Miło czasem poczytać, że gdzie indziej biją Murzynów. A ściślej: uprawiają nepotyzm na dużą skalę. Satysfakcja tym większa, że rzecz dzieje się w kolebce parlamentaryzmu, Wielkiej Brytanii. I że dotyczy właśnie Parlamentu.
Lider Partii Konserwatywnej David Cameron przyznał, że ponad 70 członków Izby Gmin z jego partii zatrudnia członków swoich rodzin. Rzecz wyszła na jaw po aferze posła Conwaya, który nie dość, że zatrudniał bądź zlecał prace swoim dwóm synom, żonie, koledze syna to jeszcze najprawdopodobniej w wielu przypadkach płacił za nigdy nie wykonaną. Dodam, że przekręcił w ten sposób 50 tysięcy funtów, a to dużo pieniędzy, bardzo dobra pensja roczna na przykład.
Rzecz jest tym bardziej ambarasująca dla Torysów, że pan Conway przed aferą był partyjnym whipem, czyli osobą odpowiedzialną za dyscyplinę głosowań, prawą ręka przewodniczącego w Izbie Gmin. Wszystkie trzy partie w Izbie zadeklarowały przejrzenie stanu zatrudnienia rodzin posłów, którzy dotąd sami decydowali o tym ile komu i za co płacą. Teraz ma się to zmienić, co dla przywiązanych do tradycji brytyjskich posłów będzie rewolucją. Zakazu zatrudniania rodzin na razie nikt na poważnie nie rozważa, choć padają takie sugestie.
Samego Conwaya afera kosztować będzie polityczną przyszłość. Zawieszony w Izbie Gmin, zadeklarował, że nie będzie się ubiegać o mandat ponownie.
Nie wiem, ilu posłów polskiego Sejmu zatrudnia członków rodzin. Histeria po ujawnieniu takiego przypadku w biurze Zyty Gilowskiej i Danuty Hojarskiej zapewne zrobiła swoje. Spójrzmy jednak na skalę. U nas dwa przypadki (o ile pamiętam) - i najcięższe zarzuty, wydalenia z partii, atmosfera wielkiego skandalu. W Wielkiej Brytanii 70 (a pewnie będzie więcej) i dość spokojna dyskusja. I żadnego kryzysu demokracji nikt nie ogłasza.


Komentarze
Pokaż komentarze