GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
35
BLOG

DZIADY

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 3

    Długo nie musiał czekać. W holu znów zbrzmiały odgłosy kroków, na co grający nie zwrócili uwagi pochłonięci zabawą. Kloss wyczuł zbliżającą się zmianę nastroju. Najpierw przypomniały mu się wszystkie zapachy z dzieciństwa, poczuł też, że zrobiło się chłodniej, a powietrze stało się bardziej rześkie. Do pokoju weszła trójka, tym razem, nowych osób. Wchodząc gestykulowali zawzięcie i przekomarzali się.

- A ja ci mówię, duszeńko, że pan mecenas słusznie postąpił postponując księcia nieco, czym mu nosa utarł, a jednocześnie go nie obraził - tłumaczył starszy pan machając wskazującym palcem.
- Tatko zawsze w obronie pana mecenasa staje - ripostował idący za nimi młody człowiek w bermudach i czapce z daszkiem - sprzeciwiając się księciu. A jak mecenas argumentuje księdzu proboszczowi, to tatko dla odmiany wchodzi z proboszczem w alians, a przeciw mecenasowi. Cóż za polityka, niech tatko wybaczy?
- Arcypolska młokosie! - zaśmiał się nazywany tatkiem pod sumiasty wąsem. - Z mieszczaństwem przeciw magnaterii, a z duchowieństwem przeciw nowinkarzom!

- Ojca, Tadeuszu, nie przegadasz - lekko posiwiała matrona w długiej, czarnej i sukni i sięgającyh do łokcia wizytowych rękawiczkach - Jak się tatko na coś zaweźmie, to już tak w tym zawzięciu zostanie. A jak mu będziesz się sprzeciwiał, to go furia dopada - pogroziła starszemu panu palcem.
- Przesadzasz, duszeńko - krygował się pan, nazywany tatkiem.
- Oj nie - westchnęła pani. - O Jezus! - krzyknęła dostrzegając siedzącą na dywanie czwórcę. - Wszelki duch Pana Boga chwali - przeżegnała się. - Henryku! Tu jacyś ludzie siedzą na podłodze! Starszy pan zajrzał za stół. Chwilę patrzył osłupiały. Czwórka grającyh w bierki również zwróciła się ku nim i dwie grupy - stojąca i siedząca - zastygły przyglądając się sobie nawzajem w niemym zdumieniu.

- A co wy tu, gałgany, robicie w salonie? - zawołał wreszcie gromko pan Henryk, kiedy wróciła mu zdolność wołania.
- W bierki se gramy - odpowiedział mu Bufon lekko zmieszany.
- W bierki sobie grają! Czy ty słyszałaś Zofio? - pan Henryk odwrócił się do żony z wyrazem bezradności na twarzy. - Kucharka, parobek, lokaj i pomocnik fryzjera z miasteczka! W bierki! W moim salonie, na moim dywanie, pod moją nieobecność! A kto pozwolił? - Czwórka zerwała się z podłogi. Miny mieli zmieszane, coś przemknęło przez cztery twarze, jakiś cień. Bufon otrząsnął się lekko, jakby mu wróciła utracona świadomość.

- Dopraszam się łaski szanownego pana - ukłonił się po pas. - Myśmy nijakiej tu krzywdy nie chcięli państwu wyrządzić. Tylko chcielimy pokazać temu z miasteczka - wskazał niezgrabnie dłonią na Doktora - jak pańswo mieszkają, bo on nigdy we dworze nie był.
- Moja sukienka, mój kapelusz! - starsza pani przyłożyła do oka binokl i ze zgrozą wpatrywała się w Lalandę.
- Moja koszula! - zawołał przyglądając się Rezydentowi młodzieniec ze zgrozą nie mniejszą.
- Moja panno - pani Zofia odetchnęła głęboko i położyła dłoń na piersi - proszę natychmiast iść do swojego pokoju. Natychmiast. Kapelusz panna odłożysz na miejsce, a suknię wypierzesz, wysuszysz, wyprasujesz i oddasz mi jutro przed południem. A teraz - marsz! - fuknęła gniewnie pokazując palcem na drzwi. - Jutro porozmawiamy! Lalanda zgięła usta w podkówkę, dygnęła i wybiegła ściskając kapelusz w ręku.

- A pan - pan Henryk zwrócił się do Doktora - raczy opuścić nasze towarzystwo i udać się do domu swojego, gdzie pana pryncypał z radością pana powita, a mniemam, że hojnie panu odpłaci. Ja, ze swojej strony nie omieszkam go poinformować o całym tym skandalu.
- Ale... - zaczął Doktor płaczliwie.
- Żadne mi ale - przerwał mu pan Henryk. - Żegnam. Doktor wyszedł sztywno ze spuszczonymi oczami i zgarbionymi plecami. Wyglądał jak zbity piesek. - Ty za to - pan Henryk zwrócił swoje marsowe oblicze ku Rezydentowi - za karę będziesz spał w stajni. Koszulę dasz Lalandzie. Niech i ją wypierze, wyprasuje i odda.
- Dziękuję - skłonił się sztywno młodzieniec. - Ja już w niej i tak chodzić nie zamierzam. Niech bierze.
- Nie jesteś aby za hojny? - zdziwił się pan Henryk.
- Z koszulami, tatku, jak z sukami. Zborsuczonej nikt nie chce. Szczeniaki źle za zającem gonią.
- Tadeusz! - skarcił go matka. - Jak możesz!
- Przepraszam, mamo - młody człowiek zaczerwienił się - tak mnie poniosło. To przez to, że nie cierpię, jak mi się do rodzinnego domu schodzą bez naszej wiedzy te hołociątka i rządzą się, jakby były u siebie. Chłop na wsi, jak by mu się tak pod jego nieobecność w chałupie rządzić zaczęły, to by kija nie żałował. A my, mamo, wrażliwy zanadto tacy jesteśmy...

- Tadeusz ma rację - poparł syna pan Henryk. - Ale dość o tym. Spojrzał w zamyśleniu na Bufona. Podszedł do fotela i usiadł ciężko. - Podejdź no tu, ścierweńku - mruknął w kierunku znieruchomiałego sługi, który trzymając dłonie za plecami wyłamywał nerwowo palce. Usłyszawszy polecenie drgnął i postapił krok w przód. - Bliżej - zażądał pan Henryk lekko podnosząc głos. Bufon posłusznie podszedł jeszcze dwa kroki. Pani Zofia stanęła za fotelem opierając ręce na oparciu, a Tadeusz podszedł do ściany i zdjął wiszącą nad kominkiem karabelę, co wywołało u Bufona nerwowy tik powieki.

- Gadaj mi tu zaraz, co to za zabawy urządzacie w naszym salonie pod naszą nieobecność? - zapytał Bufona groźnie poa Henryk unosząc krzaczaste brwi.
- Bo mu tu... - zaczął Bufon nieporadnie - jak państwo gdzie w odwiedzinach, albo w teatrze, to się bawimy... w Polskę...
- W Polskę, hę? - brwi pana Henrykego uniosły się jeszcze wyżej.
- W Polskę - potwierdził Bufon speszony.
- A cóż ty wiedzieć o Polsce możesz? - wzruszyła ramionami pani Zofia.
- Ano, proszę szanownej pani, w wolnych chwilach to ja książki pana Henrykego oglądałem. Ale zaraz odkładałem na miejsce - dodał szybko.
- Coś mi ty tu, ścierweńku, masz tych wolnych chwil za dużo - nastroszył się pan Henryk. - No, ale mniejsza. I cóż wy tam robicie w tej waszej wymyślonej Polsce? - Bufon drgnął jakby go co siekło i zaczął się wić, jak na jakich mękach, jakby go kto żywcem przypalał.
- No gadaj że! - zniecierpliwił się pan Henryk.
- No... - zająknął się Bufon - sprawujemy rządy, dopraszam się łaski szanownego pana...
- A! - pan Henryk pokiwał głową w zadumie - rządy... To niełatwa zabawa. - Spojrzał w górę szukając wzroku żony i mrugnął do niej szelmowsko, na co dama zareagowała gniewnym fuknięciem. - No to powiedz mi, ścierweńku, jak wy sobie wyobrażacie tę Polskę i te rządy w niej? Bufon wbił oczy w dywan, chwilę się zastanawiał, czy nie kluczyć i nie kręcić, jak to miał w zwyczaju, ale nagle odetchnął głęboko i postanowił powiedzieć, co wymyślił.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Kultura