APOTEOZA KLĘSKI
Po zapoznaniu się z historią szwagra Stefana nasunęło mi się kilka refleksji, którymi chciałbym podzielić się ze społeczeństwem. Szwagier Stefana jest w powieści, nad którą pochylam się z taką troską, pewnego rodzaju kluczową postacią. Jest symbolem przemian. Dowiadujemy się z pierwszych rozdziałów, że był jednym z pionierów biznesu. Jest jednym z tych, którzy skorzystali na demokratycznych przemianach i włączyli się w nurt życia gospodarczego.
Dowiadujemy się też, że dane mu było, jak milionom Polaków, odnieść sukces. Na tyle duży, że jako równoprawny obywatel świata zdecydował się na wyjazd z Polski i kontynuowanie kariery poza granicami tego kraju. Wiadomości o tym, gdzie wyjechał, są nieprecyzyjne, ale nie o to przecież chodzi. Wyjechał gdzieś, gdzie można tak jak i tu pracować, dorabiać się i rozwijać, a nie trzeba tkwić w dusznej atmosferze zaścianka, nienawiści i podejrzliwości.
Gdzieś, gdzie małżeństwa gejowskie nie tylko że nie rażą, ale nawet cieszą będąc widocznym dowodem pokonania średniowiecznych zabobonów i przesądów. To normalna droga. Zrozumiała.
A cóż opowiada nam podejrzany jegomość? Chce nam wmówić, że szwagier Stefana skończył jako jeden z bezrobotnych zasiedlających Dworzec Centralny w Warszawie. Jakie to polskie! To przekonanie o tym, że nie może się udać! Ten ciągły pesymizm i skrywana radość, jeśli natrafimy choćby na ślad czyichś niepowodzeń. A jeśli takiego śladu nie da się nigdzie wypatrzeć, to co robi wtedy typowy Polak? On zmyśla! I swoimi zmyśleniami dzieli się z innymi Polakami. Przyjrzyjmy się autorowi tej wstrząsającej opowieści o szwagrze Stefana i zapytajmy: czy jest wiarygodny? Ze stylu narracji wynika, że to człowiek niewykształcony. Jeśli jest niewykształcony, to niewiele rozumie: łączy fakty w irracjonalny sposób i wyciąga z tych połączeń niewłaściwe wnioski.Pomińmy pytanie, czy on rzeczywiście widział, czy nie widział szwagra Stefana na tym dworcu. Nawet jeśli widział i z nim rozmawiał, to o niczym to nie świadczy. Mógł po prostu nic nie zrozumieć. Zestawmy jego świadectwo ze świadectwami innych bohaterów. Trudno byłoby posądzić naszą redakcję o sprzyjanie któremukolwiek z nich. Stefan, Magda, Mareczek i Jagoda. Wszyscy oni mają pewną wiedzę o tym, co stało się ze szwagrem Stefana i pomimo pewnych rozbieżności wszyscy oni potwierdzają fakt życiowego sukcesu swojego, odpowiednio, szwagra, brata i wuja.
Cztery głosy przeciw jednemu! Chyba już wiemy, gdzie może leżeć prawda o szwagrze Stefana. Niestety, większość z czytelników zapewne uwierzy niezbyt trzeźwemu pracownikowi fizycznemu i jego rewelacjom. Trudno. Jaki naród, taka wiara. Do tego narodu pasuje apoteoza klęski. Musimy się z tym pogodzić. Ale pozostaniemy w głębokim przekonaniu, że dopóki tak będzie, nigdy nie ruszymy z miejsca, a przeznaczeniem większości będzie pozostać na mentalnych peryferiach Europy. Ja wiem, że szwagier Stefana jest tym, któremu się powiodło. Niech pan nie zważa, panie szwagrze, na to że pana opluwają. Niech pan wzgardliwym milczeniem zignoruje te pojawiające się spotwarzające pana historyjki. Niech pan się trzyma! Nasza redakcja uznaje pana za bohatera roku i nic tego naszego przekonania nie może zmienić!
Redaktor Naczelny



Komentarze
Pokaż komentarze (4)