Styczeń ledwo się rozpoczął, a statystyki policyjne już mrożą krew w żyłach. Kolejne wypadki, kolejne ofiary, kolejne rodziny pogrążone w żałobie. W tle obchodzimy Polski Dzień Dawcy Narządów, dzień, który dla wielu staje się gorzkim przypomnieniem o kruchości życia. Ironia losu? A może raczej tragiczna konsekwencja naszej bezmyślności?
Krew na drodze
Nie oszukujmy się, drogi stały się areną bezustannej walki o przetrwanie. Kierowcy, piesi, rowerzyści – wszyscy uczestniczymy w tym niebezpiecznym spektaklu, gdzie o tragedię nietrudno. Brawura, alkohol, zmęczenie, arogancja – to tylko niektóre z grzechów głównych, które prowadzą do nieszczęść. A potem słyszymy o „nieszczęśliwym wypadku”. Nieszczęśliwym? Czy raczej przewidywalnym, biorąc pod uwagę, jak często ignorujemy podstawowe zasady bezpieczeństwa?
Dziś oddajemy hołd dawcom narządów, ludziom, którzy po śmierci dają szansę na życie innym. To piękny gest, ale czy nie byłoby lepiej, gdybyśmy mogli uniknąć sytuacji, w której tak wielu z nich staje się dawcami w wyniku tragicznych wypadków? Czy naprawdę musimy czekać na tragedię, by zrozumieć, że życie jest cenne i kruche?
Nie potrzebujemy kolejnych kampanii społecznych, które na chwilę poruszą nasze sumienia, a potem zostaną zapomniane. Potrzebujemy zmiany mentalności, zmiany podejścia do bezpieczeństwa na drogach. Potrzebujemy surowszych kar dla piratów drogowych i skuteczniejszej edukacji dla wszystkich uczestników ruchu. Potrzebujemy wreszcie zrozumieć, że za kierownicą nie jesteśmy sami, że od naszych decyzji zależy życie innych.
„Lepiej zapobiegać niż leczyć” – mawiali starożytni. Szkoda tylko, że w kwestii bezpieczeństwa na drogach wciąż wolimy leczyć skutki, zamiast zapobiegać przyczynom. I tak koło się zamyka, a krew leje się dalej.


Komentarze
Pokaż komentarze