Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1838 notek
2347k odsłon
  1786   0

Kilka uwag na temat faszyzmu

Kiedyś pewien mój kolega opublikował w internetowym magazynie konserwatywnym "Bez uprzedzeń" artykuł o faszyzmie. Artykuł ten stawiał i uzasadniał tezy, których używałem w dyskusjach. Ale magazyn zniknął z Sieci, a razem z nim artykuł. No to opublikowałem ten artykuł na moich stronach domowych. Ale potem te strony zlikwidowałem, bo uznałem, że lepszy jest blog. Dlatego znów publikuję ten artykuł, tym razem na blogu, bo się okazało, że znów potrzebuje go w dyskusji:
Kilka uwag na temat faszyzmu  
Raczej prawica
Jako że od końca Drugiej Wojny Światowej słowo faszyzm przestało odnosić się do pewnej rzeczywistości politycznej czy społecznej, stając się dyskredytującym epitetem, wszyscy myśliciele przyznający się do prawicy starają się za wszelką cenę od faszyzmu odciąć. Podejmują rozmaite próby przerzucenia go do obozu lewicy. Starania te, choć zrozumiałe, pozostają bezskuteczne. Najprawdopodobniej bowiem faszyzm wymyka się tradycyjnemu podziałowi na lewicę i prawicę. Miał on być prawicowy, bo wszystkie państwa określane tym mianem posiadały cechy utożsamiane z prawicowością: autorytaryzm, silna władza, pragmatyzm, antyliberalizm. Za lewicowością faszyzmu przemawiać jednak może "wrażliwość społeczna"systemów tak określanych, neopogański i antyklerykalny charakter ideologii, deklarowana i realizowana rewolucyjność. Oczywiście żadne z tych argumentów nie są dostatecznie przekonywujące. Ekstremizm niektórych rozwiązań proponowanych przez faszystów nie pozwala ich zaliczyć również do centrum, któremu właściwa jest filozofia kompromisu. Oni sami przeważnie uważali się za zwolenników Trzeciej Drogi. Falanga  - faszystowski człon frankistowskiej koalicji w hiszpańskiej wojnie domowej samookreślał się jako równie daleki tak od lewicy jak i prawicy. Legendarny przywódca Falangi Jose Antonio Prima de Rivera mówił wprost: "Ideał faszystowski nie jest ani ideałem prawicy, <...> ani ideałem lewicy". Mussolini pisał, że faszyzm to nie ustrój, a pragmatyzm władzy. Przypomnijmy tu jeszcze życiorys szefa brytyjskich faszystów Sir Oswalda Mosleya. W latach 1918-1931 był on kolejno posłem Izby Gmin z ramienia Partii Konserwatywnej, posłem niezależnym, posłem Partii Pracy i ministrem w jej rządzie, wreszcie założycielem Brytyjskiej Unii Faszystów.
Nie będąc zjawiskiem prawicowym, był jednak faszyzm bliższy raczej prawicy niż lewicy. Benito Mussolini w “Doktrynie Faszyzmu” określając wiek XX pisał: “...jest to wiek prawicy, wiek faszystowski...”. W hiszpańskiej wojnie domowej to właśnie tradycyjna prawica walczyła we wspólnej koalicji z faszystowską Falangą i pragnącym przywrócenia porządku wojskiem. Także wielu przedstawicieli niemieckiej “konserwatywnej rewolucji”, jak i niemieckich monarchistów udzieliło w pewnym momencie poparcia Hitlerowi. Polscy Narodowi Demokraci wielokrotnie deklarowali sympatię dla ruchu Mussoliniego (dodajmy, że przyjaźń ta nie była odwzajemniana gdyż wielu włoskich faszystów pogardzało nacjonalizmem). Długa jest lista przedwojennych prawicowych myślicieli politycznych i prawicowych polityków, którzy wyrażali sympatię lub nawet fascynację włoską, a często i niemiecką odmianą faszyzmu. Na wieść o pierwszym sukcesie wyborczym hitlerowców 1930 roku znany konserwatywny działacz i magnat prasowy, lord Rothemere napisał entuzjastyczny artykuł w brytyjskim Times’ie. Tomasz Gabiś w swym znakomitym tekście o “Demokratycznych wojnach totalnych” przypomina, iż najbardziej znany z brytyjskich konserwatystów sir Winston Churchill w kilka lat po zdobyciu władzy przez NSDAP oświadczył publicznie, że gdyby Anglii przytrafiło się takie nieszczęście jak Niemcom podczas Traktatu Wersalskiego, prosiłby wtedy Boga, żeby zesłał jej człowieka o takiej sile woli i ducha, jaką posiada Adolf Hitler. Ten sam Churchill poparł marsz faszystów na Rzym, piał peany na cześć Mussoliniego stwierdzając nawet, że gdyby był Włochem to byłby faszystą. Zaniechał takich wypowiedzi dopiero wtedy, gdy uznał, że Niemcy i Włochy zagrażają brytyjskim interesom. Wielki rosyjski filozof historii i myśliciel chrześcijański Mikołaj Bierdiajew w swym słynnym “Nowym Średniowieczu” określił włoski faszyzm jako “jedyne twórcze zjawisko polityczne we współczesnej Europie”. Znamienny jest fakt, że za ojca faszystowskiej doktryny Isaak Berlin uznał Józefa de Maistre’a. Dodajmy jeszcze, że T.S.Eliot, politycznie powiązany z prawym skrzydłem Torysów, nieustannie posądzany był o faszystowskie sympatie. I choć Eliot faszystą z pewnością nie był, forma ataków na jego “reakcjonizm”, pokazuje pewne wspólne wątki faszyzmu i radykalnego konserwatyzmu.
Odwrotnie niż “prawicowcy”, myśliciele i twórcy związani ideowo z lewicą zawsze byli niechętni, albo wręcz wrodzy faszyzmowi. Wielu z nich osobiście zaangażowało się w walkę z faszyzmem – najbardziej znani to Ernest Hemingway, Pablo Neruda, George Orwell.
Klasycy myśli prawicowej, tacy jak Burke i de Maistre podkreślali, że głównym wyznacznikiem konserwatyzmu (prawicowości) są władza, lojalność, hierarchia, porządek, nieufność do ideałów wolności i równości. Dodajmy jeszcze militaryzm, będący przeciwieństwem lewicowego pacyfizmu. Wszystkie te wyróżniki można odnieść do faszyzmu.
Entuzjazm
Dla wielu współczesnych trudny do pojęcia jest fakt, że faszyzm zdobył sobie tak wielu zwolenników. W stopniu z pewnością mniejszym niż komunizm, choć na pewno porównywalnym fascynował faszyzm liczne rzesze intelektualistów, pisarzy i twórców kultury tamtego okresu. Przypomnijmy tu znakomitego norweskiego pisarza, laureata Literackiej Nagrody Nobla w 1920 roku Knuta Hamsuna, jednego z największych dwudziestowiecznych filozofów włoskich Giovanniego Gentile, który stał się głównym ideologiem ruchu Mussoliniego, czy bodaj najwybitniejszego amerykańskiego poetę lat międzywojennych Ezrę Pounda. Do zwolenników faszyzmu należał w młodości jeden z największych twórców kina XX wieku – Ingmar Bergman. Jeden z najwybitniejszych twórców i teoretyków architektury nowoczesnej Le Corbusier na wiele lat związał się z francuskim ruchem faszystowskim. Aktywnym działaczem i apologetą rumuńskiej Żelaznej Gwardii i jej legendarnego przywódcy Corneliu Codreanu był największy dwudziestowieczny religioznawca i wybitny pisarz Mircea Eliade oraz znakomity pisarz i eseista Emil Cioran. Luigi Pirandello - wybitny włoski dramaturg, prozaik i poeta, laureat Nagrody Nobla w 1934 roku do partii faszystowskiej wstąpił już w 1924 roku. Do listy tej można by dodać nazwiska Ferdynanda Celine (autora słynnej “Podróży do kresu nocy”), Bertranda de Jouvenal, Roberta Brasillacha, Pierra Drieu La Rouchelle, Curzio Malaparte czy Gabriela Annunzio. Dodajmy, że większość z nich drogo zapłaciła za swoje przekonania. Gentile i Brasillach zostali zabici, Drieu La Rochelle popełnił samobójstwo. Ezrę Pounda po zajęciu Włoch przez Armię Amerykańską zamknięto w klatce niczym dzikie zwierze i pokazywano wyszydzającym tłumom. Następnie zamknięto go w domu dla umysłowo chorych mimo, iż nikt nie wątpił w jego poczytalność. Również mający wtedy 85 lat Knut Hamsun osadzony został w domu wariatów.
Ideologia faszystowska emanowała nawet na inne kultury. W 1932 roku Chan-Kai-Shek - przywódca chińskich nacjonalistów mówił, że “tym czego współczesnym Chinom potrzeba bardziej niż czegokolwiek innego jest chiński faszyzm”. W latach trzydziestych nawiązującą do faszystowskich wzorów organizację utworzyli nowojorscy Murzyni.
Bezprecedensowy był również entuzjazm mas. Oczywiście inaczej rzecz wyglądała w Hiszpanii, gdzie wojna domowa mocno podzieliła kraj. Jednak we Włoszech, a zwłaszcza w hitlerowskich Niemczech – nigdy wcześniej ani później w historii żadna władza nie cieszyła się tak powszechną akceptacją społeczną.
Wszelkie próby wytłumaczenia tak ogromnego poparcia pojawiające się w oficjalnych źródłach nie wydają się być przekonywujące. Prawdopodobnie wynika to z głęboko zakorzenionego strachu przed przyznaniem, że faszyzm niósł w sobie istotne pozytywne wartości. Przywracał on zbiorowemu życiu to, czego ludzie najbardziej od niego oczekują: autorytet, hierarchię, formę. Mimo rewolucyjnych haseł dawał poczucie pewności i stabilności. Dodajmy też, że spory udział w ogromnej popularności Hitlera, miał fakt, iż był on pierwszym demokratycznie wyniesionym do władzy politykiem niemieckim, który wypełnił swe wyborcze obietnice.
Poparcie Kościoła
Dla wielu chrześcijan pytania o stosunek hierarchii kościelnej do faszyzmu są często kłopotliwe. Przyjazne gesty, jakich istotnie Kościół faszystowskim państwom udzielał, mogą wydawać się tym dziwniejsze, że zarówno w szeregach tak włoskich i hiszpańskich faszystów jak i niemieckich narodowych socjalistów przeważały nastroje wrogie chrześcijaństwu (na marginesie dodajmy, że najbardziej atakowana była zasada miłości nieprzyjaciół i chrześcijańska niechęć do przemocy). Przypomnijmy, że dla futurystów, będących główną intelektualną siłą ruchu Mussoliniego największym wrogiem pozostawał nieodmiennie Watykan i katolicyzm. W swych manifestach z okresu sprzed pierwszej wojny światowej za cel stawiali oni sobie nie rozdział Kościoła od państwa ale całkowitą likwidację Watykanu. Marinetti przemawiając do robotników w Neapolu (na jednym z wieców tamtych lat), ubolewał głęboko nad tym, że “szkoła jest zakażona chrześcijańską moralnością, która wymaga nierozsądnego przebaczania obelg, degeneruje się w systematycznym tchórzostwie i pracuje gorliwie nad zniewieściałością rasy”. Domagał się by szkoła “przez sport i próby odwagi przyzwyczajała dzieci do niebezpieczeństwa, “klechów” zaś należy ze szkoły całkowicie wyrugować”, zalecał on “..rozniecić nieprzejednaną wojnę z klerykalizmem, z tą polityczną partią, która... zagraża przyszłości naszych dzieci” Najgwałtowniejszy jednak atak na Kościół znajdziemy w jego wierszowanej powieści “Samolot papieża”, gdzie określenia “dozorca więzienny świata” i “monopolizator ludzkich ideałów” należą do najłagodniejszych. Tytułowy samolot jest symbolem nowoczesnej techniki niszczącej znienawidzony przez niego kult. Sam Mussolini zanim związał się z ruchem faszystowskim znany był ze swej wrogości wobec Kościoła. W ogłoszonej w 1904 roku “L’uomo e la divinita” przyszły Duce zdeklarował się wyraźnie jako ateista i antyklerykał. W latach 1909-1911 współpracował z pismem ,,Il Popolo”, w którym drukował w odcinkach paszkwilancką powieść o znaczącym tytule “Kochanka kardynała”. Z innych jego tekstów z tamtego okresu wymienić można wymierzoną przeciw “krwawej wilczycy watykańskiej” broszurę “Giovanni Huss il veridico”.
Podobnie jak wśród wielu włoskich faszystów, antyklerykalizm obecny był w poglądach głoszonych przez większość hiszpańskich Falangistów.
W NSDAP zawsze znaczącą rolę odgrywał nurt neopogański i antychrześcijański. Jeden z czołowych nazistowskich ideologów Alfred Rosenberg określał Kościół jako narzędzie judaizacji Europy. Wart przypomnienia jest także fragment pieśni S.A. z okresu walki nazistów o władzę: “...Towarzysze z Oddziałów Szturmowych, wieszajcie Żydów, stawiajcie księży pod ścianą!”
By zrozumieć czemu mimo to Kościół katolicki popierał w niektórych sytuacjach faszystowskie reżimy, trzeba choć w minimalnym stopniu poznać historyczne realia wydarzeń, o których mowa. Prawda jest bowiem zupełnie inna niż próbuje się to przedstawiać w czarno-białych schematach anty-chrześcijańskiej propagandy.
We Włoszech od dojścia do władzy, a nawet od czasów poprzedzających “Marsz na Rzym” faszyści licząc się z ogromną siłą Kościoła katolickiego wyciszyli antyklerykalne elementy we własnej ideologii. Pragmatyzm wziął górę nad niechęcią. Mussolini zdawał sobie sprawę, że Kościół katolicki jest ogromną siłą we Włoszech, dlatego po przejęciu władzy robił wszystko by uchodzić za gorliwego katolika: ochrzcił swoje dzieci, wziął ślub kościelny, zadbał by wycofano z obiegu popełnione przez niego w przeszłości antyklerykalne książki, doprowadził do delegalizacji masonerii (której poparciu notabene w znacznym stopniu zawdzięczał powodzenie Marszu na Rzym), wreszcie zwolnił kler od podatków. Kościół potrafił docenić te gesty, a jako że program polityczny faszystów w wielu punktach był zbieżny ze społeczną nauką Kościoła w zasadzie przez cały czas trwania dyktatury Włochy utrzymywały poprawne stosunki z Watykanem. Dodajmy jeszcze, że do 1938 roku nie było w realizowanej przez faszystów polityce, w zasadzie żadnych (może poza agresją na Etiopię) sprzecznych z zasadami chrześcijaństwa elementów.
To, że frankistowska Hiszpania była państwem zgodnie układającym swoje stosunki z Kościołem, było w głównej mierze zasługą samego generała Franco. Starał się on nigdy nie dopuścić do zbytniego wzmocnienia pozycji Falangi w państwie i zachwiania równowagi między partią, a pozostałymi filarami swej władzy, którymi były armia i właśnie Kościół katolicki. Dodatkowo zdołał on sprytnym politycznym manewrem osłabić wewnątrz samej Falangi wpływy faszystowskich radykałów – w kwietniu 1937 roku Franco ogłosił powstanie nowej Falangi będącej unią wszystkich sił politycznych wspierających go w wojnie domowej. Tak oto w antyrojalistycznej i w znacznej mierze antyklerykalnej partii znalazło się wielu monarchistów i chrześcijańskich tradycjonalistów.
Kościół, prześladowany w czasach republiki i bezlitośnie eksterminowany podczas wojny domowej, stał się najbardziej naturalnym sojusznikiem generała Franco. Za wyjątkiem kilku biskupów z Baskonii, udzielił mu całkowitego poparcia. Lojalność Kościoła i głęboka religijność żony Caudillo sprawiły, że Franco zawsze starał się podtrzymywać jego wpływy w państwie. Tak oto niezależnie od poglądów sporej części partyjnych działaczy Hiszpania po wojnie domowej była państwem utrzymującym bardzo dobre stosunki z Kościołem.
W Trzeciej Rzeszy Kościół znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Jeszcze w 1933 roku większość katolików pozostawała wierna chadeckiemu Centrum. Po zwycięstwie wyborczym Hitlera nastroje społeczne uległy jednak radykalnej zmianie i NSDAP uzyskała znaczne poparcie również w landach katolickich. W sytuacji gdy cały naród przeżywał niemal ekstatyczny zachwyt nową władzą występowanie przeciw niej wymagało ogromnej odwagi. Mimo to Kościół zaczyna już od 1936 roku coraz silniej krytykować hitlerowski reżim. 14 marca 1937 roku ukazuje się encyklika “Mit brennender Sorge” pokazująca sprzeczność narodowego socjalizmu z nauką Kościoła i krytykująca coraz częstsze łamanie Konkordatu przez Trzecią Rzeszę. Jedna z książek Alfreda Rosenberga trafia wtedy na kościelny indeks. Od tego momentu w hitlerowskiej prasie kler katolicki przedstawiany jest jako “hordy przestępców seksualnych”, a zakony jako “ogniska rozpusty” (skąd my to znamy). 20 maja 1937 ma miejsce wystąpienie Goebelsa, w którym padają zdania o “zdziczeniu obyczajowym kleru” czy “seksualnej dżumie”. Ponad 1000 księży trafia do więzień. W 1938 roku zabroniono w szkołach śpiewania kolęd i organizowania widowisk jasełkowych. Święta państwowe organizowano w czasie świąt kościelnych (np. przysięga Hitlerjugend podczas Wielkanocy). Papież Pius XII (zawsze przeciwny sojuszowi Włoch z Hitlerem) 24 kwietnia 1940 napisał list ostrzegający Mussoliniego przed przystąpieniem do wojny, zaś w 1941 roku ten nieprzejednany wróg komunizmu odmówił uznania wojny niemiecko-bolszewickiej jako krucjaty przeciw komunizmowi. Dodajmy wreszcie, że to właśnie niechęć hiszpańskiej hierarchii kościelnej do walki pod wspólnymi sztandarami z Hitlerem była jedną, choć z pewnością nie najważniejszą, z przyczyn nie przystąpienia Hiszpanii do Drugiej Wojny Światowej.
Przyjazne gesty hierarchów Kościoła wobec reżimu po roku 36 należały już do rzadkości i łączyły się jedynie z takimi wydarzeniami jak akcja Legionu Condor w Hiszpanii, czy mający 99% poparcie społeczne anszlus Austrii.
Istota zjawiska
Dość trudnym jest określenie, które ze zjawisk politycznych można uznać za faszystowskie, a których uznanie za takie byłoby nadużyciem. Choć istotnie pewnych właściwych faszyzmowi elementów doszukać się można w salazarowskiej Portugalii, na Węgrzech podczas rządów Horthy’ego, czy w sanacyjnej Polsce, wszyscy się jednak zgodzimy, że określenie tych państw mianem faszystowskich byłoby co najmniej przesadą. Niektórzy myśliciele negują faszystowski charakter Trzeciej Rzeszy. Czytelnikom wrocławskiego “Stańczyka” znane jest zdarzenie gdy Eryk von Kuehnelt-Leddihn poproszony o wygłoszenie odczytu na temat swojej antyfaszystowskiej działalności (oczywiście wiedział, że organizatorzy określają tą nazwą narodowy socjalizm) odpowiedział, że absolutnie takiej nie prowadził, a sprawy współczesnych Włoch nigdy go specjalnie nie interesowały. Taki radykalny punkt widzenia nie jest do końca pozbawiony sensu. Znanym jest fakt, że słowo “faszyzm” było w Trzeciej Rzeszy traktowane dość podejrzliwie, a takich twórców i myślicieli jak Ernst Junger, Gottfried Benn, Martin Heidegger, Oswald Spengler czy Carl Schmitt oskarżano o “faszystowskie odchylenia” i uważano za politycznie niepewnych. Mimo to, co do trzech europejskich dyktatur: frankistowskiej Hiszpanii, Włoch Mussoliniego i Niemiec Hitlera panuje niemal powszechna zgoda, iż miały one charakter faszystowski - postaramy się więc poszukać w nich wspólnych elementów, które pomogłyby w określeniu zjawiska.
Z pewnością wszystkie te trzy państwa łączyły pewne ideowe czy ustrojowe elementy. Wszystkie były dyktaturami. Ich ideologie określały się jako wrogie wobec komunizmu i liberalizmu. Nie miały one jednak wiele wspólnego z klasycznym konserwatyzmem. Sami faszyści zawsze określali swoje działania jako rewolucyjne. Ich wrogiem była “reakcja”. Zauważmy też, iż faszyzm miał antyburżuazyjny i antykapitalistyczny charakter. Nie istnieje dla faszysty nic bardziej odrażającego, jak“duch kapitalizmu” i “protestancka etyka”, z której on wypływał. Zwróćmy też uwagę, że systemy faszystowskie należy odróżnić od typowego totalitaryzmu będącego dyktaturą wszechwładnej biurokracji. W odróżnieniu od totalitaryzmu faszyzm miał zawsze charakter personalistyczny. Na tym jednak istotne podobieństwa ideowe wydają się kończyć.
Przejdźmy więc teraz do różnic. Ideologie w krajach, o których mowa oparły się o odmienne prądy kulturowe. Faszyzm włoski duchowo powiązany był z futuryzmem i modernizmem. Czołowy przedstawiciel futuryzmu Tommaso Marinetti był jednocześnie jednym z głównych ideologów ruchu Mussoliniego i towarzyszem walki Duce od 1919 roku. Narodowy socjalizm odwoływał się do romantyzmu i klasycyzmu. Frankistowska koalicja była zlepkiem przeróżnych formacji ideowych: rojalistów, nacjonalistów, liberałów, konserwatywnych republikanów (wielu z nich mocno powiązanych z hierarchią kościelną). Mimo występowania we wszystkich faszystowskich ugrupowaniach silnych nurtów antyklerykalnych stosunki państwo – kościół układały się rozmaicie, o czym była już mowa. Odmienne było odniesienie do nacji i rasy. O ile w narodowym socjalizmie nacjonalizm, rasizm i antysemityzm należały do fundamentów ideologii, hiszpańscy nacjonaliści nie uważali się na ogół za rasistów, zaś włoscy faszyści przeważnie nie byli nawet nacjonalistami, a wielu przyjaciół Duce było z pochodzenia Żydami. Jeden z nich, żydowski bankier Ettore Ovazza założył pismo “La nostra bandiera”, które propagowało bezwarunkową przynależność Izraelitów do faszyzmu. Dodajmy do tego, że w 1934 roku Mussolini publicznie mówił o najwyższej pogardzie jaką ma dla nazistowskiej doktryny rasowej, a w “Doktrynie faszyzmu” podkreślił, że to “nie naród tworzy państwo, a odwrotnie, państwo tworzy naród”. Jak dowiadujemy się z książki Joanny Ugniewskiej “Historia literatury włoskiej w XX wieku” w Wielkiej Encyklopedii Włoskiej, która ukazała się pod redakcją Giovanniego Gentile, w ogóle nie pojawiały się hasła rasa i rasizm. Prawdą jest, że w 1938 włoski parlament uchwalił, umiarkowane jak na tamte lata, rasistowskie ustawy. Mimo, iż był to wyraźny gest w stronę Niemiec - nowego sojusznika Włoch, spotkały się jednak one ze zdecydowanym sprzeciwem, również w gronie faszystów. Narodowy socjalizm stawiając akcent na nacji, rasie czy wspólnocie krwi, odwoływał się do kolektywu. Faszyzm włoski czy hiszpański przeciwnie, akcentował indywidualny heroizm, zawsze podkreślał rolę wybitnej jednostki w tworzeniu historii. Afirmował instytucję państwa, solidarność zawodową, braterstwo broni, zaś pojęcie rasy nie miało dla niego większego znaczenia. Inna była też rola związków zawodowych. W Hiszpanii i we Włoszech były one de facto współrządzącą siłą – w Niemczech Hitler po prostu zakazał ich działalności. O różnicach ideowych między Frankistami, a nazistami najlepiej chyba świadczy wypowiedź Hitlera z kwietnia 1938 roku: “W Hiszpanii postawiliśmy na niewłaściwego konia. Byłoby dla nas lepiej udzielić poparcia republikanom. Oni reprezentują lud. Zawsze moglibyśmy później uczynić z tych socjalistów dobrych narodowych socjalistów. Ludzie skupieni wokół Franco to wszystko reakcyjny kler, arystokraci i bogacze – nie mają oni nic wspólnego z nami, nazistami”.
Jak widać różnice między poszczególnymi odmianami faszyzmu były dość znaczne, ideowe podobieństwa zaś zbyt małe, by dało się ogólnie i precyzyjnie określić faszystowską doktrynę. Wynika stąd wniosek, że faszyzmu nie można uznać ani za system polityczny ani za jednolitą ideologię.
Wydaje się, że najtrafniejszego określenia istoty faszyzmu dokonał w słynnym eseju “Der faschistische still” niemiecki historyk i socjolog Armin Mohler. Myśliciel ten uznał, że faszyzm należy rozumieć jako styl, który charakteryzował znaczną część elit politycznych i wojskowych w krajach uznanych za faszystowskie. Mohler zauważył, że styl ten cechuje unikanie niczemu nie służących gestów i okazywania jakichkolwiek emocji. Nazywał go, za Gottfriedem Bennem, stylem “imponującego chłodu”. W eseju swym Mohler zwrócił uwagę na charakterystyczne dla faszystów szczególne rozsmakowanie w śmierci. Podkreślił, że w faszystowskim sposobie myślenia odniesienie do niej stanowi jeden z centralnych punktów postawy życiowej.
Chłód, śmierć, przemoc i antyhumanizm
Wydaje mi się, że ciekawą ilustracją faszystowskiego chłodu, o którym pisze Mohler, może być pewna anegdota z życia generała Franco, którą za korespondentem “New York Times’a” Benjaminem Wellesem przytacza Jerzy Robert Nowak w swej książce “Hiszpania po wojnie domowej”: “... w czasie inspekcji w Legii Franco zatrzymał się przed jakimś robiącym wiele zamieszania niesubordynowanym legionistą, który wciąż narzekał na wyżywienie itp. W momencie, gdy Franco z zimnym wyrazem twarzy słuchał wyrzekań legionisty, ten nagle splunął prosto w twarz dowódcy. Franco nawet nie drgnął, spokojnie dokończył inspekcji, a potem powrócił do urzędu. Wtedy dopiero, wezwawszy swego adiutanta, wytarł twarz chusteczką i polecił aresztować i rozstrzelać legionistę...”.
Innym przykładem może być znana z książki Jędrzeja Giertycha “Hiszpania bohaterska” scena, która rozegrała się 23 lipca 1936 roku podczas oblężenia Alcazara w Toledo:
Jego komendant, pułkownik Moskardo podnosi słuchawkę dzwoniącego w jego kwaterze telefonu.
  • - Tata!
  • - Tak, co się stało synu?
  • - Nic, tylko oni mówią, że mnie rozstrzelają jeśli ty nie poddasz miasta.
  • - Wobec tego powierz swoją duszę Bogu, krzyknij “Niech żyje Hiszpania” - umrzesz jak patriota.
  • - Całuję cię tato.
  • - Ja ciebie też całuję synu.
  • W tym momencie syn pułkownika oddaje słuchawkę naczelnikowi Czerwonej Milicji. Moskardo mówi mu.
  • - Nie zwlekajcie, Alcazar nigdy się nie podda.
Chłopiec zostaje rozstrzelany.
Bohaterami tego zdarzenia są dwie jasno określone osoby, a nie masy, jak np. w narodowym socjalizmie. Cała scena rozgrywa się w typowo faszystowskim, chłodnym stylu. Wszystkie emocje zostają powściągnięte, każdy stara się dograć do końca swoją rolę. Scenę ożywia jedynie dramatyczne napięcie pomiędzy światem dziecka, (syn wypowiada słowo “tata”), a grozą śmierci, którą uosabia naczelnik Czerwonej Milicji.
Z osobą pułkownika Moskardo łączy się też i inna historia. Gdy oblegające Alcazar wojska zostały przez frankistowską odsiecz odparte, jego komendant składając pierwszy meldunek powiedział: “Nic szczególnego nie mam do zameldowania”. Wszyscy wiedzieli, że zdanie to padło z ust człowieka, który podczas walk o miasto stracił dwóch synów i wielu przyjaciół. Właśnie dlatego słowa “nic szczególnego” stały się zwyczajowym pozdrowieniem hiszpańskich żołnierzy.
Innym istotnym wyznacznikiem faszystowskiego stylu jest kult terroru i śmierci. Kto wie czy to nie on przyczynił się do tego, że to faszyzm, a nie nazizm stał się synonimem jawnego, otwartego zła. Stało się tak, pomimo tego,  że w odróżnieniu od narodowych socjalistów czy komunistów (a nawet zachodnich demokracji, na których ciąży wina dywanowych nalotów na dzielnice mieszkaniowe wielkich miast i zrzucenia dwóch bomb atomowych), włoscy faszyści nie mieli na sumieniu żadnych poważniejszych “zbrodni przeciw ludzkości”.
By móc wyrobić sobie właściwą opinię na temat tego szczególnego faszystowskiego zafascynowania, trzeba zrozumieć, że śmierć, którą wysławia faszysta, to w pierwszej kolejności jego własna śmierć, dopiero w drugiej śmierć wroga, w którym widzi on równego sobie. Masowe czystki, wszystkie anonimowe formy terroru, dzielenie świata na “dobrych”, którym należy służyć i “złych”, których należy zlikwidować są całkowicie obce faszystowskiemu stylowi. Faszystowski typ przemocy, to przemoc otwarta, często posiadająca wymiar symboliczny. Przejawiała się w takich aktach jak Marsz na Rzym czy w karnych ekspedycjach przeciw tym czy innym siłom przeciwnika, bądź akcjach “militarnych” polegających na zatknięciu własnej flagi na budynku kwatery dowódczej przeciwnika.
Kult śmierci i ofiary życia szczególną rolę odgrywał w rumuńskim Legionie Michała Archanioła. Ofiara życia zabijanych przez władze uczestników tego niezwykłego ruchu miała przyczynić się do odkupienia, a następnie zmartwychwstania narodu. Charakterystyczne dla ich taktyki walki było to, że ilekroć gwardziści zabijali jakiegoś urzędnika, wszyscy zamachowcy dawali się schwytać policji i od razu przyznawali się do winy, by z dumą przyjąć wymierzany im za to wyrok śmierci. Szczególną sławę zyskało sobie związane z ruchem “komando śmierci”. Ta groźnie brzmiąca nazwa formowanych przez Codreanu oddziałów, wzięła się jednak od gotowości do przyjmowania śmierci, a nie do jej zadawania. Najczęściej powtarzaną przez legionistów formułą były słowa:“twoje popioły są najpotężniejszym dynamitem”, ich pieśń zaś głosiła:
  • Śmierć, tylko śmierć, legioniści,
  • jest radosnymi zaślubinami dla nas..
  • Legioniści umierają śpiewając,
  • legioniści śpiewają umierając.
  • Oto jak legion zwycięża.
  • Droga nam jest legionowa śmierć.
To właśnie splot kultu śmierci z kultem wodza sprawił, że ten niezwykły ruch, uznano za faszystowski.
Pragnienie doświadczenia niebezpieczeństwa, przyjrzenia się śmierci z bliska jest dla faszysty czymś bardzo istotnym. Warto tu przypomnieć, że lata trzydzieste to okres szczególnej popularności alpinizmu i himalaizmu. Właśnie alpinizm jest tematem pierwszego słynnego filmu Leni Riefenstahl. W latach 1932 – 1939 w Niemczech organizuje się kilkanaście wypraw w Himalaje i Kara-Korum, w większości zakończonych tragicznie. Himalajski szczyt Nanga Parbat zyskał wtedy nawet przydomek“niemieckiej góry”, gdyż na jego zboczach w trzech kolejnych niemieckich wyprawach (1932, 1934 i 1937 roku) straciło życie prawie trzydziestu wspinaczy (wśród nich takie gwiazdy “faszystowskiego sportu” jak Willy Merkl czy Willo Welzenbach). W latach trzydziestych najbardziej spektakularnych wyczynów w Alpach dokonują niemieccy, włoscy i austriaccy wspinacze, niemal wszyscy powiązani z ruchem faszystowskim (bądź narodowo-socjalistycznym). Ciekawą anegdotą może być fakt, że główny bohater wyświetlanego ostatnio filmu “Siedem lat w Tybecie”, zdobywca północnej ściany Eigeru i uczestnik ostatniej przedwojennej wyprawy na Nanga Parbat, Heinrich Harrer, od 1938 roku należał do SS.
Chwaląc ryzyko przeciwstawiał się faszyzm całej tradycji humanistycznej, dla której życie stanowi najwyższą lub jedną z najwyższych wartości.
Dla Armina Mohlera emocjonalnym zwieńczeniem faszystowskiego stylu był bojowy okrzyk “Niech żyje śmierć!”. Warto przypomnieć tu sytuację, w której po raz pierwszy pojawił się ten okrzyk. Padł on z ust dowódcy Hiszpańskiej Legii Cudzoziemskiej Jose Millan’a Astray’a. Podczas jednej z manifestacji witający go żołnierze krzyczeli “Niech żyje Millan Astray”, na co on odpowiedział “Co to znaczy - Niech żyje Millan Astray? Krzyknijmy lepiej wspólnie - Niech żyje śmierć! Na pohybel inteligencji!” (“Viva la muerta! Abajo la Inteligencia!”)
“Na pohybel inteligencji!” – ten okrzyk jest również bardzo charakterystyczny dla faszystowskiego stylu. Inteligencja bowiem to klasa najbardziej kosmopolityczna, najbardziej wykorzeniona z narodowej tradycji. To właśnie inteligencja jest głównym nośnikiem humanizmu i wszystkich wyrosłych z niego, a tak znienawidzonych przez faszystę idei. Zwróćmy na koniec uwagę na antyhumanistyczny wymiar faszystowskich akcji palenia książek. Poza symbolicznym zniszczeniem ich przekazu, było to przecież świadome łamanie tabu współczesnej cywilizacji, która dokonała sakralizacji ludzkiego rozumu i będącej jego wytworem książki.
Inna kultura
Tym co wyłania się z powyższego opisu jest całkowita inność, obcość faszyzmu w pooświeceniowym świecie. Możliwe zresztą, że faszyzm obcy był całej europejskiej kulturze. Odrzucał przecież nie tylko humanizm, ale i chrześcijaństwo, a nawet (w swym antyracjonalizmie i afirmacji chłodu), przynajmniej częściowo, antyk.
Co ciekawe znaczne podobieństwo do faszystowskiego wykazywał styl, który obowiązywał wojskowo – polityczną elitę historycznej Japonii. Odnajdujemy w nim to samo, nieobecne we współczesnej kulturze europejskiej zauroczenie śmiercią, pragnienie doświadczenia jej bliskości. Tam również “styl” wyrażał się w chłodzie, powściągliwości w okazywaniu uczuć, a także w pozbawionej sadyzmu brutalności.
Afirmację tego stylu odnajdujemy w filmach znakomitego japońskiego twórcy kina Akira Kurosawy.
Najlepszą ilustracją będzie tu słynny obraz “Siedmiu samurajów”. Przypomnijmy tu jedną ze scen filmu, w której obrażany przez awanturnika mistrz szabli, Kyuzo zabije go nie pod wpływem gniewu, lecz dlatego, że ten sam sobie to wybrał. Zwróćmy uwagę na podobieństwo z sytuacją znaną z anegdoty, o opluciu generała Franco, który wydał rozkaz rozstrzelania niesubordynowanego żołnierza nie ze złości, a z rozmysłu. Samurajski sposób zadawania śmierci pozbawiony jest wszelkich emocji, a także okrucieństwa. Przypomnijmy tu jeszcze słynną scenę zabicia złodzieja w miasteczku przez Kanbei. “Egzekucja”, której dokonuje samuraj nie sprawia mu ani sadystycznej przyjemności, ani nie przysparza rozterek duchowych. Rozterki duchowe nie są zresztą w ogóle tematem tego filmu. Atmosferę obrazu Kurosawy chciałoby się określić atmosferą “imponującego chłodu”.
Znane jest zainteresowanie kulturą Japonii i jej rycerską tradycją wielu faszystowskich działaczy. Jose Millan Astray tworząc kodeks hiszpańskiej Legii odwoływał się wprost do kodeksu bushido. Kto wie, czy to nie podziw dla samurajskiego ducha sprawił, że na swego dalekowschodniego sojusznika wybrali faszyści cesarską Japonię, a nie znacznie im bliższe ideowo Chiny Chan-Kai-Shek’a.
Inną znakomitą ilustracją bliskości ducha faszystowskiego samurajskiemu może być, omawiana już we Frondzie, literacka twórczość bodaj najwybitniejszego w XX wieku japońskiego prozaika, Mishimy Yukio. Jej centralnym tematem jest upadek cywilizacji ludzi odważnych i oddanych cesarzowi oraz wypieranie jej przez amerykańską pseudo-cywilizację, której jedynymi wartościami są pieniądz i wygodne życie. Mishima otwarcie przeciwstawiał się humanizmowi i wypływającej z niego hierarchii wartości stawiającej na szczycie życie ludzkie. Honor, wierność, Ojczyzna i będący jej uosobieniem cesarz - wcielenie absolutnego autorytetu, oto idee, dla których trzeba być gotowym do poświęcenia życia. Mishima głęboką wiarę w głoszone wartości udowodnił własną śmiercią – 25 listopada 1970 roku po opanowaniu wraz z grupą przyjaciół garnizonu Sił Samoobrony (Japonii po Drugiej Wojnie Światowej nie wolno posiadać armii) wygłosił apel o odrodzenie ducha samurajskiego, po czym popełnił seppuku.
Z naszej perspektywy wydaje się jednak, że rozpacz Mishimy Yukio nie była do końca uzasadniona. Japończycy ostatnio coraz częściej zaczynają z dumą podkreślać odrębność swojej kultury, której oryginalne cechy zdołały jednak przetrwać napór amerykanizacji. W ramach anegdoty przypomnijmy, że w Japonii do dziś popularną “rozrywką” jest kolacja z rozdymki. Samica tej ryby, którą od samca potrafią odróżnić tylko najlepsi specjaliści, ma w swym mięsie ogromną ilość niezwykle silnej toksyny. Nawet jeden kęs takiego dania może okazać się śmiertelny. Pomyłki się zdarzają, a mimo to, a raczej właśnie dlatego, “sushi” z rozdymki jest daniem bardzo przez Japończyków cenionym. Ta kulinarna “rosyjska ruletka” dla Europejczyków jest czymś zupełnie niepojętym.
Minęło pół wieku
Przez ostatnie 60 lat dyskusje na temat faszyzmu skupiały się raczej na próbach wytłumaczenia tego, jak mogło dojść do nazistowskich zbrodni. Z góry przyjętym założeniem było więc utożsamienie faszyzmu z narodowym socjalizmem i wszelkimi jego potwornościami, tymczasem uczciwa dyskusja nad tym zjawiskiem jest dziś szczególnie potrzebna. Pisaliśmy już, że rasizm i eugenika obce były faszyzmowi. Dodajmy jeszcze, że nie były wtedy nawet czymś specyficznie niemieckim – wynikały raczej ze szczególnego ducha epoki. Pamiętajmy, że teoretyczne podstawy pod teorie rasistowskie położyli głównie antropolodzy i biolodzy anglosascy. W tych samych latach, w których powstawało państwo Hitlera, w “Ojczyźnie Demokracji” lokalne władze stanowe często wprowadzały prawa podobne do Ustaw Norymberskich, zaś “hodowanie” doskonałej rasy, polegające na sterylizacji osób chorych i kalekich miało miejsce zarówno w Stanach Zjednoczonych czy w Kanadzie, jak i w socjaldemokratycznej Szwecji, czy nieco później w komunistycznej Czechosłowacji. Oczywiście forma jaką te akcje przyjęły w Trzeciej Rzeszy była najbardziej drastyczna, nie zmienia to jednak faktu, że eugenika i rasizm nie były praktyką ograniczoną tylko do nazizmu, a wiązanie jej z faszyzmem jest już oczywistym absurdem. Przypomnijmy też, za Gustawem Herlingiem Grudzińskim, że faszystowski reżim, wbrew temu co mówi na jego temat liberalna propaganda, był stosunkowo łagodny. Liczba zabitych we Włoszech, w latach 1923-1943, wyniosła około 300. Opozycjoniści, jak na przykład Croce, mogli wydawać własne, krytyczne wobec reżimu pisma. We Włoszech przez cały ten okres działał parlament, który nie był znaną nam z PRL-u “maszynką do głosowania”. Osoby, które jak Curzio Malaparte, naraziły się reżimowi swoim pisarstwem, po “odsiadce” w więzieniu wracały na polityczne salony, gdzie mogły służyć idei faszyzmu. Herling Grudziński przypomina, że poparcie dla władzy Mussoliniego sięgało 90%. Zauważmy jeszcze, że to właśnie faszystowscy dyktatorzy w Hiszpanii i we Włoszech wcielili w życie wyrosłą z katolickiej nauki społecznej ideę korporacjonizmu. To właśnie w państwach faszystowskich udało się powstrzymać upadek instytucji rodziny i odwrócić katastrofalne dla Europy tendencje demograficzne. Faszyzm, który jak pokazaliśmy, był przede wszystkim zjawiskiem duchowym, a nie politycznym, czynił wyłom w materialistycznej kulturze, która odsunęła od ludzi wszelkie egzystencjalne pytania. Wrogi niszczącej chrześcijaństwo liberalnej cywilizacji, sam był dla chrześcijaństwa (prawdopodobnie) znacznie mniej groźny. Czy miał on szansę stania się zaczynem “Nowego Średniowiecza”, czy też, podobnie jak komunizm, skazany był na kapitulację, dziś się już nie dowiemy. Przykład Hiszpanii karze nam uznać za bardziej prawdopodobną raczej tą drugą możliwość.
Dziś, gdy coraz częściej zwraca się uwagę na to, że istotą faszyzmu był styl, a nie ustrój czy ideologia, warto może przypomnieć jak na początku 1939 roku określał go polski pisarz Ferdynand Goetel w swej książce “Pod znakiem faszyzmu”: “Dziś gdy faszyzm porósł już w teorię, coraz częściej, coraz powszechniej popełnia się błąd, biorąc jego przejawy wtórne czy uboczne za czysto faszystowską monetę. Gra prowadzona przez przeciwników faszyzmu na platformach takich, jak rasizm, totalizm, dyktatura, przysłania ludziom chwiejnym zasadniczą prawdę, że faszyzm jest przede wszystkim postawą psychiczną, napięciem woli, wzmożeniem aktywności, uzdolnieniem wewnętrznym do ofiar i wysiłków, jednym słowem tym, co nazywamy heroicznym stosunkiem do życia. Tylko ta jego właściwość jest autentyczna i nie dająca się zastąpić niczym innym. Tylko ta jest miarodajna. I tylko ta najbardziej ogólnoludzka.”. Ciekawe, że ocena, której dokonał nie politolog czy socjolog, a patrzący na faszyzm “z boku” literat pozostaje z perspektywy 60 lat chyba najbardziej trafna.
Na zakończenie zauważmy, że u schyłku dwudziestego wieku antyfaszyzm stał się dominującą ideologią. Jej ostrze wymierzone jest głównie przeciw tym, którzy walczą o odbudowę tradycyjnych wartości, bądź o ocalenie ich tam, gdzie jest to jeszcze możliwe. Tak więc, choć może się to wydawać śmieszne, zrozumienie istoty faszyzmu, dla ludzi toczących ideowe boje, ma też ogromne znaczenie praktyczne.
 __________________________________________________________________________________________
Bibliografia: 
  1. Armin Mohler -- "Der faschistische Stil" 
  2. S.Sierpowski -- "Faszyzm we Włoszech" 
  3. D.M.Smith -- "Mussolini" 
  4. J.W.Borejsza -- "Mussolini był pierwszy" 
  5. Benito Mussolini -- "Doktryna faszyzmu" 
  6. Richard Grunberger -- "Historia społeczna Trzeciej Rzeszy" 
  7. C.Baumgarth -- "Futuryzm" 
  8. Z.Zieliński -- "Papiestwo i papieże dwóch ostatnich wieków" 
  9. J.R.Nowak - "Hiszpania po wojnie domowej" 
  10. Grzegorz Jaszuński -- "Hiszpański Happy End" 
  11. Kazimierz Piwarski -- "Watykan, a faszyzm"

Po co nam prawa człowieka <- poprzednia notka
następna notka -> Wolność w aforyzmach

 

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale