GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
33
BLOG

FOBIE JAGODY

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 10

- Nudzę się - wyjaśniła powód swojej prośby. - W tym teatrze jest zawsze mniej więcej tak samo. Nikt nie wypada z roli, zawsze wiem, kiedy i jaką ktoś wygłosi kwestię. Pan wprowadza taki - powiew świeżości. Aktorzy - wskazała czarnym paznokciem na kłębiących się, rozbawionych gości - muszą ze względu na pana obecność poddać swoje zwyczajowe role pewnym modyfikacjom. Bardziej się kontrolować, pilnować, żeby się nie wymsknęło.


- Żeby się co nie wymsknęło?
- Smrodek - odpowiedziała uprzejmie. - Fetorek. Żaden wielki smród - machnęła ręką - smrodek tylko taki. Smrodeniek. Taki swojski, nasz, oswojony. Towarzyski.
- No wie pani! - Kloss czuł się zażenowany i zupełnie nie wiedział, jak zaregować.
- Ale pan jesteś sztywny! - złapała się za czoło. - No nie rób pan takiej przerażonej miny, bo patrzą na nas. Kloss posłusznie przestał robić przrażoną minę i z wielkim wysiłkiem zdobył się na uśmiech.


- Bardzo dobrze - pochwaliła go. - Wie pan, dlaczego pana zaprosili?
- Nie - skłamał Kloss.
- Bo mieli przyszpanować dziesięcioletnim Audi, ale nie wyszło i na szybko postanowili przyszpanować wujkiem z Ameryki. Bo muszą być lepsi.
- Kto musi być lepszy? I od kogo?
- Wszyscy - wyjaśniła - od wszystkich innych. No niech pan na nich spojrzy! Wesele, tak? Młoda para. Serdeczna atmosfera, przyjaciele i rodzina, gorące serca, życzliwość, troska, szczere życzenia. Tak sobie chcielibyśmy to wyobrażać, czyż nie?


- Tak - Kloss wzruszył ramionami podejrzewając, że wizja została zbudowana tylko po to, żeby ją zaraz zburzyć - tak to powinno wyglądać.
- Ale ślubu nie było, prawda?
- Szczerze mówiąc, nie wiem - przyznał się Kloss - samolot był o pierwszej, potem długo czekałem na ten cały motocykl. Jakby nawet był, to bym i tak nie zdążył. Co nie znaczy, że nie chciałbym być. Bywam na mszach... - dodał wyjaśniając swoje stanowisko światopoglądowe.
- Nieważne - przerwała mu cierpko - ślubu nie było, bo nie mogło być. Pan młody ma już żonę. Tak - potwierdziła widząc zdumiony wzrok Klossa. Wczoraj właśnie urodziła mu dziecko.


- To co on tutaj robi?
- Żeni się po raz drugi. Tamta nie była tak atrakcyjna, to po pierwsze. No, z tym zastrzeżeniem, że chodzi o jego, pana młodego, wyobrażenie atrakcyjności. Gdybym to ja była facetem, to z czymś takim - pokazała spiczastą brodą na ubraną w biel niewiastę - przypominającym i zachowującym się jak średniej klasy powiatowa zdzira, bałabym się pokaząc nawet w warzywniaku. Ta pierwsza też nie była księżniczką, to jasne. Normalna dziewczyna. Bez polotu, bez zainteresowań, odbiornik fal telewizyjnych, nic więcej. No - normalna. Wzięli ślub, jak byli bardzo młodzi. I biedni. No, ale pan młody założył sobie firmę. Pośrednictwo w handlu papierem toaletowym, czy coś w tym guście. No i doszedł do wniosku, że wysokie sfery, które w swoim mniemaniu zaczął reprezentować, a według niego wysokie sfery zaczynają się od czterech tysięcy złotych przychodu miesięcznie, wykluczają pokazywanie się w towarzystwie normalnej laski, która trochę tam tyje, zaczyna mieć zmarszczki, celulita, nie jest bezczelna i kurwiowata.


- Jaka...??? - wybałuszył oczy Kloss.
- Kur-wio-wa-ta - przesylabizowała powoli - głuchy pan jesteś? No i napatoczyła się ta... - szukała określenia w swoim słowniku niestandardowych określeń - liszka prostytutka - aż mlasnęła z zadowolenia, że znalazła właściwe - leniwa, tępa szmata bez sumienia, która akurat szukała nowego sponsora na dłużej. No to się dobrali. A teraz jest wesele - powachlowała rękami w rytm muzyki robiąc arcyromantyczną minę - jak na obrazku - kiwnęła głową w stronę zawieszonego na miejscem dla państwa młodych kartonowego, tandetnego zdobienia przedstawiającego dwa gołąbki spięte obrączką.

- A gdzieś tam... - zmieniła ton i mówiła teatralnym szeptem, jakby opowiadała bajkę - leży sobie nieatrakcyjna, olana była-żona, na oddziale położniczym powiatowego szpitala, w pachnącej chlorem pościeli z czerwonymi pięczątkami, przytula sobie swoje wymarzone dziecię i na pewno jest szczęśliwa, że nareszcie wie, kim są obydwoje. Ona i dziecko - ich dwoje miałam na myśli. Nareszcie z oczu spadły jej łuski złudzeń i wie, jak bardzo są nikim. Jakby ich nie było. Nawet niespecjalnie rozpacza, bo taka rozpacz i przerażenie kogoś, kto jest tylko nikim jest nieistotna. I tak nikt na to nie zwróci uwagi. Patrzy więc sobie pustymi oczami w ubżdżony przez muchy sufit i robi to, co umie najlepiej. Nie myśli.

“I przysięgam ci... - znów wpadła w jeden ze swoich naśladowczych sposobów mówienia - “że cię nie opuszczę, aż do śmierci. Aż do śmierci...“ - westchnęła ordynarnie. - Oczywiście pamiętamy o tym, że ta przysięga ma swoje oczywiste i zrozumiałe same przez się, choć niewerbalizowane warunki, od których spełnienia uzależnia swą moc i trwałość. “Po pierwsze: o ile obszar celulitu nie przekrocze siedem coma pięć powierzchi twojej dzisiaj apetycznej cielesnej powłoki, po drugie: o ile twoje przychody pozostaną na dzisiejszym poziomie, przy uwzględnieniu poziomu inflacji i stopy wzrostu zamożności rozdziny, znajomych, bliższych i dalszych sąsiadów.

- Chociaż nie - zamysliła się, a z jej ust zniknął uśmiech. - Ja ich krzywdzę. Przecież obiecują tylko do śmierci... A przecież on - kiwnęła głową w kierunku pana młodego, który z zaróżowionymi polikami i szklistym wzrokiem usiłował tańczyć sambę, choć grali i tak na trzy - i tak już nie żyje. On to już tylko pozór. Wie pan, ludzie potrafią wytwarzać takie pozory, że nawet jak już umrą, to wszystkim się wydaje, że żyją dalej. Nawet ich własne ciało nie zauważa, że powinno już dawno gnić. Ciału też się wydaje, że człowiek żyje. Ale ciało i postronni obserwatorzy mylą się. On już umarł. A skoro umarł, to tak... Jest zwolniony z danego słowa. Tak, właśnie - Jagoda zapaliła się - w dzień zaduszny palenie świec powinnniśmy zaczynać od siebie. Najpierw tym, którzy nie żyją, a wciąż jeszce poruszają się, jedzą i robią kariery, a dopiero potem tym, co do których nie ma już żadnych złudzeń!


- Pani jest strasznie cyniczna - zauważył Kloss wstrząśnięty jednak przedstawionymi kulisami zdarzeń.
- A jaka mam, przepraszam, być? - zaperzyła się topielica. - Romantyczna?
- W pani wieku to niczym nie grozi - oznajmił Kloss tonem pouczającym.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura