Część II.
Mieciu i profesor wymienili spojrzenia pełne nowej nadziei. Wizja odkrycia tajemniczych tuneli i powiązania ich z rodem von Hochbergów rozpalała ich wyobraźnię. Jednak profesor, jakby przypomniawszy sobie o czymś ważnym, nagle spoważniał.
– Ale… jest jeszcze coś – powiedział, zniżając głos. – Kiedy byłem w archiwum, zauważyłem, że ktoś mnie obserwuje.
Mieciu zmarszczył brwi.
– Obserwuje? Kto taki?
– Nie wiem – odparł profesor, kręcąc głową. – Mężczyzna w ciemnym płaszczu i kapeluszu. Stał w cieniu regałów i udawał, że przegląda stare dokumenty, ale czułem na sobie jego wzrok. Kiedy spojrzałem w jego stronę, odwrócił się i wyszedł.
Profesor westchnął ciężko.
– To nie wszystko. Kiedy wracałem, miałem wrażenie, że ktoś za mną jedzie. Obejrzałem się kilka razy, ale nikogo nie zauważyłem. Dopiero przed chwilą, tuż przed spotkaniem z panem, zobaczyłem w lusterku roweru cień… ten sam cień, który widziałem w archiwum.
Mieciu poczuł dreszcz niepokoju. Ktoś ich śledził. Czyżby ktoś inny również interesował się tajemnicą elektrowni i tuneli? A może to miało związek z wójtem i plotkami, które roznosił pan Władek?
W tym momencie zza rogu kamienicy wyszedł mężczyzna. Był wysoki, ubrany w ciemny płaszcz i kapelusz, dokładnie tak, jak opisywał go profesor. Zatrzymali się w miejscu, wstrzymując oddech. Mężczyzna podszedł bliżej, a kiedy znaleźli się w zasięgu jego wzroku, uniósł dłoń w geście powitania. Na jego twarzy pojawił się… uśmiech. Szeroki, szczery uśmiech.
– Przepraszam, że was wystraszyłem – powiedział mężczyzna, zdejmując kapelusz. Okazało się, że jest to młody mężczyzna o przyjaznym spojrzeniu. – Nazywam się Tomasz Nowak. Jestem… dziennikarzem.
Mieciu i profesor wymienili zaskoczone spojrzenia. Dziennikarz? Co dziennikarz mógł mieć wspólnego z ich poszukiwaniami?
– Usłyszałem plotki o waszych… zainteresowaniach historią elektrowni – ciągnął Tomasz, uśmiechając się jeszcze szerzej. – I pomyślałem, że mógłbym wam pomóc. Znam kilka osób, które mogą mieć informacje na ten temat.
Profesor spojrzał na Miecia z pytającym wyrazem twarzy. Mieciu wzruszył ramionami. Co mieli do stracenia?
– W takim razie… miło pana poznać, panie Nowaku – powiedział Mieciu, wyciągając rękę. – Jestem Mieczysław, a to profesor Ignacy. Cieszymy się z pańskiej oferty.
Uścisk dłoni Tomasza był mocny i pewny. W jego oczach Mieciu dostrzegł iskierkę entuzjazmu, która udzieliła się również jemu. Może ten dziennikarz okaże się cennym sprzymierzeńcem w ich poszukiwaniach? A może to kolejna zagadka, ukryta pod maską uśmiechu i powitania? Czas pokaże.
Czy Tomasz Nowak jest przyjacielem, czy wrogiem? Jakie są jego prawdziwe intencje? I co łączy go z tajemnicą elektrowni?
"Wszelkie powiązania zdarzeń i postaci w tekście są przypadkowe."
Oprac. redaktor Gniadek


Komentarze
Pokaż komentarze