Powszechny lament szefów mediów publicznych i zatroskanych tym medialnych polityków w typie W.Kołodziejskiego na spadające wpływy z abonamentu i szykującą się w wyniku tego katastrofą finansową jest tyleż fałszywy co żałosny. Zwłaszcza w kontekście radia publicznego, przez lata będacego instytucją o rekordowo wysokim zaufaniu społecznym (zamieniającą się na czele rankingów ze Strażą Pożarną) i jak na polskie warunki niemałym profesjonalizmie. Przez 18 lat wolnych mediów w Polsce ten kapitał został niemal roztrwoniony, a inwestycje w niego były bliskie zeru. Teraz nie ma co się dziwić, że abonament jest jedyną deską ratunku, która nasiąka i tonie, a wraz z nią mogą utonąć resztki tego co publiczne w PR.
Polskie Radio i jego decydenci ponoszą za to ogromną winę. Kolejni prezesi i ich polityczni mocodawcy zdawali się nie zauważać rewolucji technologicznej w mediach, sprawiającej że radio wbrew katastroficznym wizjom nie umiera, ale fundamentalnie się zmienia - ale by się zmienić potrzebuje inwestycji, nowego myślenia o radiu, nowych platform i nowych ludzi (nie przez wywalanie z pracy dotychczasowych pracowników, a szkolenie ich by umieli sprostać wyzwaniom nowych rynków). Jak wiadomo, tego ostatniego zabrakło w PR najbardziej.
Oczywiście posłużę się przykładem BBC sprzed 15 lat, instytucji skostniałej, przerośniętej socjalizmem w nie spotykanym w Polsce stopniu, mało podatnej na zmiany. Jednak jej szefowie potrafili z radia - znacznie bardziej konserwatywnego w latach 90tych niż w Polsce w sensie formy - uczynić koło zamachowe wielu nowych platform, w tym internetu. Gdyby radio BBC zdecydowało się zarabiać na newsach w internecie, byłoby globalnym potentatem. Gdyby Polskie Radio w odpowiednim momencie zdecydowało się na rewolucję technologiczną - miałoby dziś w nosie i konkurencję i abonament, bo sprzedawałoby swój kontent za grube miliony wygłodniałym platformom multimedialnym. Niestety zabrakło wyobraźni i odwagi, zabrakło przywództwa, zabrakło wizji.
Czy coś jest do uratowania? Uważam, że tak. Polskie Radio to jednak największa rozgłośnia w Polsce, mająca i zasoby ludzkie i techniczne i mimo wszystko trochę grosza. RMF robi świetne (komercyjne i profesjonalne dziennikarsko) newsy za ułamek kosztów działalności IAR. Rozgłośnie regionalne, tak biadolące nad swym losem finansowym, są w większości najwięksyzmi instytucjami medialnymi w swoich regionach. Byc może teraz jest ostatnia szansa, żeby lokalni prezesi postawili na biznes a nie na politykierstwo i życie na garnuszku płatników abonamentu. Pamiętajmy, że rynek reklamowy jeszcze znajduje się w fazie szczytowej. Nie wiadomo jak długo ona potrwa, ale wiadomo że w przypadku nieuchronnego załamania gospodarczego albo pogorszenia koniunktury to budżety reklamowe pierwsze pójdą pod nóż.
Czy do tego wszystkiego Czabański musi odejść? Niekoniecznie. Ale warto by pomyślał.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)