Sto lat temu urodził się Jan Patočka, czeski filozof, który wybrał życie w prawdzie. Umarł lat temu trzydzieści. Nie sam. Pomogła mu czerwona swołocz.
Nigdy się nie sprzedał, więc życia łatwego nie miał. Niemniej - rola jedynie akademika, filozofa z uczelni - przestała mu widać wystarczać. Bez fanfar stary człowiek wkracza do polityki. Ręce na pokład. Wraz z Havlem, Kohoutem i paroma innymi zakłada Kartę 77. I aktywnie w niej działa.
Po prawdzie, nie wybierał sam sobie roli - to los go rzucił do kraju w epoce bez nadziei, do kraju pod piwko i knedlika, jakby to miało człowiekowi wystarczyć do życia.
Podobno Profesor w swej roli dysydenta i jednego z rzeczników Karty 77 pracował ciężko i z werwą. Łatwo oczywiście nie było. Przesłuchania. Ostatnie, 3 marca 1977 r., trwało 10 czy 11 godzin. Trafił z niego do szpitala, skąd już nie wyszedł. Musiał kogoś strasznie wq... ten stary filozof - wyjątkowy tępak, do którego nie docierały żadne argumenty. I jeszcze mienił się być człowiekiem racjonalnym! Ale jak tu oczekiwać rozsądku po kimś, kto urodził się 1 czerwca.
W roku 1946 napisał proroczo: "Właśnie wtedy, kiedy ginie on jako ofiara w walce, bezowocnie, a więc bez usprawiedliwienia przez wynik, może człowiek być opromieniony i spełniony". Herbert pisał w swoim słynnym wierszu w podobnym duchu i osiągając podobnie czysty ton:
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku
a nagrodzą cię za to tym co mają pod ręką
chłostą śmiechu zabójstwem na śmietniku
Życie i śmierć - jak jedna pieśń. Czy, na dalszą metę, okażą się one bezowocne, to jeszcze zobaczymy. Myślę, że w Czechach nie zapomniano Jana Patočki - ma swoją ulicę w Pradze, niecałe dwa tygodnie temu odbyła się również w tym mieście międzynarodowa konferencja (filozoficzna) jemu poświęcona. Chciałoby się jednak więcej... Także w Polsce.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)