GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
19
BLOG

PODWÓJNE ŻYCIE MAGDY

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 3
2.Podwójne życie Magdy



- Niech pani usiądzie - Kloss, nawet jeśli wypił, nigdy nie zapominał o kindersztubie. Puchata kobieta, do której skierował swoje szarmanckie zaproszenie ukazała mu swój zamyślony profil. Nie był brzydki. Może ten nos... Wystający jakby nadto z pulchnej twarzy, obciągnięty skórą, ostry i węszący... Nos, a wraz z nim cała kobieta wykonała kolejny półobrót stając wprost przed siedzącym Klossem.
- A tak... - powiedziała wciąż lekko zamyślona - dziękuję młody człowieku... Przysiadła powodując dramatyczne skrzypnięcie obciążonej nagle ławy.
- Pozwoli pani, że się przedstawię - Kloss poderwał się i z przyzwyczajenia wygładził poły marynarki, jakby wciąż chodził w mundurze. - Nazywam się Kloss... Hans Kloss...
Kobieta podała mu pulchną dłoń, grzbietem ku górze, domagając się pocałunku. Dłoń pachniała sałatką z pora i śledziami w oleju. Kloss nie zawiódł swoich nieżyjących już rodziców i ucałował dłoń szarmancko starając się trafić w dość duży na szczęście złoty pierścień (złoto, jak wiadomo, ma właściwości bakteriobójcze).
- Magda Karwowska - przedstawiła się sucho.
- To pani jest żoną Stefana? - uśmiechnął się Kloss. - Stefan dużo mi o pani mówił...
- To trzeba go było nie słuchać...
- Proszę?
- Co "proszę", co "proszę"! - była wyraźnie poirytowana. - Stefan dużo mówił, Stefan dużo mówił - przedrzeźniała go wypowiadając słowa przez nos. - Stefan zawsze dużo mówił. A co takiego mówił panu Stefan, że pana to tak ujęło?
- No cóż - Kloss był strasznie zmieszany jej atakiem złości - Mówił, że jest pani wspaniałą towarzyszką życia, zaradną kobietą...

Przerwała mu złowrogo brzmiącym, teatralnym śmiechem.
- Pan nie jest stąd? - zapytała nagle przyglądając mu się bacznie.
- Nie - przyznał Kloss - przyjechałem z Ameryki.
- No proszę - pokręciła głową - z Ameryki. Może tam w Ameryce są wspaniałe towarzyszki życia... Ludzie są bogaci, mają domy, samochody... Chodzą na kolacje do restauracji, do kina. Żadnych przyziemnych problemów...
- No nie - zaprotestował Kloss trzepocząc rękami - tak dobrze to nie jest nawet w Ameryce.
- Nie jest dobrze? - zapytała i znów zaśmiała się teatralnie. - Ty za to wyglądasz mi na dobrze ułożonego chłopca. Jesteś więc dyskretny. Dlatego coś ci opowiem. Zresztą, nawet jakbyś nie był dyskretny i wszystko powtórzył, to i tak nikt by ci nie uwierzył. Posłuchaj prawdziwej historii Magdy Karwowskiej. Kapitan Magdy Karwowskiej.


- Pani jest kapitanem?
- A owszem - skłoniła się pani Magda zadowolona z wrażenia, jakie wywołała. - Teraz... - zastanowił się chwilę - to sama już nie wiem, czy jestem. Ten departament już nie istnieje...
- Mój departament też już nie istnieje - pocieszył ją Kloss.
- Pan też służył w służbach? - zainteresowała się Karbowska.
- To pani też z Abwehry? - zmarszczył brwi Kloss.
- Abwehry? - zdziwiła się dla odmiany Karbowska. - Nie, służyłam w Urzędzie Bezpieczeństwa.
- Brzmi niezbyt bezpiecznie - pokręcił głową Kloss.
- Bo to nie było do końca bezpieczne... chociaż dawało pewną satysfakcję, nie powiem.
- A czy pani rodzina nie obawiała się o panią?
- Nie! - zaprzeczyła Karwowska i roześmiała się tym swoim złym śmiechem. - Moja rodzina nie wiedziała o tym, że pracuję w Urzędzie Bezpieczeństwa.
- No tak, rozumiem - pokiwał głową Kloss - lepiej im było nie mówić... W razie wpadki i tortur lepiej, żeby wiedzieli mniej niż za dużo. Stanowiliby cenny łup dla wroga, gdyby wiedzieli, na przykład, kogo pani inwigiluje.


- Nie bardzo - nie zgodziła się Karbowska - nie wiedzieli, bo to właśnie ich miałam inwigilować przede wszystkim. Rozpoznanie środowiska zaczynałam od własnej rodziny.
- Czy chce mi pani powiedzieć, że... - Kloss rozejrzał się w poszukiwaniu znajomej już sylwetki inżyniera - inżynier jest... był przestępcą?
- Oczywiście - oczy pani Magdy błysnęły złowrogo - że był. Potencjalnym!
- A dzieci?
- Niedaleko pada jabłko od jabłoni.
- Więc też powinny służyć w służbach.
- I służyłyby. - Karbowska spojrzał w kierunku kogoś przy stole. - No... na pewno Mareczek. Bystre dziecko i niegłupie. Gorzej z Jagodą. Safandulstwo, proszę pana, odziedziczyła po ojcu. Niestety, wygląda na to, że i tak nie będą mogły. Ten rozdział jest - póki co - zamknięty.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura