Szymon Grabowski Szymon Grabowski
111
BLOG

Polowanie, męski sport

Szymon Grabowski Szymon Grabowski Kultura Obserwuj notkę 11

          / tym, którzy odeszli do Krainy Wiecznych Łowów – dedykuję /

         Tekst napisany ok. 7 lat temu

 

Polowanie to tradycyjnie ulubione zajęcie szerokich rzesz naszego narodu.  Polowało się u nas od zawsze.  Szczególnym wzięciem cieszyły się łowy na grubego zwierza.  Żubry (ostatnio także importowane bizony), niedźwiedzie, łosie – to wyzwanie dla prawdziwych mężczyzn.  Bo, proszę szanownego państwa, myślistwo to sport męski.  Trudny i niebezpieczny.  Można zostać powalonym przez niespodziewanie szarżującego zwierza.  Zdarzają się nawet wypadki śmiertelne.  Czy jednak te tragiczne incydenty kogoś na dobre odstraszą?  A skąd!  I serce w człowieku rośnie, i duma – że z takiego dzielnego narodu się wywodzi...

Oczywiście, i białogłowy chwytają za broń w naiwnym przekonaniu, że odstrzał kilku sztuk przyjdzie im łatwo.  Chełpliwe nadzieje!  Zazwyczaj krzyczą one, hałasują, już po ustrzeleniu byle jelenia...  Nie, nie, to jednak zajęcie nie dla kobiet.

A jak przeto polują mężczyźni?  Bardzo różnie!  Obyczajów tutaj, tradycji – co niemiara.  Zasadniczo poluje się zespołowo, tyralierą – ale nierzadko zdarzają się i myśliwi-samotnicy.  W przypadku polowań w pojedynkę ważne jest znalezienie sobie wygodnej ambony, z której można będzie przymierzać się do kolejnych sztuk.

Gdzie się poluje?  Można w specjalnie wydzielonych rezerwatach myśliwskich (choć ta przyjemność trochę więcej kosztuje), można i w zaciszu domowym.  Nieważne zresztą gdzie, ważne z kim.  Obecność wśród kolegów wytrawnych myśliwych skłania do większej brawury i łowieckiej fantazji.  Naturalnie, zwiększa to ryzyko padnięcia w boju.  Trudno!  Pisałem już przecież, że sport to niełatwy.  Nie można jednak zawsze chodzić na łatwiznę... 

Początkującym łowcom chciałbym teraz dać kilka rad, z własnego – dość skromnego jednak – doświadczenia.  Przede wszystkim, ważny jest wybór strategii.  Rzekłbym: logistyka polowania: wybór zwierzyny, rozkład strzałów w czasie.  Jeżeli polujemy na żubry, to nie rozglądamy się za innymi trofeami.  Inaczej prędzej czy później potkniemy się na jakimś głupim szaraku.

A propos szaraków: tradycja polowań na zające kwitnie na przykład u naszych zachodnich sąsiadów.  Co gorsza, być może w ramach „wchodzenia do Europy” (?!), tradycję tę nachalnie próbuje się popularyzować i u nas.  Niestety, z niemałym sukcesem.

Po wtóre, bardzo istotne jest zapewnienie sobie odwrotu.  Usługi sanitarne: obmywanie i leczenie ran, szeroko pojęta rekonwalescencja.  Rzecz bardzo istotna, bo powrót do zdrowia nierzadko jest bardzo przykry i bolesny; otoczenie powinno łagodzić pacjentowi ten czas, jak tylko się da.  Inaczej przychodzą czarne myśli, zaklinania, że „już więcej na łowy nie pójdę”, albo i „wołania gromu, ażeby dobił”.  Nie trzeba dodawać, że najlepszy dla pacjentów jest „domowy szpital”; niestety – czasami zdarzy się i szpital prawdziwy, czasami pozbawiony wygód pensjonat jednonocny, a czasami po prostu polowy, prowizoryczny lazaret.

Trzecia i ostatnia moja rada jest taka, że może warto, na miarę osobistych możliwości i potrzeb, zacząć hodować własną małą trzódkę.  Sprzedać je byłoby trudno (państwo walczy z prywatną hodowlą zwierzyny na takie potrzeby!), zresztą wielu, może i słusznie, uważa prowadzenie pokątnego rezerwatu za dyshonor – ale przecież nie wszystko musi być na sprzedaż...  I takie zwierzęta dostarczają niemałych myśliwskich wrażeń i dreszczyku emocji.

Zauważmy przy okazji, że państwo polskie i w tej kwestii cierpi na poważną schizofrenię.  Z jednej strony zwalcza myślistwo, z drugiej – krocie na nim zarabia.  Z jednej strony karze finansowo za polowanie w niedozwolonych miejscach, z drugiej – funduje stypendia dla szczególnie zasłużonych łowców.

Naturalnie, tradycja nasza ma i swoje cienie.  To żadna przyjemność np. mieć ojca zapalonego myśliwego.  Jak już się trochę podrośnie, to cóż, można wtedy chodzić razem z nim na polowania.  W wieku szczenięcym jednak, pozostaje najwyżej podawać naboje.

PS. Za cenne, płynące z wieloletniego doświadczenia, rady i pomoc w stworzeniu tego tekstu, autor chciałby podziękować Panu Jarosławowi P.  Nazwiska nie podaję, bo wiem, że jako człowiek niezwykle skromny nie chciałby rozgłaszać całemu światu o swoich myśliwskich wyczynach.  Trudno: na niejaką pociechę, świat nie wie, co traci.  Darz bór, drogi Jarku! 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Kultura