GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
24
BLOG

TRZECI ARTYKUŁ REDAKCYJNY

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 0
Trzeci Artykuł Redakcyjny



Jest, rzecz jasna, dobrym prawem pisarzy widzieć rzeczywistość w krzywym zwierciadle. Nikt tego nie neguje. Zastanawiam się jednak, jaki jest cel wykrzywiania obrazu najbliższej nam przeszłości? Wykpiwania ludzi? Ich postaw? Zwłaszcza, jeśli było się najprawdopodobniej zbyt młodym, żeby tego wszystkiego doświadczyć na własnej skórze. Zwłaszcza, jeśli nie ryzykowało się życiem, albo zdrowiem w walce o sprawiedliwszą Polskę. Dzisiaj jest bardzo łatwo, szczególnie emigracyjnemu, młodemu pisarzowi naigrywać się z tych, którzy całe życie spędzili w PRLu. Cóż z tego, że ktoś żył tak, jak umiał?

Cóż z tego, że pracował na budowie, skończyl studia, założył rodzinę, miał dzieci? Nasza gazeta wywodzi się z tamtego, solidarnościowego etosu. My - większość z nas tworzących zespół redakcyjny - jesteśmy ludźmi demokratycznej opozycji. Ale wcale nie czujemy się uprawnieni do oceny innych. Tak się złożyło, że dane nam było stawać otwarcie i odważnie przeciwko totalitaryzmowi. Ale nie każdy musial czuć się do tego powołanym. Byli wśród nas i tacy, nazwijmy ich: przyjaźnie obojętni, którzy nie podejmowali walki, ale też i nie przeszkadzali w niej. Pracowali w swoich zawodach obalanie systemu pozostawiając innym.

Postać żony inżyniera Karwowskiego - Magdy - jest nam szczególnie bliska. Dziesiątki takich koleżanek przewinęło się przez nasze tajne spotkania, meliny, podziemne drukarnie, latajkące uniwesytety. Nigdy ich nie zapomnimy. Malowanie tej postaci grubym pędzlem słabo skrywanej ironii wydaje nam się niskie. Gdzie bylibyśmy dzisiaj, gdyby nie te wszystkie Magdy Karwowskie? Zwyczajne, a jednak niezwykłe polskie kobiety. Wyemancypowane, pewne siebie i swojej misji. Spędzające czas nie w kruchtach, ale na ulicach. W biegu ze spotkania na spotkanie, słuchające z wypiekami na policzkach wykładów Wacka na tajnych kompletach, przenoszące bibułę. To one zrodziły demokratyczne pańswo! To im możemy zawdzięczać, że nie jesteśmy dzisiaj drugą Białorusią!

Ironia, drogi autorze, sprowadzanie wszystkiego tego co heroiczne do takiej żabiej perspektywy niczego nie daje. Zaciemnia obraz, zamiast cokolwiek tłumaczyć! Cóż takiego chce nam autor o rzeczywistości peerelowskiej nowego i ciekawego powiedzieć? Że była pełna ludzi stojących z boku, którzy wydawali się groteskowi, i pełna walczących i wierzącyh w ideały kobiet, które wydają się groteskowe nie mniej? Podział wcale nie był dychotomiczny! Te dwie postacie są po jedenj stronie barykady! Bo linia podziału przebiega gdzie indziej!

Nie pomiędzy Stefanem Karwowskim i Magdą Karwowską! Nawet nie pomiędzy walczącą Karbowską, a jej ideowymi przeciwnikami z partii. Jedni i drudzy odegrali rolę w przemianach. Poza nimi jednak była ta cała niewyedukowana polska masa. Motłoch w moherkowych czapeczkach trzymany za twarz, dzięki czemu nie pozwalał sobie na antysemickie ekscesy.

Może zamiast przeglądać w swoim cyrkowym, krzywym lustrze ludzi, którzy bądź z sympatią towarzyszyli naszej sprawie, albo walczyli, a nawet tym, którzy się jej sprzeciwiali, przyjrzał by się autor temu całemu rozległemu bagnu większości? Tam może trzeba było by zapuścić sądę? Rozświetlić mroki, które i dzisiaj pozostają mrokami. Myśmy, razem z Karwowską, przy biernym udziale Karwowskiego zmieniali siebie i zmieniali świat. I świat się zmienił. Żyjemy w nowej Polsce. Ale oni - te wszystkie sieroty po PRL-u - nie zmienili się wcale. I dopóki to oni się nie zmienią, nigdy nie staniemy się takim samym państwem, jak państwa Europy. Bez ksenofobii, nietolerancji, zaściankowości i ciemnoty. Mam nadzieję, że wiwisekcję również i tego środowiska przeprowadzi autor wnikliwie.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura