1 obserwujący
34 notki
9046 odsłon
129 odsłon

Religia(?!), nadzieja, miłość

Wykop Skomentuj4

Pewnie nie odkryję Ameryki, pisząc, że wiara i religia to są dwie odmienne sfery funkcjonowania człowieka. O wierze można mówić w odniesieniu do jednostki, gdy religia dotyczy zbiorowości. Z pewnością każdy zna zarówno osoby wierzące – nieuprawiające religii, jak i niewierzacych członków kościołów (choć te ostatnie zapewne ukrywają swoją niewiarę w obawie przed zarzutem hipokryzji).

Biorąc pod uwagę Kosciół katolicki, w kręgu odddziaływań którego żyjemy w Polsce, da się zauważyć jeszcze jeden aspekt zagadnienia – związek obrzędowości kościelnej z polityką. Na ile silny - może świadczyć taka oto sytuacja: Na początku sierpnia krążył po sieci mem wyśmiewający Ministra Obrony Narodowej Macierewicza. Pod nim znalazł się komentarz oburzonego internauty: „Ledwie papież wyjechał, a wy już krytykujecie!”

Wiara jest dla mnie nie tylko sprawą prywatną, ale wręcz intymną. Jest mi niezmiernie trudno o niej mówić, znacznie trudniej niż o seksie. Chyba tylko język poezji może pomieścić między słowami to, o niewyrażalne. Z wiarą jak z miłością, jak z nadzieją – lśni we łzie, ożywa w zachwycie, w tęsknocie serca, w pragnieniu zbliżenia się do Absolutu. Wiara jest pewnością, że istnieje coś ponad światem materialnym, ale nie jest wiedzą, jak i w co wierzyć. Tak jak instytucja małżeństwa nie zapewnia miłości, tak przynależność do Kościoła nie gwarantuje wiary.

Kiedyś starałam się wierzyć tak, jak każe Kosciół. Aż zrozumiałam, że wiara jest darem, a mnie obdarowano wiarą ułomną, pełną pytań i wątpliwości, mieszaniną mitów i legend ludzkości, niezgodną z żadnym istniejącym kościołem, moją własną, prawdziwą, niewymuszoną.

Nie twierdzę, że religie i obrzędy religijne są złe. Ludzie zawsze czcili jakichś bogów, zanosili modły, tańczyli wokół ognisk i budowali ofiarne ołtarze. Ale traktowanie religii jako źródła moralności to wierutna bzdura. Mimo wielu istotnych dla kultury europejskiej etycznych akcentów świętych ksiąg, w imię religii każdego dnia od tysięcy lat giną ludzie. Zaryzykuję stwierdzenie, że bezwzględna wierność idei zabija. Każda religia może się stać drogą do piekła, gdy uzna inne światopoglądy za niewłaściwe lub – co gorsza – zagrażające jej.

Trzeba jednak uczciwie dostrzec także pozytywne strony działalności Kościoła. W zawieruchach historii na ziemiach polskich – mimo obcości kulturowej - pełnił on ważną rolę: był azylem opozycji, ostoją polskości, nauczycielem prawdziwej historii, źródłem nadziei i poczucia wspólnoty. Dziś – w innej sytuacji politycznej – ta rola uległa zmianie. Kościół odzyskał utraconą pozycję u boku władców i – jak przed wiekami - udziela im namaszczenia. Jednakże nie opuszcza mnie wrażenie, że religijne środowiska polityczne umiejscawiają stolicę chrześcijańskiego świata nie w Watykanie, lecz w Toruniu, tworząc polski mesjanistyczny nurt katolicyzmu, odmienny od obrzydłego im liberalizmu Franciszka.

Czemu służy widowiskowe celebrowanie ceremonii religijnych przez dostojników państwowych? Nie podejrzewam ich – jak twierdzą niektórzy – o chęć przypodobania się Kościołowi. To raczej aneksja sfery religijnej na potrzeby polityczne i dbałość o wizerunek ugrupowania. To także zbliżenie do sfery sacrum – władcy jako namiestnika Boga na ziemi. To sięganie do sarmackiego wzorca Polaka – katolika uświęconego Mickiewiczowskim obrazem Polski – Chrystusa narodów i uatrakcyjnionego przygodami bohaterów Sienkiewicza broniących Matki Boskiej z Częstochowy. Taka symbolika budzi ogromne emocje. To emocjami zyskuje się serca prostych ludzi oraz… ich głosy.

Takie demonstracje religijne władz świeckich wzbudzają jednak zrozumiałą niechęć ludzi myślących zdroworozsadkowo, agnostyków, ateistów i wyznawców innych religii. Środowiska te jednak często zamiast racjonalnej krytyki uciekają się do środków rodem z Urbanowego „Nie!”: szyderstw z wierzących, wyzwisk i plugawych rysunków, oskarżeń całego – bez wyjątku – kleru o nadużycia seksualne i finansowe. Nie dopuszczają do siebie myśli, że można być wierzącym, a nawet praktykującym przeciwnikiem dominacji religii i Kościoła w państwie świeckim.

Ech! I tak to się toczy. Chciałam jakoś podsumować, ale jak? Niech sobie każdy sam wyciągnie wnioski. A jeśli nie potrafi – niech zapyta księdza. Albo sekretarza. Albo prezesa.

 

Wykop Skomentuj4
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale