GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE
37
BLOG

JEDYNY TAKI WYBÓR

GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE GREAT ROCK'N'ROLL SWINDLE Kultura Obserwuj notkę 6

- Właśnie! - zawołał uszczęsliwiony konferansjer wzbudzając nową burzę oklasków, gwizdów i zachwytów.
- To nieistotne - Kloss machnął ręką. - W każdym razie ja, jako Hans Kloss, nigdy nie zgodziłbym się na podobne duperele... Na cały ten program, ten show... Mam za dużo godności... Jestem wszak oficerem... A już na pewno nie zgodziłbym się na zrobienie czegoś takiego dla pieniędzy! To przecież obrzydliwe! Pan mówi - zwrócił się do konferansjera - że ktoś, kto nazywa się Jan Kłos tak właśnie postąpił. Wobec tego nie chcę mieć z tym panem nic wspólnego. Pan mówi - kontynuował - że wszystkie moje wspomnienia, uczucia, przeżycia, uniesienia, strachy, zachwyty i trwogi były dziełem mojej wyobraźni, dlatego proponuje mi pan ich wymazanie i zastąpienie, jak pan to nazywa, prawdziwymi wspomnieniami z prawdziwego świata. To jest jakaś oferta... Ale w życiu nie należy postępować pochopnie. - Kloss podszedł do barierki oddzielającej scenę od pierwszych rzędów widowni.


- Przyjrzyjmy się temu towarowi bliżej - zmrużył oczy w wąskie szparki. - Ten wasz świat zaludniają jakieś półgłówki godzące się na uczestniczenie w takich jak ten ponurych spektaklach, podczas których, jak rozumiem, proponuje się ludziom wyrzuconym na margines i pozbawionym wszelkiej nadziei - upodlenie za ułudę powrotu na społeczne szczyty. Dzięki czemu? Dzięki temu, że otrzymają pewną ilość dóbr, które uznajecie za godne pożądania i nobilitujące, tak jakby posiadanie czegokolwiek mogło nobilitować samo z siebie. Podobno jesteście wolnymi ludźmi i żyjecie w wolnym kraju. To dlaczego wszyscy, razem ze świniami i krowami oznaczeni zostaliści jakimiś numerami, bez których nie możecie dokonać najprostszych czynności? Podobno to ja straciłem pamięć... A gdzież podziała się wasza? Dlaczego nie chcecie pamiętać, kto mordował, a kto był mordowany, kto walczył, a kto tchórzył, kto się złajdaczył, a kto pozostał wierny? Mam zamienić swoją wspaniałą pamięć - choćby nawet rzeczywiście była urojona - na te wasze nędzne strzępki? Celuloidowe oszukaństwa?

- Na widowni rozległ się rwetes. Jakaś kobieta o włosach ufarbowanych na rudo wstała i zaczęłą wymachiwać z furią torebką ciągnąc niemiłosiernie za rękę przetraszonego dzieciaka o odstających przeraźliwie uszach.
- Ty idioto! - darła się - Nieudaczniku! Żryj tę tabletkę w jednej chwili! Bierz dom i samochód! Czternaście lat straciłam przez ciebie! I co mam? Starą lodówkę? Starą pralkę? Robot kuchenny nie działa i kran przecieka! - wrzasnęłą z jeszcze większą furią. - Inni się dorobili, pracują w firmach, albo swoje pozakładali! A ty co?
Ludzie zaczęli śmiać się, klaskać i pohukiwać. (Za taki ubaw warto było wydać pięć dych na bilety, oj warto!)*
- Przepraszam pana bardzo - Kloss nachylił się do ucha konferansjera - To obrzydliwe babsko... kto to do diabła jest?
- Aaaa! - niemalże zawył konferansjer zwijając się w nagłym paroksyzmie naturalnego, albo świetnie odegranego napadu śmiechu. - Kim jest to obrzydliwe babsko? - wyryczał do umocowanego tuż przy ustach mikrofonu wzbudzając kolejną salwę głośnego rechotu na widowni. - To pańska - przerwał, żeby nabrać powietrza - żona. Krycha Kłos z dzieciątkiem!
- Moja... żona...? - nie mógł uwierzyć Kloss. - Moje dziecko?
- Gówno tam twoje! - zawołała Krycha nie panując nad sobą - nawet dziecko sąsiad musiał zrobić!
- No ładnie, ładnie - z udanym zakłopotaniem złapał się za głowę konferansjer. - Myślę, że po tym wyznaniu zostanie pani na pewno bohaterką innego show produkowanego dla naszej stacji: “Wzruszająych wyznań” prowadzonych przez naszą koleżankę Paulinę Prawdor. - Podniósł palec - już jutro o dwudziestej trzydzieści, bądźcie z nami!


- No jeśli tak - stwierdził Kloss zupełnie niezmartwiony - to jest to kolejny argument ułatwiający podjęcie decyzji. - Zbliżył wciąż trzymaną tabletkę do oczu.
- Kloss, którego podobno nigdy nie było, czy Kłos, który podobno naprawdę istnieje? - zapytał głośno. - Inez, która zostanie już tylko wspomnieniem, czy realna Krycha z dzieciątkiem sąsiada? Zjeść, czy nie zjeść? Opuścił głowę, jakby się namyślając. Trwał tak nieruchomo długie sekundy, aż wreszcie podniósł wzrok. W niebieskich oczach lśniły łobuzersko wesołe iskierki. - Tylko udawałem, że się zastanawiam... Przecież nie ma nad czym! - Uśmiechnął się trochę melancholijnie. - A tabletkę - podniósł ją do góry - sami sobie zjedzcie! - Cisnął pastylką w gęsty tłum.


- Oooo! - zaszemrała gawiedź wyraźnie podekscytowana. Zapadła cisza. Wszyscy znieruchomieli. Ponad gęsty tłum głów wystawało jedynie dużych rozmiarów ciało Krychy. No i dzieciaka, który nie przestawał się chaotycznie szamotać usiłując wydostać się z matczynych objęć. Wszycy potrzyli w oczekiwaniu na konferansjera.


- No tak - prowadzący spektakl nie tracił rezonu - Mamy tu problem. - Przysiadł na biurku.
- Jesteśmy świadkami niespodziewanego zwrotu akcji. Nieprzewidywalne... - umilkł na chwilę - to jest właśnie to, co może zdarzyć się w naszym programie! - zakończył skandując dobitnie. - Panie mecenasie - podszedł ponownie do prawnika. - Co przewiduje regulamin w takiej sytuacji?


- No cóż - prawnik nastroszył brwi - regulamin nie przewiduje takiej sytuacji - niemniej - podniósł palec, czym uciszył narastający pomruk niezadowolenia widzów - możemy zawsze odwołać się do przepisów ogólnych. Z tego, co wiemy o specyfiku, który pan Kłos zjadł z własnej woli chcąc uzyskac korzyść majatkową w postaci głównej wygranej w naszym programie, pan Kloss jest w chwili obecnej osobą niepoczytalną. Oczywiście faktycznie, a nie formalnie. Z punktu widzenia prawa, dopóki nie zostanie pozbawiony zdolności do czynności prawnych może więc przyjąć, bądź odrzucić przyjęcie wygranej. Ubezwłasnowolnienie pana Kłosa - odwrócił się do ciągle stojącej pani Kłos - nie powinno napotkać na żadne trudności. Cała wygrana przypadłaby pani Kłos, jako opiekunowi prawnemu pana Kłosa. Rzecz jasna, jeśli pani Kłos wystąpi z takim wnioskiem. Zapewniam panią jednak, że nasza kancelaria z prawdziwą przyjemnością pomoże pani w przeprowadzeniu ubezwłasnowolnienia. Myślę, że lepiej będzie jeśli pan Kłos, przez wzgląd na jego obecny stan znajdzie się jak najszybciej w zamkniętym zakładzie opieki zdrowotnej, gdzie będzie można zapewnić mu fachową pomoc. Niemniej, po raz kolejny już dzisiaj, wszystko w rękach pana Kłosa.


Zrobiło się cicho jak makiem zasiał.
- Zawszę cię kochałam, Jasiu - rozległo się wśród tej ciszy. Pani Kłos wycierała oczy wyjętą z torebki chusteczką. - Popatrz na nasze dziecko. Biedny Fabianek! On zawsze taki dumny z ojca! Fabianek! - szarpnęła dzieciaka - pomachaj ojcu! - Fabianek grzecznie pomachał i uśmiechnął się pokazując szczerby.
- A o co teraz chodzi? - wzruszył ramionami Kloss. - Aaaa! - pacnął się w czoło - chodzi o dom, automobil, wycieczkę egzotyczną i sznapsa?
- Siedemnaście hektolitrów wody mineralnej “Twój Zdrój” - sprostował konferansjer. - Czy zgodzi się pan przyjąć nagrodę mając świadomość, że faktycznie przypadnie ona pana żonie, w świetle faktu, że zdecydował się pan pozostać niepoczytalny?
- Mówimy o tej rudej? - wolał upewnić się Kloss.
- W rzeczy samej - potaknął prowadzący - o pani Kłos.
- A niech tam sobie ma - Kloss machnął lekceważąco ręką. - W czym jej to niby miałoby pomóc?
- Przyjmuje pan wygraną? - konferansjer zgiął rękę pokazując pięść i przykucnął.
- Niech wam będzie - prychnął Kloss. - A pani - spojrzał ciężko na kobietę, która mieniła się być jego połowicą - niech się lepiej zmieni, bo pójdzie pani do piekła...
Ruda zagryzła dolną wargę, lecz nic nie odpowiedziała, bo zajęta była pilnym wysłuchiwaniem tego, co szeptał jej do ucha młody prawnik z kancelarii mecenasa Leksowicza, który przecisnął się do niej wysłany przez swojego szefa i wtajemniczał ją w procedury sądowe ubezwłasnowolnienia i czekający w następnej kolejności proces rozwodowy, który wspólnie zamierzali przeprowadzić.


- Jest! Jest! Jest! - wrzasnął na cały głos konferansjer poruszając pięścią w dół i w górę na wysokości piersi a potem podskakując najwyżej jak potrafił.
- I tak oto, proszę państwa, nasza szalona zabawa dobiegła końca! - wołał, a w koło kłębił się tłum podnieconych wybrańców. - Już, już są - wskazał na dwu ludzi w białych kitlach. - To wezwane pogotowie ratunkowe, które zajmie się panem Kłosem jak tylko pan Kłos podpisze stosowne dokumenty. Dzisiejszą noc spędzi pan Kłos w swoim nowym domu otoczony fachową pomocą i opieką! A ja żegnam państwa i zapraszam na nasze kolejne spotkanie, już za miesiąc, kiedy to odbędzie się kolejna runda zmagań w naszym programie “Zapomnieć wszystko, aby wszystko wygrać.” Kocham was! - rozłożył ręce. - A wy kochajcie mnie! Bądźcie z nami, bądźcie z nami! Zaczął rytmicznie uderzać w dłonie i wkrótce sala trzęsłą się od oklasków, przytupów i skandowania.

coraz weselszy

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Kultura