Jesteśmy w potrzasku. Cały ten high-tech cyrk: laptopy, iPody, komórki, wszystko co wokół nas świeci i gra, bawi i uczy, zarabia dla nas pieniądze i pozwala nam je tracić, jest g... warte bez ładowarki, czyli ucywilizowanego transformatora. Ta jakże głęboka myśl naszła mnie, kiedy jedno z codziennie używanych urządzeń stało się właśnie bezużyteczne, gdyż w domowym bałaganie gdzieś podziała się do niego ładowarka.
Co się okazuje: urządzenie ma dość nietypowe gniazdo zasilania, ładowarki z podobną wtyczką w domu nie ma, słowem nie wiadomo za bardzo jak z problemu wybrnąć, bo zdolności elektrotechniczne u mnie prawie żadne a i narzędzi oraz know-how brak. Nic tylko kupić nowe urządzenie o które chodzi, bo przecież nie będę przeszukiwał internetu dla głupiej ładowarki do jeszcze głupszego urządzenia, a koszt będzie porównywalny.
I o to chodzi w tym biznesie. Nie pasujące wtyczki, nie dające się dopasować napięcia i prądy, wszystkie te "unikalne" rozwiązania mają nas skłonić do wydawania co jakiś czas określonej sumy pieniędzy czy to na nowe baterie do komórek czy na ładowarki, jeśli je gdzieś zgubimy. Podejrzewam wielki światowy spisek cewkarzy (to ci od transformatorów), alkalistów (to dranie od baterii) i producentów wszelkiego rodzaju zasilanych powyższymi sprzętów... Spisek, który wg ostrożnych obliczeń z 2006 roku wart jest co roku 3 mld dolarów wydanych z naszych kieszeni.
PS: Do Komitetu Noblowskiego - czy na nagrodę nie zasłużyłby wynalazca, a raczej konstruktor, w miarę uniwersalnej ładowarki z globalnym zestawem wtyczek???


Komentarze
Pokaż komentarze (1)