Pupilla Libertatis
Jestem sarmatolibertarianinem. Myślę, politykuję, rozważam, polemizuję, szukam, prowokuję, dyskutuję, dociekam, analizuję, filozofuję.
150 obserwujących
1837 notek
2342k odsłony
  857   0

Niech żyje wojna!

Znacie tę pacyfistyczną piosenkę Grzesiuka: „Niech żyje wojna”?
Otóż tam są takie fragmenty: "…pieniążki sypią się…", "...za cudzą kieszeń oddaj młode życie swe...". W ogóle cała piosenka jest o tym, że wesoło: "niech żyje wojna" śpiewa się w salonach hut i banków, a zatem przebrzydli kapitaliści się z wojny cieszą, bo na niej zarobią. Ta piosenka sugeruje, że na wojnie się zarabia, że wojna przynosi komuś jakiś zysk. Ogólny wydźwięk filozoficzny tego całego przesłania artystycznego jest wieloraki ale można go streścić w takich sentencjach: „wojna jest zła, bo zysk jest zły”, „na wojnie można zyskać”, „wojny wywołują rządni zysku kapitaliści”, „chcesz zarobić – wywołaj wojnę”, „na wojnie giną ludzie, ale biznes zyskuje” itd… itp…

następny mit -> XIX-wieczny kapitalizm

To, że wojna przynosi komukolwiek zysk to mit. Moim zdaniem nigdy żadna wojna nie była i nigdy nie będzie korzystna dla żadnego biznesu! To jest fizycznie niemożliwe. Wojna powoduje zniszczenie. Nie da się na niej skorzystać. Wrażenie ożywienia gospodarczego w wyniku wojny występuje tylko dlatego, że ludzie zaczynają intensywniej pracować, by odbudować zniszczenia. Ale to żadnemu bogactwu nie służy, to nikomu żadnych korzyści nie przynosi!
Moim zdaniem pacyfiści to idioci, którzy myślą, że wojny prowadzi się dla zysku! A tymczasem wojny prowadzi się dla potęgi i chwały! Tylko po to! By zdobyć potęgę i chwałę trzeba stracić, trzeba ponieść koszty. Za potęgę i chwałę trzeba zapłacić!
A potęga i chwała to są korzyści niematerialne, które trzeba wymienić za korzyści materialne. Jeden oddaje szacunek za ropę, a drugi ropę za szacunek. Zwykła wymiana.
Albo napiszę inaczej. Powyżej utożsamiłem zysk z zyskiem materialnym. W aspekcie wojny niesłusznie. Wojna może być zyskiem, ale nigdy zyskiem materialnym. Wojna to zawsze materialna strata, a ewentualnie może być zyskiem niematerialnym, ideologicznym, zyskiem w kategoriach dotyczących jakiejś metafizycznej godności czy kulturowego honoru kosztem dóbr materialnych.
Wojna nie przynosi nawet korzyści materialnych tym, którym nic nie zniszczyła. Bo co prawda inni więcej potrzebują wszystkiego, a więc i tego co oferuje taki szczęściarz, ale mają mniej do wymiany, bo dużo utracili, więc się nie da na zwiększonym popycie dużo zyskać.
W neutralnej Szwecji wojna niczego nie zniszczyła, więc jest bogatsza od krajów, które zostały zniszczone - na przykład od Polski. Ale wzbogacenie Szwecji na wojnie jest pozorne! Gdyby okoliczne kraje nie zostały zniszczone, to Szwecja byłaby jeszcze bogatsza!
Wojna nie nakręca ekonomii! Nigdy, żadna. Nakręca tylko to, że ludzie muszą więcej pracować, by wrócić po wielu latach do stanu w jakim byli przed wojną. A więc wojna nakręca ludzi, muszą więcej się wysilać, by mieć to samo. Wojna żadnego długu nie likwiduje - powoduje tylko to, że jedni go nie płacą, a inni tracą, bo pożyczki nie odzyskują. To są same straty. Żadnych zysków. Niczego nie przybywa od tego, że ktoś długu nie spłaci!
Jak pożar komuś zniszczy dom, to go to nakręci, będzie więcej i intensywniej pracował, mniej się lenił, zapędzi rodzinę do roboty, będzie mniej korzystał z przyjemności, kina, Internetu, teatru, książek itd... a więcej będziesz kupował materiałów budowlanych, mebli, AGD itd... - jeśli takich będzie więcej, bo to była powódź, albo trzęsienie ziemi, czy woja, to zmieni to gospodarkę, będzie więcej budowniczych, będzie więcej producentów materiałów budowlanych, a mniej artystów, pisarzy czy muzyków, będzie to sprawiało wrażenie ożywienia gospodarczego. Ale to tylko wrażenie! W istocie będzie to tylko wzbogacenie się jednych biznesów, a bankructwo innych. A wszystko po to by po kilku, kilkunastu, czy kilkudziesięciu latach odbudowy wrócić do punktu wyjścia. Żadnego bogactwa nie przybędzie. A ci co się wzbogacili na budownictwie wcale nie zyskali, bo gdyby nie powódź, pożar, trzęsienie ziemi czy wojna, to by się wielokroć bardziej wzbogacili np. na przemyśle kosmicznym budując rakiety na Księżyc, albo na przemyśle rozrywkowym wydając gry komputerowe.
Ci, którzy uważają, że na wojnie się korzysta są wyznawcami mitu rozbitej szyby, który już ponad 150 lat temu bardzo skutecznie obalił Bastiat, a potem wielokrotnie wielu ekonomistów to porządnie uzasadniło i teoretycznie i praktycznie. Co ciekawe intuicyjnie każdy głupi rozumie, że zniszczenia żadnego bogactwa przynieść nie mogą, a tymczasem wielu wierzy w bzdury, że wojna i inne katastrofy i zniszczenia napędzają biznes i nakręcają gospodarkę. Nie rozumiem jak można w te głupoty wierzyć!
Wojna nic USA nie nakręciła. Zniszczenia były, choć wielokroć mniejsze niż u nas! Wydawali pieniądze na statki, które potonęły, czołgi, które zostały zniszczone, samoloty, które zostały rozbite, utrzymywali ludzi, którzy zginęli itd... - gdyby te wszystkie pieniądze wydali na drogi, samochody, komputery, filmy, domy, rozrywkę, samoloty, promy kosmiczne itd... to by byli wielokroć bogatsi! Dla mnie to jakaś totalna aberracja sądzić, że bogatszy jest ktoś komu utonie statek na wojnie, niż ten, kto sobie nim pływa. Ten co sprzedaje statki, które potonęły też wcale nie stał się bogatszy, bo gdyby statki pływały, to wielokroć więcej zarobiłby na rakietach kosmicznych!
 
Grzegorz GPS Świderski

PS1

PS2:

Uciekła świnia <- poprzednia notka
następna notka -> Spokrewnienie materii

 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale