Piotr Gociek Piotr Gociek
3352
BLOG

Odczepcie się od Zmartwychwstania

Piotr Gociek Piotr Gociek Polityka Obserwuj notkę 57

Jak co roku przed świętami objawili się wielkanocni dekonstruktorzy. Zawsze mają coś na podorędziu – jak nie „nieznaną ewangelię” Judasza, to opowieść o tym że Jezus sfingował swoją śmierć, uciekł do Tybetu albo do Sudanu, ożenił się i rozpoczął płodzenie dzieci w jednym tylko celu: żeby kiedyś Dan Brown miał o czym pisać, a kanały pseudodokumentalne – kręcić „demaskatorskie” filmy.

Pamiętam jak kilka lat temu bodaj telewizja BBC zainwestowała w film który propagował tezę, ze wszystko co wydarzyło się ponad dwa tysiące lat temu na Golgocie i potem było efektem działania pyłków pewnej halucynogennej trawy. Świadkowie mieli więc cierpieć na przywidzenia wywołane narkotycznym transem – interpretacja zadziwiająco bliska wersji pani Dody Elektrody, dla której Biblia to dzieło autorów „naprutych winem” i „upalonych zielskiem”.

Także w tym roku nie mogło zabraknąć dekonstruktorów – najnowszą sensacją rewizjonistycznego biznesu jest wydana w Anglii książka „The Sign”, której autor Thomas de Wesselow stawia tezę, iż całun turyński jest prawdziwy, ale dowodzi faktu, że Zmartwychwstanie było złudzeniem optycznym. Wedle de Wesselowa wszyscy ci, którzy widzieli wizerunek Chrystusa na całunie omyłkowo wzięli go za rzeczywistość. „Trzeba wejść w mentalność ludzi sprzed dwóch tysięcy lat” argumentuje autor „tam gdzie były cienie i refleksy świetlne tam również widziano życie”. Autor nie wyjaśnia niestety, jak to jest możliwe ze mieszkańcy Judei, a może całego imperium rzymskiego, mogli w takim razie w ogóle chodzić ulicami własnych miast bez pomieszania zmysłów – skoro nie potrafili odróżniać obrazków od rzeczywistości ich życie musiało być dość trudne. 

Dziwnym trafem przemysł dekonstrukcyjny jest bardzo wybiórczy. Nie przypominam sobie, by z okazji, powiedzmy, Chanuki powstawały dziesiątki filmów dokumentalnych pouczających Żydów o tym jak „było naprawdę” – że Mojżesz był kobietą, a Juda Machabeusz przybył z Tybetu. Albo że po poświęceniu świątyni w Jerozolimie oliwa nie paliła się dni osiem, lecz cztery, a w ogóle to nie była oliwa tylko halucynogenne zioło. Ewentualnie o tym, że odkryto nowe „niezbite” dowody na to, iż zamiast obrzezania w judaizmie symbolem przymierza z Bogiem powinno być szczypanie się w ucho. Nie sądze, by Żydzi się z tego ucieszyli – i nie życzę im, by kiedykolwiek musieli takie produkcje oglądać.

Podobnie jak nie życzę muzułmanom wątpliwej przyjemności czytania w ramadanie wywodów o tym, że zamiast obowiązku jałmużny w islamie mamy obowiązek jedzenia jarmużu,  lub że rumakiem proroka nie był Al-Burak, lecz konik huculski (co, oczywiście, niezbicie mogłoby na przykład wynikać z badań genetycznych jakiegoś sympatycznego naukowca zdybanego przez BBC lub Discovery. Jeszcze nie wynika, ale mogłoby wynikać, prawda?).

Żeby było jasne – proszę o nie wyrywanie powyższe przykładów z kontekstu jako dowodów moich bluźnierstw przeciw innym religiom. Ich celem jest jedynie lepsze zobrazowanie skali idiotyzmów, którymi obrósł dekonstruktorski biznes antychrześcijański.

Kiedy chrześcijanie głośno mówią o swojej wierze, oskarżani są o „fundamentalizm” albo „agresywny prozelityzm”. Jednocześnie można dziś głosić na temat chrześcijaństwa dowolną bzdurę, najgłupszą teorię spiskową, wytaczać najbardziej absurdalne oskarżenia. Zawsze znajdzie się na to kupiec – jak nie ta telewizja, to inna. Odczepcie się od Zmartwychwstania, panowie dekonstruktorzy. Zamiast opluskwiać cudze święta, celebrujcie własne. Nie macie? A, to już wasz problem. 
 

Jestem osobny.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (57)

Inne tematy w dziale Polityka