Pupilla Libertatis
Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
119 obserwujących
1414 notek
1764k odsłony
1118 odsłon

Własność intelektualna to pies, który zerwał się z łańcucha

Wykop Skomentuj18
Własność intelektualna jest ulotna. To coś, co się nam może łatwo zgubić i zacząć żyć własnym życiem. Nasz wizerunek, nasze pomysły, nasze słowa, nasze projekty, nasza niematerialna twórczość może łatwo trafić do innych ludzi, a potem do dalszych i może się szeroko rozpowszechniać i multiplikować. Zdecydowana większość ludzi cieszy się z tego, gdy im ta „własność intelektualna” ucieka, popularyzuje się, jest szeroko znana, komentowana i używana. Najlepszym tego dowodem jest Internet, gdzie ludzi piszą teksty, nagrywają muzykę, kręcą filmy, malują itp… i starają się to maksymalnie rozreklamować.

Kopiujcie i piraćcie se! <- poprzednia część

Własność intelektualna to w istocie jest kultura, to coś tak powszechnego, wszechogarniającego i niezbędnego wśród ludzi jak woda i powietrze.
Ale niektórzy nie chcą kultury rozpowszechniać, chcą ją trzymać dla siebie i żądają opłat, gdy ktoś z kultury chce korzystać. Zwolennicy trzymania kultury na uwięzi są w istocie złodziejami, oni zniewalają kulturę, która sama z siebie aż się rwie do ucieczki. Na dodatek ci złodzieje nazywają złodziejami tych, którzy kulturę uwalniają.
Ta kultura, ta „intelektualna własność” to jest w istocie taki pies, który zerwał się z łańcucha i uciekł. Zwolennicy praw autorskich i patentowych żądają by tego psa szukać na cudzy koszt, a nie na koszt tego, kto psa posiada.
Gdy ktoś mi robi zdjęcie, to w istocie łapie fotony, które się ode mnie odbiły. Czy one są moje i powinienem mieć prawo do tego by innym siłą zabraniać łapania tych fotonów?
Jeśli fotony odbite od mojego ciała są moje i nie życzę sobie by inni je posiedli, to powinienem je chronić sam, a nie żądać od innych płacenia za tę ochronę. Prawa autorskie to w istocie żądanie by inni płacili za ochronę cudzej własności. Można uznać, że wszelkie fotony czy pomysły są kogoś - ale uznanie, że wszyscy muszą płacić za ochronę tego łatwo uciekającego obiektu są już uzurpacją do cudzej własności materialnej - to jest właśnie kradzież. Jak ktoś ma pomysł i nie chce go innym zdradzić, to niech sam za własne pieniądze trzyma go w tajemnicy.
Z fotonami i pomysłami jest dokładnie tak samo jak z psem, który mi uciekł z podwórka. Jeśli nie dopilnuje psa i mi ucieknie, to nie dość, że muszę go szukać na własny koszt, to jeszcze muszę zapłacić odszkodowanie, gdy narobi szkód. Dokładnie to samo powinno być z moimi fotonami, które się ode mnie odbiją i mi uciekną, czy pomysłami i słowami, które innym mówię - sam, na własny koszt powinienem za nimi latać i je wyłapywać, łatać dziury, które zrobiły, czyścić po nich ślady i ewentualnie płacić odszkodowania, gdy narobią szkód materialnych.
Problem praw autorskich i patentów to w istocie dwa osobne problemy:
  1. Czy to jest własność?
  2. Kto i jak ma płacić za ochronę tej własności?
Otóż nawet jeśli uznamy, że pomysły, idee, algorytmy, odkrycia naukowe, liczby, informacje, fotony, skład chemiczny, fale radiowe, dźwiękowe itd... podlegają własności, to nadal pozostaje problem tego za czyje pieniądze tej własności pilnować - szczególnie, że ona jest ulotna, szybko się uwalnia od właściciela i łatwo mu ucieka.
Zwolennicy praw własności intelektualnej nie tylko twierdzą, że to jest własność, tak jak rzeki, morza, oceany czy powietrze, ale żądają stosowania przemocy by inni oddawali swoją prawdziwą własność na to by finansować ochronę tej ich łatwo uciekającej, ulotnej własności intelektualnej. To jest ewidentnie złodziejstwo.
To co podlega własności nie jest kwestią obiektywną - to wynika z kultury i cywilizacji. Własności podlega to co długotrwała tradycja wytworzyła jako własność. Niezbędną, kluczową, immanentną cechą własności jest to, że podlega handlowi. Powietrze, rzeki, jeziora, morza i oceany własności nie podlegają, bo nie wytworzył się cywilizacyjny zwyczaj handlowania nimi. Niektóre cywilizacje oraz ludy koczownicze mimo, że zachowały zwierzęcy instynkt terytorialny, to nie uznają praw własności ziemi, bo nią nie handlują. I to samo dotyczy w naszej cywilizacji własności intelektualnej - handlowanie nią, to nie kwestia zwyczajów i tradycji, ale sztuczny twór prawny wytworzony przez opresyjne państwa. Prawa autorskie nie powstały jako usankcjonowanie w prawie długotrwałego zwyczaju. W naszej cywilizacji kultura jest wolna i ulotna jak powietrze. Prawa autorskie i patentowe to trzymanie kultury na łańcuchu.
 
Grzegorz GPS Świderski

następna część -> Kto powinien płacić za trzymanie kultury w tajemnicy?


następna notka -> Drogi - polemika

Wykop Skomentuj18
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale