Wojciech Racz Wojciech Racz
78
BLOG

Korona Polska kontratakuje. Rodział V

Wojciech Racz Wojciech Racz Kultura Obserwuj notkę 0
Kolejny, już piąty rozdział mojego opowiadania, którego bohaterem jest Michał Jerzy Sosnkowski.

O godzinie 6 rano rozległ się komunikat wzywający do pobudki: Rekruci wstawać, za 20 minut zbiórka na placu apelowym. Po zakończeniu komunikatu słychać było staropolską pieśń” „Kiedy ranne wstają zorze”. Michał, włączył się w śpiewanie, a po krótkiej modlitwie i porannej toalecie wyszedł do apelu. Na nim żołnierze zostali ustawieni, salami, piętrami, a wreszcie budynkami. Było ich około pięciuset. Michał czuł dumę z tego, że jest tutaj, czuł, że jest częścią czegoś wielkiego, co może zmienić bieg historii, nie tylko Polski, ale i świata. Po apelu dostali rozkaz by przebrać się mundury polowe, uzupełnić płyny i witaminy oraz czekać w wyznaczonych miejscach na wymarsz. 
-Ciekawe co będzie teraz?- zagadnął Andrzej Michała. Ten odpowiedział: -To proste, dziś czekają nas testy sprawnościowe w terenie, po to mamy mundury polowe, napiliśmy się płynów i wzięliśmy suplementy, żeby każdy z nas dał na nich maksa z siebie. Michał miał rację, 17 listopada, w ten deszczowy i szary poranek mieli przejść mordercze testy sprawnościowe. Po podzieleniu na około dwudziestoosobowe plutony każdy dostał swojego dowódcę. Im trafił się sierżant Maciej Stankiewicz, przedstawiając się rzekł tak: 
-Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy przystępujecie do tych testów. Musimy poznać wasz słaby punkt, żeby wiedzieć co trzeba w was wyeliminować. Dokładnie tak, dziś wypłynie z was nie tylko pot i łzy, ale także wasza słabość. Co was nie zabije to was wzmocni. Biegiem żołnierze! Tempo na dziś 15 kilometrów na godzinę, i ja je będę wyznaczał. 
Po ponad półtoragodzinnym biegu, którego tempo było podkręcane przez sierżanta interwałami dotarli to miejsca, gdzie był zbudowany tor przeszkód. Stankiewicz gwizdnął i krzyknął: -Żołnierze 10 minut odpoczynku na uzupełnienie płynów, tylko nie pijcie za dużo, bo wam brzuchy popękają i będziecie jak smok Wawelski. I śmiejąc się zarządził: - Spocznij! 
           Michał ciężko oddychał, bieg go zmęczył, ale nie na tyle, by padł bezwiednie na ziemię. Podszedł powoli do wózków z piciem i witaminami. Andrzej też trzymał się dzielnie, ale jemu było łatwiej, był niemal 10 lat młodszy od kolegi. Popijając napoje cieszyli się, że dali radę na pierwszym etapie i nie wymiękli. -Jak tam nogi, nie masz odcisków- zapytał Michał. -Nie, buty w sam raz-odpowiedział Andrzej.- Ja to mam całe nogi we krwi-powiedział kolega z ich sali, którego zapamiętali jako Staszka. O kurcze Staszek- zaniepokoił się Michał- nie boli cię to? - Idź to opatrzyć, bo zakażenia dostaniesz. - Spoko-odrzekł Staszek, do tej pory mnie nic nie bolało, bo adrenalina działała, ale zaraz pójdę do sierżanta po bandaż i środki przeciwbólowe, bo chyba właśnie przestaje działać. Słychać było z oddali jak przełożony krzyczy na rekruta, czemu wziął niedopasowane buty, na Staszek odpowiedział, że ma po prostu niewymiarową stopę. Sierżant zarządził, że dla niego to koniec biegów na dziś i reszcie testów będzie się przyglądał, czekając na pielęgniarza, który został wezwany z jednostki, by opatrzyć mu feralne stopy.  Po nieco wydłużonej przerwie Stankiewicz wezwał pozostałych i kontynuował:- No żołnierze, żyjecie, chociaż niektórzy krwawią, ale nie od razu Kraków przecież zbudowano. Za chwile będziecie dwójkami startować i pokonywać tor przeszkód obejmujący bieg, czołganie, pływanie, podciąganie oraz parę innych atrakcji. Ustawcie się alfabetycznie po nazwiskach. Każdy z was będzie miał indywidualnie zmierzony czas. Ruchy, ruchy rekruci!-zakończył dynamicznie, jak to miał w zwyczaju podoficer. Pluton zaczął się nawzajem wypytać o nazwiska, by ustawić się w żądanej kolejności. Michał był w przedostatniej dziewiątej parze. Żołnierz, który miał równolegle obok niego biec nazywał się Janusz Raczyński. Wydawało się Michałowi, że widział go pociągu do Orzyszu, ale nie był pewien, a trzeba było się skupić przed startem, więc nawet nawet nie zagadał do niego. Sierżant puszczał ich parami co 30 sekund, by nikt nie wpadł na siebie. Ten bieg, choć jeszcze bardziej wyczerpujący, także poszedł dobrze Michałowi, miał drugi czas w plutonie, a Andrzej, który miał na nazwisko Jarocki, przez co startował już w trzeciej parze. Mając przez to nieco mniej czasu na odpoczynek, zajął dopiero 15 miejsce, ale był zadowolony z siebie, jak każdy, nie licząc Staszka, który z zabandażowanymi stopami patrzył na ich zmagania. Wracali na piechotę do koszar, by zjeść obfite śniadanie. Kawa, smażona kiełbasa, jajecznica z boczkiem i bez-cukrowe ciasto na deser, na to mogli liczyć rekruci.

           Po śniadaniu mieli czas na relaks, odpoczynek i odnowę biologiczną z sauną na czele. Tylko biedny Staszek z zabandażowanymi  nogami, musiał się zadowolić bilardem, gdyż sauna czy basen nie wchodziły w grę. Żołnierze, po testach sprawnościowych byli zmęczeni, ale zintegrowani wspólnym wysiłkiem i pierwszym małym zwycięstwem. Może nie stali się towarzyszami w walce, ale na razie kolegami w biegu. - Czarna bila do lewej narożnej, powiedział Michał do Staszka, kończąc partyjkę bilarda. Udało mu się nią wbić i pokonać Staszka, który to już dzisiaj rozgrywał dziesiątą grę. -Niezły jesteś Misiek, ale jeszcze kiedyś się odegram- jak będę miał zdrowe stopy-dodał ze śmiechem. - Nie strasz nie strasz, bo mnie jeszcze bardziej zmotywujesz, by ci buty podmienić, żebyś znowu miał obtarte nogi.-odpowiedział zgryźliwie Michał. Po obiedzie mieli wykłady z obsługi broni różnego typu, od karabinu snajperskiego, przez granaty, aż od mini-broni mikrofalowej, która była najnowszą zdobyczą techniczną Królewskiego Wojska Polskiego. Szkolenie teoretyczne dobiegło końca po paru długich godzinach. Wszyscy znużeni wykładami szybko przemieścili się na kolację do stołówki. Tam Michał z kolegami dyskutował o dzisiejszym, pełnym wrażeń, pierwszym dniu szkolenia. Po posiłku większość z nich nie miała sił na relaks, więc poszli prosto do pokojów sypialnych. Michał wracając ze stołówki wstąpił na chwilę do kaplicy, by podziękować za wszystko co go spotkało i prosić o siłę na kolejne dni. Dochodziła północ, wszyscy z pokoju spali, lub leżeli na łóżkach. Każdy chciał wypocząć i wyspać się, lecz część jeszcze myślała o przygodach, które spotkały ich dzisiaj.

Polak z urodzenia, katolik z wyboru, inżynier z wykształcenia. Kawaler, jak na razie.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura