Tekst poniższy napisałem w maju 1998 r. Styl miejscami wydaje mi się naiwny, ale wklejam jak jest...
Miasto tętni życiem. Właśnie w tej chwili. Wystarczy przenieść się dostatecznie daleko w jednym wymiarze – czasie – by napotkać w tym samym miejscu zdechłe miasto. Tak mówię z goryczy i zawiści, bo nie uczestniczę w tej komunii czekających na cud? Być może; czy to ważne? Ważniejsze jest, że cud prawdziwy nie przyjdzie, bo oni czekają na swój cud mniemany, na cud który wymyślili, choć z samozakłamania nie nadali mu określonych kształtów. Taki erzac, gdyby się zjawił, gorzko by rozczarował. Więc pragniemy czekania, w tym tylko widzimy piękno i po to pijemy. Cud polega na tym, że jest nieoczekiwany, każda jego podróba powinna uderzać w nas smrodem ujawnionego fałszerstwa – ot, wyszedł na jaw mały kłamczuszek, mały psuj własnego życia. „Życie jest bardzo długie”, życie jest miłosiernie bardzo długie, więc zawsze jest nadzieja, że kiedyś odrzucimy kłamliwe terminy na określenie lipnych cudów; te rzekome „zawirowania” i „pokręcone życiorysy”, te „błędy młodości durnej i chmurnej”, te „niezdrowe fascynacje”; więc zawsze jest nadzieja, że ujrzymy w sobie dorosłych. I spojrzymy w twarz przenajświętszej prawdy.
Nikt na świecie nie jest naprawdę skrzywdzony; można skrzywdzić się tylko samemu.
Po co żyć? Zauważ, że nie pytam: po co się żyje? Nie pytam bowiem o stan faktyczny (interesujący być może dla zapobiegliwych badaczy historii najnowszej), ale jak ma być, pytam, czyśmy „w czasie dorośli”.
Być może dla niektórych życie jest zaspokajaniem potrzeb; owszem, sami stają się jedną wielką potrzebą, potrzebną zresztą sobie samej a nikomu innemu – ale to mnie nie interesuje, to mogę skwitować jednym bitem: „nie”.
Po co więc żyć? Trudno uchwycić jakąkolwiek czynność wiążącą, cokolwiek konstytuującego nasz pobyt na ziemi. Jakie znasz zawody naprawdę potrzebne? Lekarz? – ależ on ma tylko usunąć zadrę, która przeszkadza... no właśnie w czym, nie pozwala człowiekowi – robić co sensownego? Nauczyciel? – on tylko przekazuje wiedzę... Nie czepiam się nawet owej wiedzy, tak jak nie wyśmiewam się z garbatego, zauważę jeno skromnie, że samo przekazywanie wiedzy nie potwierdza w żaden sposób jej sensu. Transport! – ha! Klasyczny objaw zagubienia człowieka; jakby gdzieś indziej było lepiej niż tu; inaczej – owszem, być może – ale jaka wartość w tym, że jest inaczej? A więc rozrywka – przed czym, po co, pomiędzy czym. Jedzenie – to samo. Obliczanie – czego? Naukowcy! – nikt nie jest sędzią we własnej sprawie; zresztą bardzo mądrze, bo tylko by się skompromitował... Poezja? Wiersze o czym? No właśnie o tym nie nazwanym, właśnie poezja! Nie byłoby poezji bez bólu, bez głodu, bez samotności i zwątpienia; tego, przed czym się bronimy... Więc sens ma być w sprzecznościach? Twierdzenie oburzające intelektualnie.
Powiesz jeszcze: by czynić dobro! Bardzo mądrze, tyle że nie jest to mądrość umysłu.
Wypada raz jeszcze spytać: po co więc żyć? Aby przekazać życie, czyż tak? A po co płodzić potomków? Aby i oni... Jest w tym jakiś sens?; jakie to upokarzające. Zaiste, jedynym sensem życia może być upokorzenie rozumu. Niech pan przekaże – zwrócił się do dziennikarza – swoim niedoczytanym czytelnikom te słowa Rilke’go: „już go zwycięstwa nie umniejszą / rośnie głęboko zwyciężany / przez moc coraz potężniejszą”.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)