Prezes PiS dokonał aktu publicznego oczyszczenia człowieka, którego jakiś rok temu jego najbardziej zaufany porucznik A.Macierewicz wrzucił do worka z agentami zwanego raportem z likwidacji WSI. Okazało się, że współpraca ze służbami jaką podejmował Andrzej Grajewski nie tylko – w ocenie prezesa PiS - nie nosiła znamion przestępstwa, ale była powodem do chluby. W ten sposób polski system sądowniczy zyskał kolejną instancję, jak się wydaje ostateczną. Posłowie PiS powinni jak najszybciej złożyć projekt ustawy nowelizującej kpk, ust. o ustroju sądów powszechnych i wiele innych ustaw.
Moc oczyszczania działa jednak niezależnie, a nawet mimo, instancji prokuratorsko-sądowych. A nawet partyjnych. Mocy tej doświadczył bowiem nie tylko Grajewski. Łaska prezesa PiS spłynęła też na odstawionego na boczny tor Jacka Kurskiego, o czym już pisałem. Mocy tej – niepełnej jeszcze i pośrednio, bo przez brata prezesa PiS – doświadczył nawet premier Tusk, wyjątkowo nie zrugany po spotkaniu w ważnej sprawie państwowej.
Jak wielka jest to moc? Czy jest na tyle silna, by zmyć przewiny Grajewskiego „brata w zbrodni”, J.M.Nowakowskiego? Czy przezwycięży świeżą niechęć do posłów Polaczka, Zalewskiego i Dorna? Czy dosięgnie zepchniętego w czeluść kardiochirurga, który miał mordować? Czy jest w stanie zdjąć odium zdrady z byłych ministrów spraw zagranicznych, oskarżonych przez tego samego A.Macierewicza? Meller nie doczekał.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)