GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
20
BLOG

FUNKCJONARIUSZKA

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 7

- Nic nie rozumiem - westchnął Kloss.
- To ja panu opowiem - Karwowska założyła nogę na nogę - Komuś i tak powinnam, a pan wygląda na tyle durnowato, że pan tego nikomu nie powtórzy, prawda? A nawet - machnęła ręką - jeśliby pan powtórzył, to kto panu uwierzy? Wie pan, co to jest zawiedziona kobieta?
- Nie bardzo - powiedział Kloss, który, zdarzało się, nawalał, ale zawieść nie zawiódł nigdy.


- To jest zła kobieta proszę pana. To jest kobieta wściekła. A ja zostałam srodze zawiedziona. Stefana, tego idiotę, który został na moje nieszczęście moim mężem, poznałam w trakcie studiów. Ja studiowałam chemię, a Stefan był na budowlanym. Nie byłam za dobrą studentką. Lubiłam się zabawić, poszaleć, byłam młoda... Za to Stefan! Przystojny, świetny student, najlepszy na roku... Gdyby chciał pracować w resorcie... Proszę pana! Zrobiłby karierę! Dzisiaj byłby sobie pułkownikiem z emeryturą ponad pięć tysięcy, a ja - pułkownikową!

Ale do tego trzeba mieć charakter. Ja proszę pana byłam głupia. I młoda. Zaufałam mu. Zawsze szukałam mężczyzny, który poniesie mnie na szczyty, ku salonom władzy, ku spokojnej konsumpcji. A kto w Polsce mógł to zapewnić? Oczywiście, tylko funkcjonariusz! I takim go widziałam w swoim zaślepieniu. Zanim się spotkaliśmy po raz pierwszy, kiedy mijałam go na korytarzach politechniki, mówiłam do niego w myślach: “Mój ty mały funkcjonariuszku! Tajniaczku! Ubeczku!” Tak go nazywałam! Drogi panie - spojrzała na niego mrużąc oczy - nawet nie wyobraża pan sobie, jakie niestworzone rzeczy potrafi zobaczyć zakochana kobieta w obiekcie swojego zauroczenia!

Śnił mi się zawsze w mundurze, jak razem z kolegami z resortu palą papierosy i piją wódkę po robocie, a potem - znajdując jakąś wymówkę dla rodziny - idą sobie razem na dziwki, w czasie gdy ja, podobnie jak inne żony, oglądam sobie spokojnie telewizję, albo obieram ziemniaki! Jak ja go ubóstwiałam! I... - Karwowska zamyśliła się - tak... to również moja wina. To ja zaimplementowałam swoje dziewczęce marzenia do rzeczywistości. Idealizowałam go, chciałam go widzieć takim, jak w moich snach. No i... - wyjęła papierosa i włożyła go w usta.

- Niech pan mi przypali, gdzieś... klepała się po kieszeniach bluzki na piersiach - posiałam zapalniczkę.
- Proszę - Kloss wyjął swojego benzynowca i przypalił.
- O! Radziecka - ucieszyła się Karwowska. - Mój ojciec miał taką. Tyle że zrobioną z łuski od pepeszy.
- Niiestety - wyjasnił Kloss ze skruchą - amerykańska. Karwowska machnęła pogardliwie ręką i obejrzała wyjetego z ust papierosa, jakby był zatruty.


- No i - ciągnęła - zamiast poczekać, aż Stefan skończy studia i udowodni, że jest prawdziwym mężczyzną, wyszłam za niego jeszcze, kiedy był na piątym roku. Czy pan wie, że ja rzuciłam szkołę dla niego? Tak, proszę pana, rzuciłam szkołę dla niego. Zamieszkaliśmy razem, gdzieś katem u znajomych, ale ja wierzyłam, że to jest tylko chwilowe, że jak Stefan tylko zrobi magisterium, to od razu wstąpi do służb. Czekałam z utęsknieniem na ten moment, kiedy przyjdzie do tej nory, w której mieszkaliśmy i powie mi z płomieniem w oczach, z tym całym idealizmem wypisanym na twarzy: “pakuj się Magda, dzisiaj jest wielki dzień - wstąpiłem do SB i jestem już funkcjonariuszem. Mamy M3, pralkę, lodówkę i służbową syrenkę”.

I co? - zapytała dramatycznie, a w oczach błysnęły jej łzy. - Przyszedł z tym swoim dyplomem, gdy ja cała drżąca czekałam z utęsknieniem. Kompletnie trzeźwy - Karwowskiej zaczęły trząść się ręce - jak jakaś niedojda, jak jakiś maminsynek. Wie pan, co powiedział?
- Nie - zaryzykował Kloss.
- Mówi do mnie: “Magduś, moja kochana, zostałem inżynierem - będę teraz budował Trasę Łazienkowską”!


- Może to i nie był najlepszy pomysł, żeby tak rozwalać pół miasta - odważył się coś powiedzieć Kloss - ale z drugiej strony, to był kawał roboty!
- No właśnie - w oczach Karwowskiej błysnęła odraza. - Roboty! Cały kraj był pełen roboty i roboli, tego bydła, które robi, bo się boi, albo robi, bo lubi. A on mógł być tym, który mysli, który nic nie robi, bo jest tym, który robić nie musi. Wykonuje swoje zadania: analityczne, kontrolne, nadzorcze. Arystokratyczne! - dodała znajdując po chwili milczenia właściwe określenie. Przez chwilę nic nie mówiła. Wyjęła trzęsącą się ręką papierosa i nerwowo odgasiła go w popielniczce. - Powinnam go wtedy rzucić, starego oszusta, ale nie zrobiłam tego... Zacisnęłam zęby, proszę pana, i powiedziałam sobie: “Dobrze, jeśli ciebie na to nie stać, to w tym związku ja będę mężczyzną. Jesli ty nie potrafisz być funkcjonariuszem, to ja będę funkcjonariuszką!”

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Kultura