GREAT
ROCK'N'ROLL SWINDLE
ROCK'N'ROLL SWINDLE
(Rozważania o Bolsce i Bolakach )
PRELUDIUM
I. Do kraju tego...
II. Stara baśń
III. Wesele
IV. Bolacy
1.Los Stefana
2.Podwójne życie Magdy
3. Kariera Mareczka
4. Choroby Jagody
5. Kobieta bezrobotna
6. Pieśń dziadowska o dolach i niedolach szwagra Stefana
7. Dylematy inż. Mamonia
8. Doc. Gajny ad vocem
9. Eskapizm Jasia
10. Ludzie z modeliny
11. Państwo z dykty
V. Operetka
VI. Dziady
VII. Ostra jazda nazad
VIII. Pospolitość skrzeczy, a transcendentalia uwierają i skrzypią
Copyrights by Rolex 2004
ilustracje: Krzysztof Jóźwiak
DER TROMMELMANN
cześć pierwsza trylogii
WIESIOŁYJE KARTINKI
część druga
GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
część trzecia i ostatnia
sobie samemu i mojemu pokoleniu - ofiarom Great Rock'n'roll swindle'a
PRELUDIUM
Spójrzcie! Rozpalił się księżyc, a zamieć nad światem...
Sypią się lodu drobiny jakby dźgane batem
Glob zastygł na mrozie, nic zda się nie porusza.
Wiatr jeno cicho szlocha niby potępiona dusza
Gwiazd iskry na czarnym jak sadza nieboskłonie
Wiozą północ na wielkim wozie, wóz wprzęgnięty jest w konie
I zdają się mrugać ku czubom sosen na Łysogórze,
Poustawianych wkoło polany, co tonie w puchowej chmurze
Polana cała w bieli - jak zamąż idąca księżniczka.
Samotna, łagodna i cicha, a gra jej wiatru kantyczka
Czeka cierpliwie, aż się rozpocznie weselna biesiada
Polany w bieli i nieba w gwiazdach, granatach i sadzach
Wytężmy słuch! Przez zaspy śnieżne u góry podnóża
Koń, kolasa i jeździec w białym puchu się nurza
Już stukot końskich kopyt o skały zmarznięte kołacze
Wpada wóz na polanę, a wiatr wciąż płacze i płacze
Stanęli. Koń kary, wóz czarny i czarny woźnica
Kolasa z Francji, koń - Arab, niepolskie woźnica ma lica
Szuba na łbie jego, portki czerwone, jakby był wprost z Ukrainy
Wąsiska sterczą jak baty, oczy - węgle żarzone, nos siny
Pilnie rozgląda się wkoło, chyba się kogoś spodziewa
Wnet dziarsko z wozu zeskoczył, konia przywiązał do drzewa
Krąg kijem w śniegu zatoczył, a w kręgu diabelskie znaki
Rysował długo, starannie, wnet czarne zleciały się ptaki
I wionął wicher straszliwy, jak tylko kreślenie zakończył
Widać, że znakiem diabelskim potężne moce połączył
I z nieba razem ze śniegu płatami spadać zaczęły potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
I zgodnym zasiadły rzędem znaku czarciego dokoła
A wozak stanął pośrodku i gromkim głosem tak woła:
- Wezwałem was tutaj wszystkie z piekła ognistych czeluści
Bo wiek dwudziesty się kończy i nas lada moment opuści
Wiek ten był naszym wiekiem i nie niebiańskie miał lica!
- Przejdź pan do sedna sprawy - przerwała mu czarownica,
którą swoim wezwaniem wozak odciągnął od garów
W kuchni, gdzie właśnie warzyła złowrogi napar do czarów
- Do sedna sprawy, do sedna! - wołać zaczęły potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
- Do kroćset, cisza! Kiedy ja mówię, wtedy masz słuchać hołoto!
A jak mi jeszcze kto przerwie, w piekielne wrzucę go błoto!
Minę miał groźną, wściekłą, a z oczu szły błyskawice
Znowu zamilkły mary, upiory i latawice
- Zwołałem was dzisiaj tutaj, bo myśl mi przyszła do głowy
Że jakąś hekatombą trzeba nam uczcić wiek nowy
A choćżem dwie noce piekielny łeb swój wytężał
To nic nie wymyśliłem, bo dziś zbyt wielki to ciężar,
Żeby po latach tylu udanych czarcich zasadzek
Być orginalnym. Konceptu brak mi i na to nic nie poradzę
Rady mi trzeba! Nie po to zło ma piekielne zastępy
Żebym to ja sam wymyślał światu szatańskie podstępy
A główna piekieł zasada to przecie jest demokracja
Bóg jest monarchą, lecz u nas wolą większości jest racja!
Cóż zrobić, żeby Adama raz jeszcze wywiedź na nice?
Wywiedźmy go! Wywiedźmy - zawyły w głos czarownice
Zniszczmy go! Szmaćmy! Szargajmy! - chórem wołały potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
Lecz jak? - brwi zmarszczył Behemot - tak miał na imię woźnica
A wtedy przed szereg wyszła najmniejsza ćwierć latawica
I pokraśniawszy na gębie ze wstydu onieśmielona
poddała pomysł: - Jest nacja, co nieraz do grobu złożona
To niczym trup wilkołaczy, zza grobu się budzi do życia
Szalona, dumna i durna, pierwsza do swarów i picia
W nacji tej ciągle obradza w szaleńców mnogie zastępy
Podatnych jak nikt chyba inny na nasze szatańskie podstepy
I jeśli mogę coś radzić - to rada byłaby taka
Jeśli coś chcemy spsocić, zwariujmy jakiego Polaka
Zanućmy jakiemu Lachowi, co z dala Ojczyzny kołacze
Pieśń, co mu serce poruszy - niech wije się, męczy i płacze
Niech do Ojczyzny powróci, a kiedy Ojczyznę zobaczy
A raczej to co zostało, napotka ten ród łajdaczy
Co mu jak robak ścierwo oblazł ziemię wyśnioną
To rozum mu zaraz opeta jakąś ideą szaloną
A że idee szalone najlepszym podglebiem dla piekła
Zadanie będzie spełnione! - To mówiąc mara uciekła
Ponownie pomiędzy szereg, ten w którym stały potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
- Hm... - zafrasował sie szczerze herszt zwany Behemotem
I usiadł w śniegu, a za nim zaległy w puchu pokotem
Wokół czarciego znaku wszystkie zebrane potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
Siedziałyby może do rana, kiedy by kur je pogonił
Szczęście, że po godzinie ich wódz krwawe oko odsłonił
Wstał i zdjąwszy szubę po łbie się podrapał kudłatym
Tak im obwieścił: - Szatani! Ja dzisiaj jestem też za tym
Żeby nowe zepsucie na trzecie już tysiąclecie
Powierzyć nacji dziwacznej, a nie jak w Pismie - kobiecie
Dlatego radę przyjmuję i poddam pod głosowanie
A jesli mi potakniecie - to biorę na siebie zadanie
Aby po całym świecie poszukać zdatnego Polaka
Durnia i dziwoląga, kpinę narodów, cudaka
Który to plan nasz wypełni w kotle mieszając dziejowym
Nowym szaleństwem i bujdą ludzkości zawróci głowy
- Przez aklamację! Znajdź durnia! - wołać zaczęły potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
I rwetes czyniły tak srogi, aż Pan Bóg w niebie usłyszał
I wejrzał na duchy błądzące i uczyniła się cisza
Lecz nic nie powiedział Najwyższy z wyżyn Swojego Tronu
Tylko się lekko uśmiechnął i skinął nie wiedzieć komu
W dole na ziemi błekitnej, co z jego powstała rozkazu
I plan diabelski się zmienił, zmodyfikował od razu
I nic już nie będzie wiadomo, niczego nie wolno już mniemać
Któż plany boskie przewidzi? Mądrego takiego nie ma!
Więc śledźmy meandry historii i nie odgadujmy z góry
Kto wstanie a któren upadnie, kto dotrwa a zdradzi który?
Ten kogo szatan naznaczył poddany będzie niedoli
Lecz tyle dozna cierpienia, ile Przedwieczny dozwoli
Z czarcich zamiarów wyniknie znów coś dobrego dla świata
A skoro Polak gra rolę, przeto przyjrzyjmy się jaka...
Spójrzcie! Rozpalił się księżyc, a zamieć nad światem...
Sypią się lodu drobiny jakby dźgane batem
Glob zastygł na mrozie, nic zda się nie porusza.
Wiatr jeno cicho szlocha niby potępiona dusza
Gwiazd iskry na czarnym jak sadza nieboskłonie
Wiozą północ na wielkim wozie, wóz wprzęgnięty jest w konie
I zdają się mrugać ku czubom sosen na Łysogórze,
Poustawianych wkoło polany, co tonie w puchowej chmurze
Polana cała w bieli - jak zamąż idąca księżniczka.
Samotna, łagodna i cicha, a gra jej wiatru kantyczka
Czeka cierpliwie, aż się rozpocznie weselna biesiada
Polany w bieli i nieba w gwiazdach, granatach i sadzach
Wytężmy słuch! Przez zaspy śnieżne u góry podnóża
Koń, kolasa i jeździec w białym puchu się nurza
Już stukot końskich kopyt o skały zmarznięte kołacze
Wpada wóz na polanę, a wiatr wciąż płacze i płacze
Stanęli. Koń kary, wóz czarny i czarny woźnica
Kolasa z Francji, koń - Arab, niepolskie woźnica ma lica
Szuba na łbie jego, portki czerwone, jakby był wprost z Ukrainy
Wąsiska sterczą jak baty, oczy - węgle żarzone, nos siny
Pilnie rozgląda się wkoło, chyba się kogoś spodziewa
Wnet dziarsko z wozu zeskoczył, konia przywiązał do drzewa
Krąg kijem w śniegu zatoczył, a w kręgu diabelskie znaki
Rysował długo, starannie, wnet czarne zleciały się ptaki
I wionął wicher straszliwy, jak tylko kreślenie zakończył
Widać, że znakiem diabelskim potężne moce połączył
I z nieba razem ze śniegu płatami spadać zaczęły potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
I zgodnym zasiadły rzędem znaku czarciego dokoła
A wozak stanął pośrodku i gromkim głosem tak woła:
- Wezwałem was tutaj wszystkie z piekła ognistych czeluści
Bo wiek dwudziesty się kończy i nas lada moment opuści
Wiek ten był naszym wiekiem i nie niebiańskie miał lica!
- Przejdź pan do sedna sprawy - przerwała mu czarownica,
którą swoim wezwaniem wozak odciągnął od garów
W kuchni, gdzie właśnie warzyła złowrogi napar do czarów
- Do sedna sprawy, do sedna! - wołać zaczęły potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
- Do kroćset, cisza! Kiedy ja mówię, wtedy masz słuchać hołoto!
A jak mi jeszcze kto przerwie, w piekielne wrzucę go błoto!
Minę miał groźną, wściekłą, a z oczu szły błyskawice
Znowu zamilkły mary, upiory i latawice
- Zwołałem was dzisiaj tutaj, bo myśl mi przyszła do głowy
Że jakąś hekatombą trzeba nam uczcić wiek nowy
A choćżem dwie noce piekielny łeb swój wytężał
To nic nie wymyśliłem, bo dziś zbyt wielki to ciężar,
Żeby po latach tylu udanych czarcich zasadzek
Być orginalnym. Konceptu brak mi i na to nic nie poradzę
Rady mi trzeba! Nie po to zło ma piekielne zastępy
Żebym to ja sam wymyślał światu szatańskie podstępy
A główna piekieł zasada to przecie jest demokracja
Bóg jest monarchą, lecz u nas wolą większości jest racja!
Cóż zrobić, żeby Adama raz jeszcze wywiedź na nice?
Wywiedźmy go! Wywiedźmy - zawyły w głos czarownice
Zniszczmy go! Szmaćmy! Szargajmy! - chórem wołały potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
Lecz jak? - brwi zmarszczył Behemot - tak miał na imię woźnica
A wtedy przed szereg wyszła najmniejsza ćwierć latawica
I pokraśniawszy na gębie ze wstydu onieśmielona
poddała pomysł: - Jest nacja, co nieraz do grobu złożona
To niczym trup wilkołaczy, zza grobu się budzi do życia
Szalona, dumna i durna, pierwsza do swarów i picia
W nacji tej ciągle obradza w szaleńców mnogie zastępy
Podatnych jak nikt chyba inny na nasze szatańskie podstepy
I jeśli mogę coś radzić - to rada byłaby taka
Jeśli coś chcemy spsocić, zwariujmy jakiego Polaka
Zanućmy jakiemu Lachowi, co z dala Ojczyzny kołacze
Pieśń, co mu serce poruszy - niech wije się, męczy i płacze
Niech do Ojczyzny powróci, a kiedy Ojczyznę zobaczy
A raczej to co zostało, napotka ten ród łajdaczy
Co mu jak robak ścierwo oblazł ziemię wyśnioną
To rozum mu zaraz opeta jakąś ideą szaloną
A że idee szalone najlepszym podglebiem dla piekła
Zadanie będzie spełnione! - To mówiąc mara uciekła
Ponownie pomiędzy szereg, ten w którym stały potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
- Hm... - zafrasował sie szczerze herszt zwany Behemotem
I usiadł w śniegu, a za nim zaległy w puchu pokotem
Wokół czarciego znaku wszystkie zebrane potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
Siedziałyby może do rana, kiedy by kur je pogonił
Szczęście, że po godzinie ich wódz krwawe oko odsłonił
Wstał i zdjąwszy szubę po łbie się podrapał kudłatym
Tak im obwieścił: - Szatani! Ja dzisiaj jestem też za tym
Żeby nowe zepsucie na trzecie już tysiąclecie
Powierzyć nacji dziwacznej, a nie jak w Pismie - kobiecie
Dlatego radę przyjmuję i poddam pod głosowanie
A jesli mi potakniecie - to biorę na siebie zadanie
Aby po całym świecie poszukać zdatnego Polaka
Durnia i dziwoląga, kpinę narodów, cudaka
Który to plan nasz wypełni w kotle mieszając dziejowym
Nowym szaleństwem i bujdą ludzkości zawróci głowy
- Przez aklamację! Znajdź durnia! - wołać zaczęły potwory
Czarty i latawice, mary, widma, upiory
I rwetes czyniły tak srogi, aż Pan Bóg w niebie usłyszał
I wejrzał na duchy błądzące i uczyniła się cisza
Lecz nic nie powiedział Najwyższy z wyżyn Swojego Tronu
Tylko się lekko uśmiechnął i skinął nie wiedzieć komu
W dole na ziemi błekitnej, co z jego powstała rozkazu
I plan diabelski się zmienił, zmodyfikował od razu
I nic już nie będzie wiadomo, niczego nie wolno już mniemać
Któż plany boskie przewidzi? Mądrego takiego nie ma!
Więc śledźmy meandry historii i nie odgadujmy z góry
Kto wstanie a któren upadnie, kto dotrwa a zdradzi który?
Ten kogo szatan naznaczył poddany będzie niedoli
Lecz tyle dozna cierpienia, ile Przedwieczny dozwoli
Z czarcich zamiarów wyniknie znów coś dobrego dla świata
A skoro Polak gra rolę, przeto przyjrzyjmy się jaka...



Komentarze
Pokaż komentarze (7)