Głos pokolenia 90
Chociaż chcieliśmy żyć to nigdy nie mieliśmy okazji...
14 obserwujących
47 notek
280k odsłon
  3929   3

W Polsce brakuje kobiet ale rząd udaje że nie widzi

Co piąty samotny mężczyzna w Polsce nie znajdzie żadnej partnerki. W kraju żyje obecnie 5,2 mln mężczyzn i 4,1 mln kobiet wolnego stanu cywilnego. To oznacza dysproporcje wielkości ponad miliona osób. Sporo mężczyzn w młodym wieku pozostanie bezdzietnych. Rząd nie ma pojęcia tak naprawdę jak fatalnie wygląda obecny rynek matrymonialny w Polsce i jak szybko przełoży się to na spadek urodzeń.

W latach 90' gdy zaczęły sie wyjazdy zarobkowe Polaków za granicę a także do Polski zaczęli zjeżdżać goście z całego świata wzrosła liczba małżeństw mieszanych Polaków z obcokrajowcami. Znaczną większość par międzynarodowych stanowiły związki Polek i cudzoziemców. Dysproporcje te doprowadziły dzisiaj do sytuacji w której wśród osób wolnego stanu cywilnego brakuje ponad milion kobiet. Na 100 wolnych Polek przypada aż 126 samotnych Polaków [1]. Stukturalne "bezkobiecie" jest przyczyną samotności wielu mężczyzn w kraju, którzy nie mając partnerek nie będą mieli dzieci. To ogromne zmarnowanie potencjału rozrodczego kilkuset tysięcy Polaków. Jak wiadomo do tanga trzeba dwojga i nie wystarczy dobra melodia. Rząd przeliczył się co do efektów 500+ i nie wie co dalej zrobić. Eksperci rządowi tacy jak Barbara Socha kompromitują się publicznie podając do wiadomości publicznej liczby nie mające nic wspólnego z rzeczywistością polskiego rynku matrymonialnego. Rządowa strategia demograficzna to kolejny projekt który nie stanowi żadnego rozwiązania dla wyludniającej się Polski.


image


Pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej Barbara Socha [2]:

    "Mamy ogromną bezdzietność dlatego, że panowie fizycznie się nie spotykają z paniami. Młodzi panowie w Polsce pozostali w większości na prowincji, natomiast młode panie w Polsce wyjechały do dużych miast"

 
Nieprawda. Duże miasta nie są otoczone drutem kolczastym i nie stanowią zamkniętej przestrzeni terytorialnej. Tak, dużo młodych kobiet z prowincji wyjechało do dużych miast, ale sporo młodych kobiet z dużych miast natomiast wyjechało za granicę. Obecnie w większości dużych miast w Polsce nie brakuje mężczyzn wśród osób wolnego stanu cywilnego. Ponadto czy Barbara Socha zdaje sobie sprawę że mężczyźni na randki jeżdżą do kobiet nawet po kilkaset kilometrów?


Pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej Barbara Socha [2]:

    "Ta dysproporcja jest potężna, bo w Warszawie jest mniej więcej 120 kobiet na niecałe 100 mężczyzn. (...) Niecała jedna piąta kobiet fizycznie nie ma więc szansy znaleźć partnera, bo go nie ma"

   Jak widać niektórzy chcą znaleźć młodych partnerów dla polskich emerytek. Babcie napewno się ucieszą ale dzieci już nie urodzą.
image


Według definicji GUS duże polskie miasta to miejscowości liczące ponad 100 tysięcy mieszkańców. Poniższa tabela przedstawia rzeczywistą liczbę mężczyzn w stosunku do kobiet według wolnego stanu cywilnego w miastach wojewódzkich i powyżej 150 tys. mieszkańców. Nadwyżka kobiet jest niewielka i to tylko w kilku miastach spośród tych dużych. W Warszawie brakuje statystycznie zaledwie 5% mężczyzn podczas gdy Barbara Socha sugeruje że w stolicy 20% fizycznie singielek nie ma szans na swoją drugą połówkę. Dacie wiarę? Rządowy "ekspert" bierze pod uwagę ogólną liczbę mieszkańców jednego miasta wliczając emerytów do szacowania potencjału rozrodczego Polek i Polaków. Niestety nawet we wspomnianych dużych miastach sytuacja jest często zgoła odmienna niż słowa "wyjechały do dużych miast". Odklejenie od rzeczywistości ludzi ze stolicy jest prawdziwą zmorą tego kraju.


image

Jak widać zdecydowana większość dużych miast nie boryka się z niedoborem mężczyzn. Wiele dużych miast natomiast boryka się nawet z dużą nadwyżką mężczyzn co przeczy tezie postawionej przez Barbarę Sochę. Dodając do tego że otaczające te miasta mniejsze miejscowości są już zazwyczaj z ogromną nadwyżką mężczyzn (średnio 144/100 na wsiach) to mamy już bardzo niekorzystny rynek matrymonialny dla mężczyzn na Śląsku, Kielecczyźnie czy w Radomiu. W zasadzie Warszawa, Kraków czy Lublin to absolutne wyjątki od reguły ale w czasach kiedy ludzie poznają się przez internet na aplikacjach randkowych nie ma znaczenia że pojedyncze miasto ma lepszą strukture demograficzną niż sto innych. Ponadto mężczyźni z mniejszych miejscowości każdego weekendu zjeżdżają do stolicy czy miast wojewódzkich na dyskoteki czy inne imprezy w celu poznania jakiejś kobiety. Fizycznie więc kobiety mają w kim wybierać i wie to każda kobieta która choć raz zalogowała się na jakijkolwiek portal randkowy.


Pełnomocnik rządu ds. polityki demograficznej Barbara Socha [2]:

    "Mamy połowę więcej studentek niż studentów i to się, mówiąc kolokwialnie, rozjeżdża. Młode kobiety są bardzo wykształcone, skoncentrowane w dużych miastach, chcą robić karierę. Panowie o wiele szybciej się z systemu edukacyjnego +wyrywają+, bo dla panów to jest strata czasu"



Skandaliczne są natomiast słowa o rzekomym nieuctwie polskich mężczyzn. To że kobiety mają wykształcenie wyższe nie przekłada się już od dawna znacząco ich sukces społeczny. Dzisiaj kobiety studiują zarządzanie, marketing, ekonomie czy finanse a nadal to "niewykształceni mężczyźni" prowadzą więcej firm niż lepiej wykształcone kobiety. Dziwne prawda? Mamy kilkaset tysięcy absolwentek tych kierunków a nie przełożyło się to na boom gospodarczy III RP. Ile te wykształcone kobiet z dużych miast stworzyły przez ostatnie 30 lat miejsc pracy, a ile tych miejsc pracy stworzyli mniej wykształceni mężczyźni? To nie jest wina oczywiście kobiet że idą na studia tylko braku perspektyw w Polsce powiatowej, gdzie nie ma zbyt wielu miejsc pracy dla kobiet poza urzędami i szkołami. Jednak praca w dużych miastach też nie jest "ziemią obiecaną" bo koszty utrzymania w stolicy czy Krakowie są dziś niemałe a absolwentki pracujące w jakimś outsourcingu zagranicznej korporacji nie zarabiają często nawet średniej krajowej. Śmiechu warte natomiast jest sugerowanie mężczyznom żeby zaczęli studiować to może będa mieli większe szanse na znalezienie partnerek. Już to widzę jak samotny budowlaniec robi specjalnie maturę i idzie studiować socjologię albo europeistyke żeby zwiększyć swoje szanse na rynku matrymonialnym. W Polsce nie brakuje magistrów tylko ludzi z fachem w ręku takich jak mechanicy, murarze, budowlańcy, ślusarze, tokarze, elektrycy, stolarze itd. To raczej kobiety powinny zamiast iść na często bezsensowne studia i tracić czas zrobić coś pożytecznego jak kurs motorniczej tramwaju lub prawo jazdy kat. D. W Polsce brakuje pracowników w transporcie i nie zawsze wiąże się to z pracą fizyczną.


image


W artykule na ten sam temat na TVP Poznań możemy przeczytać nawet że mężczyźni powinni iść na studia bo to będzie z wielką korzyścią dla nich samych [3]. Postawiono też tezę że Polacy powinni podgonić kobiety w poziomie wykształcenia. Niechce się już wierzyć jak można być tak odklejonym od rzeczywistości jak "eksperci" od demografii w Polsce. Moda na studiowanie to jest sztuczny trend wymuszony przez państwo około 30 lat temu w celu tymczasowego zbicia wskaźników bezrobocia wśród osób młodych. Pamiętamy dobrze jak specjalnie zwiększano liczbę miejsc na studia i otwierano nowe uczelnie i wydziały tylko po to żeby wyrzucić młodych ludzi ze statystyk bezrobocia na kilka lat. Spora część absolwentów wyjechała potem i tak za granicę bo nie było dla nich w Polsce pracy albo pracowali w zawodzie niezwiązanym z wykształceniem. Mamy mało magistrów którzy kończyli na zmywaku czy magazynie? W roku akademickim 1990/1991 studiowało w Polsce zaledwie 390 tys. osób. Przez 15 lat liczba ta wzrosła aż 5-krotnie (aż 1,95 mln w roku 2005/2006 r.) [4]. Dzisiaj te uczelnie już dawno powinny być zamknięte bo rynek pracy pozwala godnie żyć bez dyplomu magistra i młodzi dobrze o tym wiedzą. Niestety zamiast likwidować niepotrzebne uczelnie na siłę zapycha się dzisiaj miejsca studentami z zagranicy. Efekt może być odwrotny od zamierzonego gdyż niejeden Hiszpan czy Turek studiujący w Polsce znajdzie sobie Polkę i wyjadą razem zagranicę.


Brak ponad miliona kobiet w Polsce względem samotnych mężczyzn jest spowodowany tym że liczba związków Polek i cudzoziemców, znacznie dominuje nad liczbą Polaków i cudzoziemek [5]. Luka na polskim rynku matrymonialnym jest więc ogromna a to nie sprzyja zakładaniu rodzin. Obecnie odsetek dwudziestolatek jest prawdopodobnie najniższy w historii Polski. Kobiety wraz z wiekiem przestają odczuwać presję staropanieństwa, gdyż mężczyźni nadal uganiają się za nimi. Przy normalnej strukturze demograficznej przypominającej piramidę liczba kobiet młodszych przewyższa liczbę kobiet starszych. W Polsce jest na odwrót to liczba kobiet starszych przerasta liczbowo kolejne młodsze roczniki. Mężczyźni więc nie mają alternatywy w postaci młodszych partnerek. Dawniej kawaler który był mniej atrakcyjny wśród kobiet w podobnym wieku wyrównywał swoją atrakcyjność tym że z wiekiem mógł się czegoś dorobić. Teraz przy malejącej liczbie młodych kobiet nie ma tej możliwości a wymagania całej grupy kobiet w wieku rozrodczym rosną w nieskończoność. Dzisiaj trzydziestoletnie Polki nie czują żadnej presji że zostaną same bo przy takim braku kobiet zawsze znajdą partnera. Mężczyźni natomiast wraz z wiekiem tracą swoje szanse ze względu na niż demograficzny.


image

image


image


To właśnie w tych miejscach w Polsce gdzie liczba młodych wolnych kobiet jest wyższa, wyższy jest także współczynnik dzietności. Jasno można powiedzieć więc że brak kobiet nie tylko marnuje potencjał osamotnionych młodych mężczyzn, ale dysproporcje te także wpływają na skłonność młodych kobiet do rodzenia dzieci. Im większy odsetek samotnych mężczyzn, tym z reguły mniejszy współczynnik dzietności młodych kobiet. Wydawałoby się że powinno być odwrotnie bo skoro młoda kobieta ma do wyboru taką nadwyżkę potencjalnych kandydatów to powinna szybciej znaleźć tego odpowiedniego. Niestety ale jest inaczej bo kobiety myśląc że są atrakcyjne na rynku matrymonialnym łatwiej podejmują decyzję o zakończeniu związku i odejściu do innego partnera.


image


Widać wyraźnie że powiaty z większym odsetkiem młodych kobiet mają wyraźnie wyższy współczynnik dzietności. Najwyższy współczynnik dzietności jest w kilku dużych miastach gdzie współczynnik ilości kobiet i mężczyzn jest najwyższy pod wzgledem odsetka młodych kobiet.


image


Polski rząd jednak prowadzi fatalną politykę migracyjną. Pożar gaszony jest benzyną. Wsród imigrantów przyjeżdżających do Polski około 80% to mężczyźni, tak jest co roku [5]. Oznacza to że dysproporcje płciowe na rynku matrymonialnym są jeszcze większe a młodzi Polacy muszą konkurować o polskie kobiety także z coraz większą liczbą cudzoziemców. Jak wiemy pokolenie emigrantów po wejściu do UE kolokwialnie mówiąc tą konkurencję na zachodnich rynkach matrymonialnych przegrało. Musieli więc szukać partnerek spowrotem w Polsce albo zostali samotni. Wielu z nich jest dzisiaj już po czterdziestce i raczej rodzin już nie założą. Tymbardziej więc musimy zacząć zwracać uwagę na dysproporcje płciowe aby pokolenie mężczyzn w wieku 20-35 nie zostało bez kobiet. Polska w tej sytuacji powinna zacząć sprowadzać młode kobiety z zagranicy na potęge! Trzeba jednak brać pod uwagę także współczynnik dzietności wśród potencjalnych migrantek. Już wiemy że Ukrainki jeszcze rzadziej rodzą dzieci od Polek, więc nawet ich poprawa poziomu życia nad Wisłą nie sprawi że będą rodziły odpowiednią ilość dzieci. Polska potrzebuje kobiet które urodzą polskim partnerom średnio 2,5-3 dziecka. Tylko wtedy odwrócimy tą fatalną sytuację demograficzną wzrostem dzietności.


image


Polacy jako Europejczycy są bardzo atrakcyjni dla kobiet w Azji. Z drugiej strony współczynnik dzietności w tych krajach jest także znacznie wyższy niż w Polsce. Gdyby Polscy mężczyźni fizycznie spotkali się z kobietami z takich krajów jak Filipiny (2,4 dziecka na kobietę), Kambodża (2,4), Haiti (2,8), Wenezuela (2,2) to w efekcie moglibyśmy mieć w Polsce prawdziwy baby boom [7]. Wykorzystany zostałby potencjał rozrodczy samotnych Polaków. W 2011 roku także brakowało w Polsce ponad milion kobiet [8]. Czyli przez kolejne lata od ostatniego spisu powszechengo zmarnowaliśmy potencjał ojcowski kilkuset tysięcy kolejnych mężczyzn. Nie ma więc innej drogi żeby uratować Polską demografię niż "import" płci pięknej z zagranicy. Wielu Polaków którzy są świadomi fatalnej sytuacji na rynku matrymonialnym w Polsce po swoich niepowdzeniach zaczęło szukać partnerek za granicą. Można zaobserwować wiele zdjęć i filmów na portalach społecznościowych gdzie polscy mężczyźni lub azjatyckie kobiety pokazują kulisy swoich mieszanych par i rodzin.








Jedno jest pewne, powstałą lukę na rynku matrymonialnym trzeba będzie kiedyś wyrównać bo będzie się ona przesuwać z pokolenia na pokolenie co wieszczy nic innego jak dalszy spadek urodzeń. Już w wielu powiatach gdzie te dysproporcje płciowe są ogromne współczynnik dzietności spadł już poniżej 1 dziecka na kobietę. To samo wkrótce może czekać większość Polski.

Źródła:

[1] https://www.fakt.pl/pieniadze/w-polsce-brakuje-singielek-gdzie-najtrudniej-znalezc-zone-a-gdzie-meza/j7l16f4
[2] https://www.pap.pl/aktualnosci/news%2C1228213%2Cw-polsce-dwa-razy-wiecej-bezdzietnych-40-letnich-kobiet-niz-w-czechach-czy
[3] https://poznan.tvp.pl/64006375/w-polsce-rodzi-sie-malo-dzieci-bo-mezczyzni-sa-niewyksztalceni
[4] https://perspektywy.pl/portal/index.php?option=com_content&view=article&id=994:studentow-coraz-mniej&Itemid=119

[5] https://dspace.uni.lodz.pl/bitstream/handle/11089/35208/2020-10%20Binacjonalne%20ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwa.pdf?sequence=1&isAllowed=y

[6] https://psz.praca.gov.pl/web/urzad-pracy/-/8180075-zezwolenia-na-prace-cudzoziemcow

[7] https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_sovereign_states_and_dependencies_by_total_fertility_rate

[8] https://stat.gov.pl/spisy-powszechne/nsp-2011/nsp-2011-wyniki/

Lubię to! Skomentuj35 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo