GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
78
BLOG

ZGRYZ KRZYŻOWY

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 10
- Niepodległość zaszkodziła?
- Ależ oczywiście - żachnął się Gajny - bo my byliśmy do niej zupełnie nieprzygotowani. Zresztą, proszę pana, my to nigdy nie byliśmy przygotowani. Polak to najlepiej się sprawdza, jak nim rządzą obcy. Od razu jest porządek. Nie ma tych sporów wszystkich, tego gadania. Wie pan ile jest w Polsce partii politycznych?
- Nie mam pojęcia - przyznał Kloss, który się nieinteresował partiami, bo był zadeklarowanym monarchistą.
- Dwieście? - zastanawiał się Gajny. - Trzysta? Multum!
- Rzeczywiście, dużo.
- A jaki one mają program? - zapytał Gajny patrząc przenikliwie.
- Nie mam pojęcia - Kloss rozłożył bezradnie ręce.
- Taki sam program - wyjaśnił Gajny - mniej więcej taki sam. Wąskie spektrum. I czy nie lepiej byłoby, gdyby zamiast tych wszystkich partii była jedna? Oszczędność, proszę pana, i pełna jasność. I wiadomo, co robić... A tak? - pokręcił głową wyraźnie zdegustowany. - Dużo gadania, mało konkretu. I tylko spory. Tematy zastępcze.
Lustracja, na przykład, słyszał pan?
- Nie bardzo.
- Ja, proszę pana, walczyłem z totalitaryzmem. Nie chwalę się, bo nie ma czym - taki był nakaz chwili i obowiązek. Zawsze byłem przeciw temu wszystkiemu, co w tamtej rzeczywistości było niedobre. I, nie chwaląc się, jakoś tam dołożyłem kamyczek do demokratyzacji. To była nasza droga, droga mojego pokolenia. Konsensus. Negocjacje. Zamknęliśmy przeszłość. Proszę bardzo, narodzie, masz wolność. Na czele stanęły autorytety, intelektualiści, ludzie kultury, tak jak powinno być. I wszytko szłoby dobrze, odgórnie sterowane we właściwym kierunku, gdyby nie to, że jak zwykle obudziły się upiory. Polskie piekło.
Lustracja, proszę pana, lustracja! Jak by to było najważniejsze! Zamiast budować - prześladować. Wtrącać do więzień! Pozbawiać praw! - w głosie Gajnego dało się odczuć histeryczny ton. - Babrać się w przeszłości, dzielić na lepszych i gorszych. A czy pan wie, co to były za czasy? Totalitaryzm? Kto nie wie, kto nie pamięta dobrze, nie powinien w ogóle zabierać głosu. To były represje, blokowanie kariery, proszę pana. Człowek stał przed moralnymi dylematami o wielkiej wadze! I bezpieka, proszę pana, ciągle depcząca nam po piętach... Przesłuchania, więzienie, tortury... I co? Nawet jeśli taki złamany przesłuchaniami człowiek coś tam podpisał... To co? To ma już być skreślony? Że gdzieś tam założono mu jakąś teczkę? A ile jest teczek fałszywych? Wyprodukowanych specjalnie po to, żeby szkalować uczciwych ludzi, jak już się zawali komunizm i przyjdzie demokracja. A już szczególnie ludzi, którzy walczyli z totalitaryzmem. To teraz ma się wykorzystywać te sfabrykowane materiały, żeby kogoś zgnoić, wyrzucić na śmietnik?
Niech pan poleje - Gajny otarł pot z czoła. Kloss spełnił prośbę i wypili. Docent otarł usta wierzchem dłoni i sięgnął po połówkę jajka w majonezie. - Tak - westchnął - wiele lat upłynie, zanim tu się narodzi nowoczesne społeczeństwo. Europejskie - mełł jajko w ustach. - Zanim będziemy jak inne nowoczesne narody. Niemcy, Francuzi, Anglicy... Czy tam się ludzie zajmują lustracją? Smieszne, proszę pana, smieszne... Tematy zastępcze, tematy zastępcze...
Albo wie pan, ta szalejąca klerykalizacja życia w Polsce! No nigdzie tak nie ma w Europie! Zaścianek i parafiańszczyzna! Kler kontroluje wszystkie dziedziny życia. We wszystko się wtrącają... proszę pana... zaglądają ludziom pod kołdry.
- Naprawdę? - zdumiał się Kloss.
- Naprawdę - pokiwał głową Gajny. - Ja tam, wie pan, nie mogę powiedzieć, żebym był niewierzący. Ani tak jakioś specjalnie wierzący. Taki, wie pan, obojętny jestem, jeśli idzie o te sprawy. Bo to jest zresztą wewnętrzna sprawa każdego człowieka i jego sumienia. Ja, wie pan, raczej jestem wierzący, ale religię odrzucam. Księdza do domu po kolędzie nie wpuszczam, wie pan, bo co mi będzie zaglądał pod kołdrę. No i... proszę pana... jak oni łupią ludzi!
Czy pan wie, gdzie my byśmy dzisiaj byli ekonomicznie, gdyby oni nie budowali tych wszystkich kościołów, tylko huty, proszę pana, kopalnie i stocznie? Albo chociaż żłobki i przedszkola! Ja teraz to w ogóle do kościoła nie chodzę. Co innego za totalitaryzmu. Wtedy chodziłem. Co tydzień. Kazań słuchałem, bo były takie... podnoszące na duchu. Wszystko nagrywałem.
- Nagrywał pan? - na twarzy Klossa wykwitło zdumienie.
- Ehm - Gajdy nerwowo przełknał ślinę. - Nagrywałem, żeby sobie w domu raz jeszcze na spokojnie posłuchać. Przemysleć. Wie pan, w tym całym tłumie, to się nie wszystko wychwyci. A teraz - prychnął - w ogóle nie chodzę. Bo ja nie uważam - pukał ręką w blat stołu - żeby kościół to było miejsce do uprawiania polityki! I to jest, proszę pana, poza tym takie... nieeuropejskie.
Powinno się pieniądze społeczne przeznaczać na inne cele. Na ośrodki edukacji i promocji europejskiej, żeby kształcić tę ciemnotę. Zatrudnić urzędników, żeby przybliżali, agitowali, wolontariuszy puścić między te ciemne masy. Niech informują, chodzą po domach... Wszystkiemu winna jest, proszę pana, religia. Opium dla mas. To przez to są wojny. Ja jestem, proszę pana, areligijny. - Docent wypiął dumnie pierś. - Wyznaję racjonalizm. Naukę... I sztukę - dodał po chwili zastanowienia. - Ja, proszę pana, bardzo dużo czytam. Dzisiaj w Polsce to mało kto jeszcze czyta.
Ostatnio czytałem, proszę pana, porywającą, naukową książkę - spojrzał wyczekująco.
- A jaki był tytuł tej książki? - Kloss dokładnie wiedział, jakiego pytania oczekuje jego rozmówca.
- Geneza cywilizacji - wysyczał Gajny Klossowi w ucho.
- To musiało być arcyciekawe! - zapalił się Kloss, bo był zagorzałym cywilizacjonistą.
- Trafne stwierdzenie - pochwalił go Gajny. - W rzeczy samej, drogi panie, to było arcyciekawe. Autor tej książki, słynny jasnowidz Ernst Nester, na stu trzydziestu stronach tłumaczy wszystko. Cały wszechswiat, proszę pana. Naukowo. Ra-cjo-na-lis-ty-cznie - przesylabizował dobitnie, a na policzkach wykwitły mu rumieńce. - On, proszę pana, podaje podstawy!
- I jakież są te podstawy? - zapytał Kloss, którego entuzjazm osłabł.
- Astrologia, teozofia, tarot, i-ching, parapsychologia, numerologia, lewitacja, hipnoza, chiromancja i ortodoncja - wypalił docent Gajny - razem dziesięć. Magiczna liczba.

- Ortodoncja? - skrzywił się Kloss niedowierzająco.
- Ależ tak! - krzyknął Gajny i podniósł palec - przynależność cywilizacyjną każdego człowieka można wyczytać ze zgryzu! Tyłozgryzy, proszę pana, są wsteczne i reakcyje, przodozgryzy postępowe i awangardowe, a zgryzy prawidłowe są leniwe i apatyczne, choć zrównoważone. Ja, proszę pana, wyszczerzył zęby - mam przodozgryz!
- A ja? - zapytał Kloss i równierz się wyszczerzył. Docent Gajny poprawił okulary i przjrzał się z zaciekawieniem. - Zgryz krzyżowy! - wyszeptał z trwogą i pobladł.
- To źle? - Kloss mówił niewyraźnie, bo wciąż się szczerzył.
- To jeszcze zależy, co ma pan w ascendencie - Gajny był wyraźnie podniecony. - Ale to sugeruje podwójną tożsamość i zdolności mediumiczne. Albo chorobę psychiczną. Często boli pana głowa?
- Czasami rano - przyznał Kloss niechętnie.
- No widzi pan! - docent spojrzał triumfalnie. - Radzę panu skorzystać z pomocy różdżkarza i zawsze nosić ze sobą wisior z bursztynem.
- Pan to mówi jako naukowiec? - upewnił się Kloss.
- Oczywiście! - Gajny spojrzał z politowaniem. - Żeby żyć w dzisiejszym świecie, trzeba go naprawdę dobrze rozumieć. No - podniósł się nagle - muszę iść i poudawać zainteresowanie innymi gośćmi. Wie pan - mrugnął teatralnie - oni tego od nas oczekują. Oddalił się szybko, a klos słyszał, jak odchodząc mruczał do siebie: - Niewiarygodne! Zgryz krzyżowy, zgryz krzyżowy!


coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Kultura