GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
78
BLOG

DOCENT GAJNY AD VOCEM

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 6
        Było jeszcze przed dziesiątą, kiedy zaserwowano flaczki. Kloss bełtał machinalnie łyżką w gęstej brei, gdy ktoś delikatnie szturchnął go w ramię. Odwrócił się. Napotkał na wnikliwe spojrzenie nadzwyczaj pomniejszonych oczu wyzierających spoza grubych szkieł okularów.
- Czy my się znamy? - zapytał właściciel spojrzenia, oczu i okularów.
- Nie... - no - zawahał się Kloss przypominając sobie swoje hollywoodzkie role - przynajmniej ja pana nie znam.
- Proponuję nadrobić tę zaległość - cieniutki wąsik natręta poruszył się gwałtownie nad zwiniętymi w ciup usteczkami, czym przywiódł Klossowi na myśl wąsiki królika - docent Gajny. Naukowiec. Twórca unikalnej metody destylacji - wyciągnął szczupłą dłoń o krótkich palcach.
- Hans Kloss - zrewanżował się uściskiem Kloss.
- Kloss, Kloss... - zastanawiał się Gajny przykładając palec do ust - czy w pana rodzinie nie było ludzi nauki?
- Chyba nie - Kloss przypomniał sobie jabłonie rosnące za stodołą dziadka.

- Tak jakoś zapamiętałem to nazwisko z zagranicznych opracowań naukowych. Chyba niemieckich, ale - docent uniósł palec wskazujący nad głowę - mogę się mylić. Czy mógłbym się dosiąść? - zpytał i nie czekając na odpowiedź usiadł na wolnym miejscu obok Klossa. - Na tych weselach tak trudno spotkać kogoś na poziomie... A pan wygląda na człowieka na poziomie... Tak, tak, drogi przyjacielu... Człowieka na poziomie, wykształconego, inteligentnego rozpoznam ze stumetrowej odległości.
- Nieprawdopodobne! - zawołał Kloss wpatrując się w prawie półcentymetrowej grubości szkła okularów.
- A jednak... a jednak... - zapewnił go docent Gajny usmiechając się z wyższością i sympatią - Szanowny pan z rodziny pana młodego, czy panny młodej?
- Nie jestem związany rodzinnie z żadną ze stron - przyznał Kloss uczciwie - jestem... przyjacielem obydwojga.

- Ach, tak - docent Gajny zamyslił się - To wiele tłumaczy. Rzeczywiście, człowiek na poziomie, człowiek inteligentny i wykształcony nie mógłby pochodzić ani z jednego, ani tym bardziej z drugiegio środowiska. Ja również zostałem tu zaproszony z polecenia osoby trzeciej. I przyjąłem zaproszenie, chociaż nie przepadam za tego rodzaju plebejskimi uroczystościami. Ale nie jestem też człowiekiem nieczułym. Doskonale rozumiem, że obecność takich ludzi jak ja i pan nobilituje pozostałych gości i podnosi rangę całej uroczystości. Tak, tak - docent Gajny zdjął okulary i zaczął czyścić zaparowane szkła wyjętą z kieszeni chusteczka... - nobilituje - powtórzył smakując słowo.

- Nasz naród... - zaczął ponownie i założył okulary - jest potwornie, proszę pana, niewykształcony. Nieoczytany. Zaściankowy. To jest naród bez historii...
- Jak to? - Kloss zdumiał się, bo choć polska współczesność wydawała mu się wciąż dziwna i niezrozumiała, to o historii miał wyrobione zdanie.
- Tak, tak - Gajny pokiwał smutno głową - bez historii. Bez europejskiej historii - doprecyzował. - Wszystko wtórne. Nic indywidualnego. Powielanie, przepisywanie i kopiowanie... Weźmy choćby literaturę... No taka Dąbrowska. Oglądał pan?
- Czytałem - przyznał się ostrożnie Kloss.
- Czytał, oglądał, bez znaczenia - Gajny zirytował się lekko. - I jak ona się ma, dajmy na to... do Agathy Christie?
Nijak. Jakieś, proszę pana, wiejskie sagi... Nienowoczesne zupełnie. Nie ma intrygi... Jak już jest denat, to od razu wiadomo kto zabił. Albo choroba, albo starość, albo jakaś wielka armia. A w europejskiej literaturze... Nowoczesność! - zamachał Klossowi palcem przed nosem. - Dynamizm - sięgnął po korniszona i zagryzł - wartka, proszę pana, akcja.
- No tak - westchnął Kloss.

- Albo weźmy malarstwo - ożywił się docent Gajny. - Matejko. Widział pan?
- W albumach - przyznał Kloss z pokorą.
- No - napuszył się Gajny - zawsze lepiej jest studiować oryginały, ale jeśli się nie ma pod ręką... Otóż - ugryzł kolejny kęs trzymanego w dłoni korniszona - Matejko jest za duży. On się nigdzie nie mieści. Za wiele szczegółów... I jak się ogląda z jednego końca, to drugi koniec jest zupełnie niewidoczny. Co innego europejskie malarstwo... Słoneczniki! - wykrzyknął podnosząc korniszona - nieduże i zwarte formalnie. Spójne i dojrzałe intelektualnie.

- A muzyka? - odważył się spytać Kloss czując jak jego mózg ulega porażeniu.
- Co muzyka? Co muzyka? My, proszę pana, nie mamy muzyki. W ogóle. Włączy pan radio. Polskie radio... Może wypijemy po kieliszeczku? - zaproponował znienacka.
- Bardzo proszę - Kloss nalał docentowi Gajnemu, a potem sobie.
- Wypijmy, bo nie nasze! - docent wzniósł toast. Odstawił kieliszek i ciągnął dalej. - Polskie radio! Dużo gadania, mało muzyki!
- Chopin? - wtrącił Kloss, chcąc cokolwiek wtrącić.
- On był Francuzem! - zawołał Gajny. No jak się pisze “Chopin”?
- Chopin - smętnie przyznał Kloss.
- A widzi pan! Francuskie nazwisko. I te wszystkie jego... - szukał w pamięci - marsze, walczyki... Słyszał pan... marsz pogrzebowy?
- Owszem, kilka razy.
- Czy to jest polskie? Oczywiście, że nie. To jest zupełnie niepolskie. Zamyślił się wciąż trzymając nidojedzonego korniszona w dłoni wytwornie wyginając mały palec.
- Albo film... Wajda, albo ten drugi reżyser... Jak mu tam... mniejsza, mniejsza... To i tak wszystko jedno. To jest wszystko bardzo statyczne. Dużo pauz, mało dialogów. Niech pan się przyjrzy europejskiej kinematografii. Westerny, na przykład.
- Westerny są amerykańskie! - zawołał Kloss zadowolony, że przyłapał go na nieścisłości.
- A co to za róznica? - zaperzył się Gajny. - W westernach mówi się po amerykańsku, tak?
- Zazwyczaj - zaczął niepewnie Kloss, ale Gajny mu przerwał.
- A amerykański to jest dialekt angielskiego. A angielski to język europejski, czy nie, drogi panie? W westernie jest odwrotnie niż w polskim filmie... W westernie jest mało pauz, a dużo dialogów.
- To jest kino akcji, nie za wiele się mówi, dużo się strzela - polemizował Kloss nieporadnie.
Gajny spojrzał na niego z politowaniem. - Nie chodzi o to, jak długo się mówi. Chodzi o to, żeby mówić treściwie. A jak już ma być pauza, to się tę pauzę wypełnia strzałem. Nie wolno marnować taśmy filmowej. Na zachodzie to się nic nie marnuje i dlatego kinematografia zachodnia dobrze się sprzedaje. Bo z tej samej ilości taśmy filmowej robi się więcej filmów. Koszty są niższe, wie pan. A nasza... - machnął ręką - cieniutko. My jesteśmy strasznie zaściankowi. Strasznie. Zwłaszcza teraz. W dzisiejszych czasach, za niepodległości.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Kultura