GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
33
BLOG

ŻYCIE STEFANA

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 5

Wie pan, ludzie to w różne bzdury wierzą. I z tej wiary popadają w różne manie. Szpiegomania na przykład. Najpierw naoglądali się tego Bonda, a potem widzieli samych szpiegów i ubeków wkoło. Gdzie kto widział ubeka za PRLu? Ja tam nie widziałem. Może gdzieś tam w strategicznych dla obronności kraju zakładach były jakieś służby... No wie pan, każde państwo jakie by nie było musi chronić swoje tajemnice. Ale nie wydaje mi się, żeby służby inwigilowały normalnych ludzi! Gruba przesada!

Zresztą - zamyślił się inżynier - gdyby te służby były rzeczywiście tak wszechmocne i wszechobecne, to natychmiast zaaresztowałyby Magdę, moją żonę... Ona była taka nieostrożna. Jakby wogóle nie pamiętała o dzieciach. Bo my mamy dwoje dzieci, nie wiem czy już wspominałem? - zaniepokoił się.
- Wspominał pan - uspokoił go Kloss.
- To dobrze. Dwoje dzieci. Chłopca... no teraz to już mężczuzna! I dziewczynkę. Marka, bo syn ma Marek na imię. I Jagodę. Jagoda Karwowska. Marek - mój syn to na pewno będzie prawnikiem albo politykiem. Strasznie bystry. Oni, to młode pokolenie  ma zupełnie inny start w niepodległej Polsce. Oni nareszcie coś naprawdę mogą... - zawahał się - co nie znaczy, że my nie mogliśmy. No ale oni mają wolność. Marek, proszę pana, to mi strasznie mojego ojca przypomina. I z wyglądu i ze sposobu mówienia. No, ale od mojego ojca to jest o niebo lepiej wykształcony... Gdzie tam mój ojciec do niego... Marek to jeszcze dużo dobrego zrobi w tym kraju... dużo dobrego...

Teraz potrzeba jest takich młodych, dobrze wykształconych ludzi, jak on. Z otwartą głową na świat, ze znajomością języków. Świat to jest proszę pana, konkurencja. A oni się nie boją konkurencji. Odbudują czwartą gospodarkę świata, odbudują.

No i jest jeszcze Jagoda... Miłe dziecko, starsza od Marka, ale ona mnie trochę martwi. Strasznie zamknięta w sobie. Zaczęła tą filologię klasyczną na Uniwersytecie, chociaż ja jej mówiłem: “Jagoda. Co to za zawód? Niepraktyczny. Nic nie wnosi.” Zamknięta w sobie... Niekontaktowa. No - inżynier rozejrzał się, czy nikt nie przysłuchuje się ich rozmowie - powiem panu wprost, ona nie jest tak bystra jak Marek. Strasznie nieżyciowa. To pewnie przez te studia... No i... zupełnie nie zna ludzi. Jakby nic nie rozumiała z tego, co się wkoło dzieje. Nie interesuje jej to. Czasami ja jej coś opowiadam, jakieś poważne sprawy, a ona tak się nagle potrafi roześmiać z głupia frant... Trochę - Karbowski nachylił się do ucha Klossa - niezrównoważona.

Ale - podniósł głos - to też dobre dziecko. Uczynna. Jak się o coś poprosi, to zrobi. W domu, czy na działce. Tylko chłopaka sobie jakoś nie znalazła. A lata lecą... - zafrasował się. - A więc jak pan widzi nie ma pan przed sobą kombatanta - roześmiał się Karwowski głośno. Jeśli chce pan posłuchać o walce z reżimem, polecam moją żonę, Magdę. Gdzie ona się podziewa? - popatrzył na tłum zgromadzonych gości niespokojnie. - Tak, to kobieta czynu! Wallenrod w spódnicy! Ile to ja się, proszę pana, nasłuchałem, że ja nic nie robię, że nie chcę się poświęcić dla narodu! A ja się poświęcałem! Dziesięć godzin dziennie na budowie! I tak przez trzydzieści lat!

Ile to mi naopowiadała! “Jak już nie chcesz walczyć, to przynajmniej weź się za robienie pieniędzy, jak mój brat!” dogadywała mi. Bo mój szwagier - inżynier znów zniżył głos - był badylarzem. On robił kapitalizm, jak pan profesor Balcerowicz to jeszcze nic o kapitalizmie nie słyszał. Wybitny praktyk! No i co? - zapytał. Pieniądze psują związki międzyludzkie! On jest taki bogaty, że słyszeć o nas nie chce. Jakieś dwa lata temu przeniósł się na stałe do Londynu. Do Anglii. Żeby chociaż kartkę napisał... Na telefon go nie stać? Mówię panu, pieniądze psują!

Ja też, nie powiem, zahaczyłem o biznes. Gdyby nie lata to pewnie rozwinąłbym firmę. Ale - machnał lekceważąco ręką - po co mam się zarzynać na starość? No! - zawołał dziarsko - proszę wybaczyć, ale muszę pana zostawić. Muszę poszukać żony. Bardzo miło było pana poznać - potrząsnął dłonią Klossa. - Chyba pana trochę rozczarowałem, prawda? - Jeszcze raz roześmiał siępogodnie. - Ludzie tam na emigracji oczekują mrożących krew w żyłach historii, jakiejś walki, konspiracji, ucisku, obozów, Bóg wie, czego jeszcze. A tutaj, może mi pan wierzyć - położył rękę na sercu - nic się wielkiego nie działo. Codzienność. Żadnych ukrytych tajemnic, sekretów. Szara rzeczywistość wypełniona pracą!

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura