GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
27
BLOG

RAZ PANEM, RAZ DZIADEM

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 5

No i dobra, miał ten kantor, potem wypożyczalnię kaset video. Kantor też znaczy się. Jedno i drugie miał. A potem, panie - wyciągnął prawą dłoń rozcapierzając palce i zaginał je wskazującym palcem lewej wyliczając - sklep samoobsługowy, stację benzynową i komis samochodowy. Wszystko pierwsze w Aninie. No i wtedy zabili mu żonę. Jadźkę. To już mówiłem, że jej Jadźka było. Wpadli do kantoru, jak ona tam była, trach Jadźkę z kałacha, piniądze, panie, rąbli i tyle ich widzieli.

To wszystko w gazecie, panie, było opisane. Ja mam wycięty cały artykuł z gazety, o tej Jadźce. No wiesz pan, szwagier Stefana się tak aż bardzo nie załamał, bo to tam różnie pomiędzy nimi bywało. Interesy, robota, nie ma czasu na miłość. No, on to zawsze za babami był, prawdę mówiąc, i tak mówili, panie, że tu jedna, tam jedna, wiadomo, nie? No, a to już był dziewięćdziesiąty piąty.

I wtedy razem z synem założyli kasę oszczędzania. To zara po pogrzebie tej Jadźki. A ta kasa to się nazywała... czekaj pan, czekaj, niech se przypomnę... Solidna Kasa... coś tak. Ale czekaj pan - czknął - bo problem to był taki, że to nie oni to wymyslili. To było tak, ja panu powiem. Bo widzisz pan, ten szwagier Stefana, to był prosty chłopak. Na tej wielkiej ekonomice to on się za bardzo nie wyznawał. Jak na początku to wszystko było łatwo, tylko robić i trochę cwanym być, to wiadomo, nie ma problemu. Ale on tej kasy to by tak sam z siebie nie założył.

Bo widzisz pan - facet zapalił się - jak oni go za Jaruzelskiego wsadzili do pierdla to on tam się zetknął z takim jednym z tej Solidarności, co to tam był wyżej niż on. Blisko, panie, Wałęsy nawet. I jak zrobili demokrację, to ten gość, co z nim razem siedzieli ze szwagrem Stefana, to najpierw był w Sejmie, a potem w senacie. Kurde, jak on się nazywał... Ryży taki... Znany... panie, on tam w kółko w telewizji, w radiu. O, wiem! Ptaszynek się nazywał. Senator Ptaszynek. I to on wymyslił te kasy. Ale nie bardzo chciał na siebie, bo to wiesz pan... Senatorowi to może tak nie wypada... I dlatego przyjechał do szwagra Stefana.

Taką zrobili spółkę, ale na gębę, bo tak to wszystko było na papierze na szwagra Stefana. I jego pieniądze. Wszystkie co miał i jeszcze kredyt wziął. A ten Ptaszynek to mu obiecał, że taką specjalną ustawę jakoś wysmażą, o tych kasach i że on ją poprze i tak dalej. Pan się pewnie dziwisz skąd ja to wszystko wiem tak dokładnie? To na końcu panu powiem, bo to jest, panie, numer! A w tych kasach to się rozchodziło o to, że ludzie dawali piniądze, a oni jakoś tam nimi obracali i dawali siedemdziesiąt procent po roku. A w banku tylko dwadzieścia.

No to, panie, ludzie walili drzwiami i oknami. No bo co? Nic nie robisz, a kasa rośnie. Ameryka! No i rzeczywiście, panie. Mojej kuzynki męża siostrzeniec włożył, panie, na tamte pieniądze osiemdziesiąt milionów i po roku mu oddali z procentem. Bo on był jeden z pierwszych. No i co panie? Po półtorej roku afera! Ktoś tam coś nie dostał, coś tego, ludzie zaczęli się w kolejki ustawiać, panie, awantury.

Sprawa się rypła! Bo wiesz pan, ja to tam się też nie znam na tej wyższej ekonomice, ale przecież w telewizji jeden redaktor rozmawiał z tym Ptaszynkiem o tych Kasach i mówił, że to pomysł na biznes roku. Taki redaktor z telewizji to przeważnie się zna na tej wyższej ekonomice, nie? No bo inaczej, to by go nie puścili. Gazety pisały, że szwagier Stefana to geniusz ekonomiczny.

Czyli, że było dobrze, ale jakoś się tam rypło. No i wiesz pan, jak tak dużo ludzi natraciło te piniądze, to wiadomo: prokurator, paragraf, grzebanie się zaczęło... No a ten cały senator to wziął i uciekł z piniędzmi do Izraela i tam se kupił obywatelstwo. Wiesz pan, jak to jest z Żydami - pokazał ręką gest liczenia pieniędzy. - Niby tam występowali o tą ekstra dykcję, ale wisz pan... jak to jest z Żydami. No, a teraz panu powiem skąd ja to wszystko znam w takich szczegółach.

Jadę ja raz sobie do ciotki na Mazury na święta. Idę, panie, na Centralny. No i przyszedłem za wcześnie, bo pociąg był za godzinę. A coś mi się tak herbaty chciało. Mówię panu, przeznaczenie. Idę ja do baru, herbatę zamawiam, płacę... Jeszcze dziewczynie napiwek dałem... i siadam sobie na zydelku, popijam... A tu patrze... dziad taki idzie śmierdzący. Brudny, panie, zarośnięty, z worem, panie, jak za sanacji. I przechodzi koło mnie i tak się spojrzał dziwnie. I tak mnie coś tknęło. Tak jakby, panie, te oczy... Takie znajome jakieś... Wiesz pan kto to był...? - zawiesił dramatycznie głos.


- Pojęcia nie mam - odpowiedział Kloss najuprzejmiej, choć mu się zaczynało od tego wszystkiego kręcić w głowie.
- No to widzisz pan, bo to był właśnie szwagier Stefana. Ten sam - podniósł palec. - Normalnie, panie, dziadem go zrobili. Ten Ptaszynek. Bo wiesz pan, mnie to się tego szwagra Stefana zaraz szkoda zrobiło, bo wiadomo... Tam go nigdzie nie mogłem zaprosić na tym dworcu, no bo wstyd... jeszcze kto zobaczy. Ale mówię mu: to chodż pan wyjdziemy przed dworzec. Zimno panie było jak cholera, ale z drugiej strony myślę: co mi tam, przecież zaraz se pojadę ogrzewanym pociągiem. No i wyszliśmy, tam mu dałem papierosa i kanapkę. Herbaty reszte, co zabrałem w kubku plastykowym. Piniędzy to mu tam żadnych nie dawałem, bo wisz pan, nikomu się nie przelewa, żeby kto miał aż nadto.

No i z dziesięć minut tam z nim porozmawiałem, jak człowiek z człowiekiem, bo potem musiałem iść do pociągu. No i mi opowiedział. O tym Ptaszynku, jak go wyrolował. Bo wszystkie panie piniądze to mieli w tej Kasie na koncie, ale Ptaszynek miał prawo tam pobierać, ile chciał. No i wybrał wszystko i wywiózł do tego Izraela. Temu szwagrowi Stefana to musiałem jeszce jednego papierosa dać, tak mnie prosił. No i widzisz pan - rozłożył ręce - raz jesteś panem, a raz dziadem!

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Kultura