/ tym, którzy odeszli do Krainy Wiecznych Łowów – dedykuję /
Tekst napisany ok. 7 lat temu
Polowanie to tradycyjnie ulubione zajęcie szerokich rzesz naszego narodu. Polowało się u nas od zawsze. Szczególnym wzięciem cieszyły się łowy na grubego zwierza. Żubry (ostatnio także importowane bizony), niedźwiedzie, łosie – to wyzwanie dla prawdziwych mężczyzn. Bo, proszę szanownego państwa, myślistwo to sport męski. Trudny i niebezpieczny. Można zostać powalonym przez niespodziewanie szarżującego zwierza. Zdarzają się nawet wypadki śmiertelne. Czy jednak te tragiczne incydenty kogoś na dobre odstraszą? A skąd! I serce w człowieku rośnie, i duma – że z takiego dzielnego narodu się wywodzi...
Oczywiście, i białogłowy chwytają za broń w naiwnym przekonaniu, że odstrzał kilku sztuk przyjdzie im łatwo. Chełpliwe nadzieje! Zazwyczaj krzyczą one, hałasują, już po ustrzeleniu byle jelenia... Nie, nie, to jednak zajęcie nie dla kobiet.
A jak przeto polują mężczyźni? Bardzo różnie! Obyczajów tutaj, tradycji – co niemiara. Zasadniczo poluje się zespołowo, tyralierą – ale nierzadko zdarzają się i myśliwi-samotnicy. W przypadku polowań w pojedynkę ważne jest znalezienie sobie wygodnej ambony, z której można będzie przymierzać się do kolejnych sztuk.
Gdzie się poluje? Można w specjalnie wydzielonych rezerwatach myśliwskich (choć ta przyjemność trochę więcej kosztuje), można i w zaciszu domowym. Nieważne zresztą gdzie, ważne z kim. Obecność wśród kolegów wytrawnych myśliwych skłania do większej brawury i łowieckiej fantazji. Naturalnie, zwiększa to ryzyko padnięcia w boju. Trudno! Pisałem już przecież, że sport to niełatwy. Nie można jednak zawsze chodzić na łatwiznę...
Początkującym łowcom chciałbym teraz dać kilka rad, z własnego – dość skromnego jednak – doświadczenia. Przede wszystkim, ważny jest wybór strategii. Rzekłbym: logistyka polowania: wybór zwierzyny, rozkład strzałów w czasie. Jeżeli polujemy na żubry, to nie rozglądamy się za innymi trofeami. Inaczej prędzej czy później potkniemy się na jakimś głupim szaraku.
A propos szaraków: tradycja polowań na zające kwitnie na przykład u naszych zachodnich sąsiadów. Co gorsza, być może w ramach „wchodzenia do Europy” (?!), tradycję tę nachalnie próbuje się popularyzować i u nas. Niestety, z niemałym sukcesem.
Po wtóre, bardzo istotne jest zapewnienie sobie odwrotu. Usługi sanitarne: obmywanie i leczenie ran, szeroko pojęta rekonwalescencja. Rzecz bardzo istotna, bo powrót do zdrowia nierzadko jest bardzo przykry i bolesny; otoczenie powinno łagodzić pacjentowi ten czas, jak tylko się da. Inaczej przychodzą czarne myśli, zaklinania, że „już więcej na łowy nie pójdę”, albo i „wołania gromu, ażeby dobił”. Nie trzeba dodawać, że najlepszy dla pacjentów jest „domowy szpital”; niestety – czasami zdarzy się i szpital prawdziwy, czasami pozbawiony wygód pensjonat jednonocny, a czasami po prostu polowy, prowizoryczny lazaret.
Trzecia i ostatnia moja rada jest taka, że może warto, na miarę osobistych możliwości i potrzeb, zacząć hodować własną małą trzódkę. Sprzedać je byłoby trudno (państwo walczy z prywatną hodowlą zwierzyny na takie potrzeby!), zresztą wielu, może i słusznie, uważa prowadzenie pokątnego rezerwatu za dyshonor – ale przecież nie wszystko musi być na sprzedaż... I takie zwierzęta dostarczają niemałych myśliwskich wrażeń i dreszczyku emocji.
Zauważmy przy okazji, że państwo polskie i w tej kwestii cierpi na poważną schizofrenię. Z jednej strony zwalcza myślistwo, z drugiej – krocie na nim zarabia. Z jednej strony karze finansowo za polowanie w niedozwolonych miejscach, z drugiej – funduje stypendia dla szczególnie zasłużonych łowców.
Naturalnie, tradycja nasza ma i swoje cienie. To żadna przyjemność np. mieć ojca zapalonego myśliwego. Jak już się trochę podrośnie, to cóż, można wtedy chodzić razem z nim na polowania. W wieku szczenięcym jednak, pozostaje najwyżej podawać naboje.
PS. Za cenne, płynące z wieloletniego doświadczenia, rady i pomoc w stworzeniu tego tekstu, autor chciałby podziękować Panu Jarosławowi P. Nazwiska nie podaję, bo wiem, że jako człowiek niezwykle skromny nie chciałby rozgłaszać całemu światu o swoich myśliwskich wyczynach. Trudno: na niejaką pociechę, świat nie wie, co traci. Darz bór, drogi Jarku!



Komentarze
Pokaż komentarze (11)