Gdy wiatr historii zaczyna wiać, jedni budują mury, inni wiatraki. Problem w tym, że jedne i drugie kosztują… i to my za nie płacimy.
W polityce, podobnie jak w fizyce, nic nie ginie. Zmienia się tylko forma – a w przypadku polskiej energetyki, forma ta przyjmuje kształt rachunków, które z każdym miesiącem stają się bardziej abstrakcyjne. W centrum tej zawiłej układanki, w której na scenie pojawiają się Donald Tusk, Mołdawia i wiatraki, kryje się pytanie, które dotyczy każdego z nas: czy te wszystkie głośne debaty mają nas informować, czy raczej odwracać naszą uwagę od sedna sprawy?
Całość pełnej treści do przeczytania na blogu tutaj:Czy wiatraki są ratunkiem, czy nowym podatkiem? Cicha gra o naszą energię i kieszenie. |
Wiatraki nie są problemem. Problem to sposób, w jaki są one używane jako tarcza dymna, aby odwrócić naszą uwagę od prawdziwych przyczyn wysokich kosztów życia. Zanim kupimy kolejną opowieść o tym, jak rząd dba o naszą przyszłość, spójrzmy na liczby, a nie na puste słowa. Ostatecznie bowiem, w tej grze o energię, to my jesteśmy tymi, którzy zawsze na końcu płacą.
Oprac. redaktor Gniadek
|
Przeczytaj również: |
Fot. ilust. youtube.com - Dlaczego ceny energii nie spadną i ich mrożenie nic nie da? | Rafał Otoka-Frąckiewicz





Komentarze
Pokaż komentarze (3)