Kloss nie zdążył jeszcze ochłonąć po tym wszystkim, co opowiedziała mu Jagoda, kiedy znów znalazł się w towarzystwie.
- Pan pozwoli, że się przysiądę? - zapytała wdzięcznie niewysoka, szczupła, ponad sześćdziesięcioletnia, lecz wciąż wyraźnie żwawa, kobieta.
- Bardzo proszę - Kloss wstał i się przedstawił. - Kloss. Hans Kloss.
- Z zagranicy! - ucieszyła się kobietka - wiem, słyszałam, słyszałam. Ja proszę pana mam na imię Eulalia - podała mu wypielęgnowaną dłoń. - Kobieta bez zajęcia, proszę pana, bezrobotna.
- Bardzo mi przykro - Kloss naprawdę się zmartwił, bo kobiecinka wyglądała na miłą i otwartą osobę.
- A zupełnie niepotrzebnie, proszę pana - zachichotała Eulalia. - Mnie tam wcale nie jest przykro.
- W Ameryce - tłumaczył swoje zachowanie Kloss - bezrobocie to straszne nieszczęście.
- W Ameryce to może i tak - przytaknęła - ale nie tutaj, proszę pana. Tutaj to jest całkiej niezłe rozwiązanie problemów życiowych.
- Nie rozumiem - westchnął Kloss, którego wzdychanie i nie rozumienie zaczynało przyprawiać o ból głowy.
- To nic nie szkodzi. - promieniała Eulalia - ja panu wszystko wytłumaczę. Zacznijmy od od tego: niech pan powie, ile ja mam lat, tak na oko?
- Pięćdziesiąt - ocenił jej wiek Kloss zaniżając ocenę, bo chciał być uprzejmy.
- Bardzo panu dziękuję! - Eulalia wyglądał na naprawdę szczęśliwą - ale nie zgadł pan. Ja mam już dziewięćdziesiąt dwa lata, proszę pana.
- Niesamowite! - Kloss prawie wykrzyknął. - W Ameryce zrobiłaby pani karierę z takim wyglądem!
- Tutaj też robię - machnęła ręką kobietka w podeszłym wieku. - A teraz drugie pytanie: jak pan sądzi, czy ja jestem wykształcona?
- Wnosząc ze sposobu, w jaki się pani wypowiada... to chyba tak?
- Maturę mam? - dopytywała.
- Tak sądzę.
- Zgadł pan. Maturę mam i to przedwojenną, proszę pana. A to była zupełnie inna matura! A poza tym - spuściła skromnie oczy - mam siedemnaście magisteriów, siedem doktoratów i dwie habilitacje. I czterdzieści pięć specjalistycznych kursów zawodowych. Spawanie kesonowe, na przykład. No i... - zastanowiła się chwilę - znajomość siedmiu języków mam potwierdziną odpowiednimi certyfikatami, a sześcioma dalszymi władam, choć nie mogę się pochwalić udokumentowaniem tej znajomości. Teraz uczę się węgierskiego.
- Węgierskiego? - przeraził się Kloss przypominając sobie, jak kiedyś spotkał przedstwiciela tej przesympatycznej nacji i romawiał z nim będąc święcie przekonany, że rozmowa dotyczy lotów kosmicznych, a po godzinie okazało się, iż facet usiłuje się dowiedzieć, gdzie może kupić ręcznik.
- Wegierskiego - pokiwała głową dziarska kobieta. - Bardzo przydatny język, proszę pana. I bardzo przyjemny. Proszę posłuchać: minden jót kívánok! - zawołała gromko.
- To jakim cudem, proszę pani - Kloss popadł w zdumienie - może pani pozostawać bezrobotną będąc jednocześnie tak wykształconą?
- Właśnie dlatego - westchnęła poliglotka. - Jestem, proszę pana, zbyt wykształcona.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)