GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
22
BLOG

LOS STEFANA

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 4

Pamiętam jak dziś, poznaliśmy się na studiach, ja byłem na budowlance, a ona na chemii. Już na pierwszej randce zaczęła się pytać: Stefan, czy ty nie uważasz, że powinieneś coś zrobić w życiu? Wyrwać się ponad przeciętność? Mieć wpływ na to co się dzieje w kraju? Ona już proszę panu jako młoda, niewinna dziewczyna dostrzegała, że coś jest nie tak, że jest potrzeba jakiegoś działania. Nawet się panu przyznam, że wtedy się trochę przeląkłem.

Dyplom za pasem, a ona mi jakąś politykę... Zbyłem ją jakoś wtedy i powiedziałem, że najpierw dyplom, a potem się zobaczy. W pół roku później wzięliśmy ślub. Cywilny, bo Magda nie chciała kościelnego, żeby mnie przed dyplomem nie narażać, wie pan, to było wtedy źle widziane. No a parę miesięcy później zrobiłem dyplom.

Żeby pan widział jej oczy, kiedy przyniosłem ten dyplom do domu! Łzy wzruszenia. Miała taką minę, ze ja do końca życia nie zapomnę. Zająłem się robotą; Trasa Łazienkowska, osiedla z wielkiej płyty - setkom tysięcy ludzi zapewniliśmy mieszkania - dworzec centralny, mosty... Co ja będę panu opowiadał! Pan wie, jak Warszawa była zniszczona po wojnie.

Ciągle się nigdzie nie udzielałem. Pracowałem od rana do wieczora na budowie. Nie było czasu. Magda za to tak. Któregoś wieczoru, a to były jeszcze lata siedemdziesiąte, przyniosła do domu bibułę. To się nazywało: “Kultura”, to emigranci wydawali w Paryżu... Od jakiegoś kolegi to przyniosła. Ze studiów. Trochę ją zrugałem, pamiętam, bo jednak była to wielka nieostrożność. Ale sam też z ciekawości zajrzałem. No powiem panu, że nie byłem jakoś specjalnie porażony zawartością tego pisma. Ja mam takie bardziej techniczne spojrzenie na rzeczywistość, a tam było o jakiejś tam literaturze, wie pan, to nie dla mnie. Poza tym, jak walczyć z ustrojem przy pomocy literatury? Myśl techniczna - Karbowski podkreślił dobitnie - to jest wartość, którą można użyć do walki. Ale przecież nie wiersze, powieści...


A z tym zagrożeniem to miałem rację. Nie minął miesiąc, a tego jej kolegę, od którego dostała bibułę aresztowała Milicja. W nocy przyszli podobno. I na Mostowskich. No tak, takie były czasy. “Patrz” mówię do Magdy “i zapamiętaj. To nie są bezpieczne sprawy zwłaszcza jak się ma dzieci. Więcej, Magdusiu” - poprosiłem “mi tego do domu nie przynoś.” Na szczęście posłuchała. Dzieci to jest odpowiedzialność, trzeba byt zapewnić, wychowanie, wykształcenie. A jak zapewnić wykształcenie, jak się ma kłopoty z Milicją?

No jak? - inżynier rozłożył ręce. Bo my... ja panu chyba nie mówiłem? - zapytał, a Kloss pokiwał przecząco głową. - My mamy dwoje dzieci. Magdę i Mareczka. Magda jest starsza, a Mareczek młodszy. Chciałem mieć trójkę, ale - zaśmiał się wstydliwie - Bozia nie dała. Dzieci mam raczej udane. No, ale o dzieciach potem. Najpierw o polityce, jak to Polacy - zaśmiał się głośno. Do osiemdziesiątego roku nic wielkiego się nie działo. Krzyż zasługi, srebrny, drugiej klasy dostałem i order dla budowniczych Polski Ludowej - Karwowski jakby się lekko zawstydził wymawiając nazwę ostatniego odznaczenia. - Aha! Działkę kupiłem żonie, żona zawsze chciała.

W osiemdziesiątym roku - Karbowski nalał sobie wódki i wypił zapominając o Klossie - pierwsze siwe włosy. Przez moją żonę. Co ona wtedy wyprawiała! Ja podejrzewałem ją o to, że ona się lubuje w polityce, że kontestuje rzeczywistosc, ale żeby aż tak się zaangażować! Została wiceprzewodniczącą związku w laboratorium, tam gdzie pracowała, bo - ja już chyba panu mówiłem - żona jest po studiach chemicznych. Całe noce nieprzespane... Pisała, proszę pana, jakieś tam raporty, a wszystko tajne, dla związku, nic nie chciala pokazać.

Regularna konspira, proszę pana, jak za okupacji... Czy pan uwierzy - spojrzał, a w jego oczach pojawił się łzy - że ona była delegatem na pierwszym zjeździe Związku w hali Olivii? Tak, proszę pana. Całe szczęście, że jej w stanie wojennym nie prześladowano! A jej to nawet ten stan wojenny nie złamał. Wszyscy popadli w jakąś apatię, a ona, proszę pana, organizowała podziemne struktury... To kobieta czynu, proszę pana, walki... Czysta romantyczka!

Co innego ja. Ja już w szkole lubiłem pozytywizm. Romantyzm mnie nudził, wiersze - skrzywił się na samo wspomnienie. - Ja zawsze bardziej lubiłem pracę organiczną, blisko gruntu, albo u podstaw - budowanie fundamentów pod bloki. Tak między nami - Karwowski rozejrzał się czujnie - to myślę, że ja jednak tą swoją pracą więcej zdziałałem, niż ona tą swojąkonspiracją. Bo co decyduje o tym, jak teraz ten kraj wygląda? Osiedla, proszę pana, osiedla decydują o kształcie i wyglądzie kraju.

Mosty, elektrownie, szkoły, żłobki i szpitale. Tylko niech jej pan nie mówi... - znowu rozejrzał się wkoło. - Tak się rozglądam, bo ona to ma niezłego nosa! Ja tak żartem oczywiście, czasem do niej mówię: “Z ciebie Magdusiu to byłby niezly James Bond!” Pan jest z Ameryki, prawda? - zapalił się nagle.
- Tak, tak jak mówiłem - skinął głową Kloss.

- A niech pan mi powie - Karwowski nie wiedzieć czemu zniżył głos do szeptu - ten James Bond to postać fikcyjna, czy on rzeczywiście istniał?
- Fikcyjna - powiedział Kloss szybko - całkowicie fikcyjna.
- Tak zresztą sobie myślałem - zmarszczył czoło Karwowski - że to niemożliwe, żeby to była prawda z tym Bondem. Tak go pokazywano, jak by to on sam pokonał komunizm.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Kultura