdobyć? Przecież Amerykanie zasadniczo w ogóle światem zewnętrznym się nie przejmują i nie interesują. W tym sensie obaj - Obama i Huckabee - są "solą ziemi". Kimże był gubernator Arkansas Bill J. Clinton zanim został prezydentem? Majętnym przez żonę adwokaciną z zapyziałej prowincji... W takiej betoniarce jak Biały Dom nawet g...o się wyrobi. Nie martwiłbym się więc zanadto o kwalifikacje Obamy w sferze zewnętrznej.
Najpierw jednak musi przekonać Amerykanów, że pod koniec 1 dekady XXI wieku narodową hańbą jest nie Irak, Afganistan i wojna z terrorem (jak chciałaby widzieć sprawy część mediów, zwłaszcza poza USA), ale to że największe mocarstwo jest jedynym krajem w grupie G8, a nawet wśród kilkudziesięciu innych "czołowych" potęg tego świata, które nie oferuje swym obywatelom opieki medycznej, gdzie największą przyczyną bezdomności jest odebranie domu z powodu zadłużenia za rachunki szpitalne i gdzie z powodu odmowy świadczeń medycznych dla nie objętych pełnym ubezpieczeniem bądź nieubezpieczonych wcale umiera co roku 18 tys ludzi. To jakby 9/11 zdarzał się co 2 miesiące.
Na zdrowy rozum Obama nie powinien mieć z tym kłopotów, ale nie tylko on stawia służbę zdrowia wysoko w politycznej agendzie (Hillary raz próbowała i poległa, więc ją akurat ma Obama z głowy). I czy Amerykanie en masse posługują się rozumem?
Następny test za 5 dni w New Hampshire.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)