GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
56
BLOG

JAN KŁOS

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 0

Jak tylko skończył mówić, to stało się coś dziwnego. Ściana pokoju za plecami inspektora rozsunęła się ukazując czarną czeluść, z której wyszedł impertynencko wyglądający młody facet w białej koszuli, czarnych spodniach i lakierkach. Podszedł nonszalancko do biurka i przysiadł na nim wpatrując się gdzieś w przeciwległy kąt pomieszczenia tuż nad głową zdumionego Klossa.


- Szanowni Państwo - zaczął jakby prowadził jakąś konferansjerkę. - Dokładnie za dziesięć sekund dowiemy się, kto wygrał naszą zabawę. Tylko dziesieć sekund podczas których mogą państwo przesyłać nam swoje esemes'y typując zwycięzcę. Dziesięć sekund... - zawiesił głos - i dowiemy się, kto otrzyma dom, samochód, prawo do egzotycznej wycieczki i siedemnaście hektolitrów wody mineralnej Twój Zdrój. Uwaga! - krzyknął i wstał spoglądając na zegarek. - Dziesięć, dziewięć, osiem, siedem, sześć, pięć, cztery, trzy, dwa... jeden! - Wskoczył na blat biurka, czym nie wywołał żadnej reakcji inspektora, co jakoś tak szczególnie przeraziło Klossa.

- Uwaga! - zawołał młody impertynent raz jeszcze a potem wybuchnął potokiem słów, jak sprawozdawca sportowy - Oj będzie się działo, będzie się działo! Nasz ośrodek obliczeniowy uzbrojony w najnowszej generacji komputery firmy IQ właśnie kończy obliczenia... Jest! Jest! - Kloss dopiero teraz zauważył, że facet ma coś w rodzaju uzdy łączącej mikrofon i słuchaweczkę - Panie i panowie... The winner is... - Zeskoczył i podbiegł do Klossa - Tak, właśnie, JAN KŁOS!


Kloss chciał sprostować i zaprotestować przeciwko bezceremonialnemu przekręceniu jego nazwiska i już otworzył usta, ale nic nie powiedział, bo to, co zobaczył sprawiło, że mocno zakręciło mu się w głowie. Ściana za biurkiem rozsunęła się całkowicie, a w ślad za nią poszły pozostałe ściany i sufit. Nie znajdowali się już na posterunku, ale pośrodku jakiejś olbrzymiej komnaty podobnej tej, którą Kloss zapamiętał z Kancelarii Rzeszy. Wybuchnęły reflektory oślepiając go do szczętu, a w koło wybuchła wrzawa. - Jan Kłos! Jan Kłos! - skandowało tysiące gardeł otaczającej ich widowni.
- A więc jednak! A więc jednak! - młodzian objął Klossa czule ramieniem. - Stary! To jest prawda, to jest prawda... Wygrałeś i twoje życie już nie będzie takie samo. Po latach bycia nikim, będziesz kimś!


- Proszę o ciszę, proszę o ciszę - prowadzący ten niezrozumiały wciąż dla Klossa mityng podniósł ręce w górę i wrzawa ucichła w jednej chwili. - Przypomnijmy, jak to się zaczęło...
Jakieś trzy metry nad sceną rozjarzył się olbrzymi telebim. Po serii wyjątkowo upadlających reklam ekran przygasł i rozpalił się na nowo prezentując uśmiechniętą twarz konferansjera.
- Tak, to ja - oznajmił konferansjer z ekranu i mrugnął okiem, czym do reszty rozwiał nadzieje Klossa, że być może ze szklanego ekranu powie coś sensownego. Arogant stał przed jakimiś nędznymi drzwiami z dykty umieszczonymi obok kilku podobnych drzwi. Sugerowało to istnienie jakiegoś bloku lub wielkomiejskiego wieżowca.
- Jesteśmy drodzy państwo - teatralnym, obrzydliwie miękkim szeptem zaczął konferansjer - przed drzwiami domu państwa Kłosów. Ciekawe, czy spodziewają się mojej wizyty? Kamera pokazała zbliżenie palca naciskającego dzwonek. Potem nastąpiło cięcie i akcja przeniosła się do wnetrza pomieszczenia. Z olbrzymim zdumieniem i niedowierzaniem, w tandetnym wnętrzu Kloss odnalazł siebie. A raczej - jak mu się wydawało - marną kopię siebie samego. Kopia siedział na kanapie i wyglądała na strasznie onieśmieloną.


- Czy spodziewał się nas pan, panie Kłos? - usiłował przebić się przez mur onieśmielenia konferansjer.
- Nie, zupełnie nie...
- Oczywiście, że się spodziewał - żeński, podenerwowany głos doszedł spoza kadru.
- Tak - ekranowy Kłos spuścił głowę - Tak, własnie, spodziewałem się.


- Proszę nam coś o sobie opowiedzieć - zażądał prowadzący. - Czym się pan zajmuje?
- Skończyłem technikum meblarskie... - rozpoczął Kłos nieporadnie. - W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym. Z wyróznieniem!
- Ach to wspaniale! - zawołał konferansjer prezentując szeroki uśmiech i znów - w sposób zupełnie niestosowny - mrugając do kamery.
- Czy mam rozumieć, że wykonuje pan zawód stolarza albo projektanta wnetrz?
- Nie... - Kłos spuścił głowę. - Potem poszedłem na studia socjologiczne...
- Czyli... - wrzasnął konferansjer gromko - mamy tutaj polskiego inteligenta! - Jaki był temat pańskiej pracy magisterskiej?
- No więc... - Kłos najpierw zbladł, a potem się zaczerwienił - do pracy magisterskiej to w ogóle nie doszło. Wylali mnie po pierwszym semestrze...
- Mhm - prowadzący wywiad nie tracił dobrego humoru i znów mrugnał do kamery, a ogladający wszystko Kloss doszedł do wniosku, że to musi być jakiś nerwowy tik. - Widzę tu jednak książki na pana regale - oko kamery omiotło typowy segment wykonany z płyty wiórowej, na którym, obok telewizora, kilku wazonów i czerwonego słonia z porcelitu stało kilka opasłych tomów.
- No tak - przyznał nieszczęsny Kłos znowu czerwieniejąc. - Czytuję czasami encyklopedie i książki o wojnie.
- Interesuje się pan batalistyką? - w głosie prezentera dawało się wyczuć sztuczną i wystudiowaną ekscytację.
- No... nie - zaprzeczył Kłos. - O drugiej wojnie lubię. Jest taka książka “Wszyscy ludzie Hitlera”. To ją czytałem. Bardzo ciekawa. Jest tam rozdział o tym... no... Bormannie. I o Goeringu... - ilość wypowiedzianych słów zadziwiła wszystkich, nawet prowadzącego.
- Toż to poważne studia historyczne!
- I mnie się wydaje - kontynuował dziwnie podniecony Kłos - że z tą wojną to było zupełnie inaczej niż w tych wszystkich serialach.
- Ogląda pan seriale? - ucieszył się konferansjer. - A czy ogląda pan powtórki w naszej stacji telewizyjnej HGN?
- Powtórki też - przyznał Kłos, którego zapał, po chwilowym uniesieniu, opadł.
- Polskie seriale lubię - wydusił jeszcze. - “Stawkę większą niż życie”, “Czterech pancernych” i “Czterdziestolatka”...
- Dobrze, dobrze - przerwał mu wyliczankę konferansjer - Co skłoniło pana do wystartowania w naszej zabawie?
- Żona - przyznał smutno Kłos i spojrzał lękliwie poza kadr.
- Jasne, a czy ma pan dzieci?
- Mam - przytaknął pan Kłos i oczy mu się zaszkliły. - Synka. Siedem lat ma synek. Własnie poszedł się bawić z dzieckiem sąsiadów. Karolkiem. Oni się zawsze razem bawią. Sąsiedzi to nawet mówią, że oni podobni jak dwie krople wody... To pewnie od tego, wie pan, że oni tyle czasu razem...
- Dziękuję, panie Kłos, dziękuję - twarz prowadzącego ponownie wypełniła cały kadr.


- Sami państwo widzicie... Kim jest pan Kłos? Nikim, proszę państwa, nikim. Produkt komunizmu wrzucony w kapitalistyczną rzeczywistość. Niedojda życiowa do której uśmiechnęło się szczęście. Ma szansę zaistnieć i zostać gwiazdą. - Zaprezentował trzymaną w palcach małą niebieską pastylkę.
- Przypomnę państwu zasady naszego show - w jego głosie dało się odczuć narastające emocje. - Każdy z uczestników wyraża zgodę na przyjęcie tej oto tabletki. To wynaleziona przez Instytut Neuroz i Psychoz tabletka powodująca całkowite wymazanie tożsamości. Nasi bohaterowie, którzy wyrażą zgodę na taki zbieg zostaną porzuceni gdzieś w Polsce, w nieznanym sobie miejscu, a ich przygody obserwować będzie nasza kamera. Codziennie, na żywo będziecie mogli oglądać państwo, co się z nimi dzieje. Specjalnie dla państwa uruchomiony zostanie serwis internetowy, gdzie, minuta po minucie, relacjonowane będą ich poczynania. A państwo możecie głosować na swojego ulubieńca w systemie audio-tele. Wysyłając esemesa, albo dzwoniąc pod numer 0-700 666 666. Koszt połaczenia to jedyne siedem pięćdziesiąt netto! - Podkreślił gestem niezwykłą atrakcyjnosć oferty.


Znikł z ekranu telebima, na którym w przyspieszonym tempie ukazały się migawki losów pana Kłosa z amputowaną tożsamością. Ławka, na której spał smacznie. Policjanci. Przesłuchanie na policyjnej komendzie. A u dołu ekranu wyświetlały się cyfry pokazujące przyrost oddanych w systemie audio-tele głosów. Wreszcie ekran przygasł.
- To była pańska droga do sławy i pieniędzy - wysoce usatysfakcjonowany konferansjer uśmiechnął się do Klossa, a potem do widowni. Sala znów wybuchła aplauzem.
- To już za panem. Pora powrócić do rzeczywistości. To - wyciągnął coś z kieszeni - antidotum na działanie niebieskiej tabletki. Podniósł maleńki przedmiot do góry. - Jest tak malutka, że nie wiem, czy nasze kamery będą potrafiły wykonać odpowiednie zbliżenie. Ale jest to, musicie mi drodzy telewidzowie zufać, biała tabletka. Ta drobinka spowoduje, że pan Kłoss na powrót odzyska swoją utraconą tożsamość. Znów znajdzie się w naszym świecie. W Polsce. Znów przypomni sobie rzeczy najwazniejsze. Imię, nazwisko, NIP i pesel. To wszystko, bez czego nie można normalnie funkcjonować w nowoczesnym społeczeństwie. Przypomni sobie swoją rodzinę, znajomych, przyjaciół...


- A więc - impertynent podszedł do Klossa - biała tabletka i odzyska pan swoją utraconą tożsamość... - Klos wyciągnął rękę po podobną do guzika pastylkę. Ujął ją w dwa palce - kciuk i palec wskazujący - i tak trzymając podniósł na wysokość twarzy.
- Mówi pan - zaczął wpatrując się w nią intensywnie - że wystarczy mlasnąć i już nigdy więcej nie będę Hansem Klossem? Że wszystko to, co składa się na moją pamięć to wytwór mojego porażonego toksynami mózgu?


- Ależ proszę pana... - przerwał mu szybko konferansjer. - Wymazanie pańskiej tożsamości jest odwracalne, a poza tym odbyło się zgodnie z polskim prawem i regulaminem naszej zabawy. Pan sam wyraził na wszystko zgodę. Panie mecenasie - zwrócił się do miło wyglądającego starszego pana siedzącemu za ławą tuż przed rzędami przeznaczonymi dla publiczności. - Pan mecenas Alfred Leksowicz -Rozdłubiński! - przedstawił go publiczności, a ta posłała prawniczej sławie kaskadę rzęsistych oklasków. Pan mecenas wstał i ukłonił się elegancko.


- W samej rzeczy - zaczął powoli, dostojnie i przez nos - proces utraty tożsamości został przeprowadzony zgodnie z polskim prawem i regulaminem zabawy. Osoba poddana zabiegowi znała skutki działania podanego jej specyfiku i godziła się na ich wystąpienie, w celu uzyskania korzyści majątkowej. Zgoda pana Kłosa, podobnie jak zgody pozostałych uczestników, została sporządzona w naszej kancelarii, w formie aktu notarialnego. Nie ma tutaj żadnych wątpliwości natury prawnej - podsumował autorytatywnie.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura