95 obserwujących
826 notek
1076k odsłon
  962   0

Doktor Grünstein wprowadza JOW-y

 

Niestety „Przygody Dzielnego Wojaka Szwejka” nie są na terytorium Rzeczypospolitej lekturą obowiązkową wypada więc przedstawić kim jest doktor Grünstein. Otóż jest to lekarz wojskowy Cesarsko – Królewskiej Armii, który w swojej praktyce lekarskiej uznaje jeden tylko środek leczniczy dla żołnierzy – lewatywę (klistyr) i uważa, że żołnierze chorują tylko na jedną chorobę – symulanctwo. Tutaj stosowny materiał poglądowy działalności Pana Doktora z najlepszej filmowej adaptacji Szwejka: http://www.youtube.com/watch?v=0lp_6nLf_AE&feature=related
 
Ilekroć pod jakąkolwiek moją notką wpisują się zwolennicy Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, podług których wprowadzenie JOW-ów zlikwiduje wszelkie niedoskonałości naszej demokracji – tylekroć zawsze przypominam postać doktora Grünsteina i jego jedynej recepty medycznej – lewatywy. Mam wrażenie, że zwolennicy JOWów przenikają do każdej dyskusji i czekają tylko na jakiś moment, na jakąś szczelinę w dyskusji, w którą można wcisnąć zdanie „dlatego właśnie trzeba wprowadzić JOW”. Rozmawiamy sobie o sprawach odległych od systemu wyborczego, a tu właśnie słyszymy głos – „trzeba wprowadzić JOW”.
 
A czy aby na pewno JOW-y rozwiążą nasze problemy i czy obecne problemy Polski są schowane tylko w ustroju wyborczym? Może argumentację przeprowadźmy trochę bocznym torem.
 
Kilka lat temu prześladował mnie np. taki pomysł, że oto wprowadźmy wzorem amerykańskim wybieralnych przez lokalne społeczności prokuratorów i w ten sposób wprowadzając bezpośredni nadzór obywatelski nad organami ścigania w znaczący sposób zlikwidujmy nieprawidłowości. Człowiek z każdym dniem nabywa doświadczenia. Więcej się zastanawia. Dopuszcza więcej głosów. Stosuje krytycyzm – no skoro jest to tak genialny pomysł i prosty, to czemu go nikt wcześniej już nie wprowadził. No i dochodzi do wniosku takiego. W Polsce wprowadzenie obieralnych Prokuratorów skończyłoby się tym, że miejscowa gangsterka zainwestowałaby pieniądze w elekcję „swojego” Prokuratora, który jak zostanie wybrany będzie ścigał bandytów spod osiedlowych ławek i pijanych rowerzystów. Na prawdziwie dochodową działalność swoich mocodawców będzie patrzył przychylnym okiem, a poważne śledztwa to będzie prowadził tylko wobec konkurencji swoich mocodawców. Czy to oznacza, że ja rezygnuje ze swojego pomysłu. Ależ nie! Mi się rozwiązania anglosaskie podobają, ale wiem, że droga do nich nie prowadzi przez prostą ich kalkę, tylko tu trzeba starannie wyedukować społeczeństwo, nauczyć je odpowiedzialności, przywrócić powagę takim pojęciom jak służba państwowa i uczciwość. Dopiero wtedy można myśleć o wyborach Prokuratorów – czyli gdzieś tak za circa 40 lat.
 
W tym momencie łapię się na tym, że zwolennicy JOWów cały czas głoszą swoje pomysły i skutecznie omijają repliki związane z pytaniem: a jak wytłumaczycie, że w wyborach w okręgach jednomandatowych do Senatu w roku 2011 Platforma Obywatelska zdobyła jeszcze więcej głosów niż w wyborach prowadzonych systemem proporcjonalnym do Sejmu. Zawsze mogą sięgnąć po taki argument, iż system Jednomandatowych Okręgów Wyborczych w których zwycięża PO, a nie PIS (czy inna słuszna prawicowa partia) nie jest prawdziwym systemem JOW. I na taki argument nie ma żadnego kontrargumentu.
 
JOW w Polsce nic nie zmieni. Gangrena tocząca nasze państwo sięga bardzo głęboko, ma liczne przerzuty i wprowadzenie JOWów, to jakby człowiekowi ze połamanymi nogami i rękoma zaaplikować lewatywę. Zaszkodzić - nie zaszkodzi. Ale czy pomoże? JOW może być celem strategicznym, który żeby osiągnąć, trzeba zrealizować setkę pomniejszych sukcesów taktycznych. Takich samych jak w przykładzie z wybieralnymi Prokuratorami – to jest upodmiotowić politycznie społeczeństwo, nauczyć odpowiedzialności za swoje wybory i decyzje, nauczyć kierować się w wyborach rozsądkiem, a nie tym, że kandydat ładnie uśmiech się na plakacie. To jest praca, która wymaga ogromnej pracy. Dobrze jest, żeby ktoś w ten czas dopracowywał plan jak ten nasz wymarzony JOW ma wyglądać, ale to nie może być tak, że w każdej dyskusji nagle wyskakuje cudowna recepta w postaci JOW, bo to tylko przeszkadza pracy taktycznej.
 
Bo może być i taka sytuacja, że oto pewnego dnia „system” (w rozumieniu Toyahowym) rzeknie: „jest już tak źle, że tak właśnie teraz wprowadzimy JOW-y”. Nasi kochani prawicowi zwolennicy JOWów staną pod ścianą – no przecież oto walczyliście, więc macie co chcieliście. Więc będą musieli ten prezent z rąk systemu przyjąć. W tym systemie w wyborach wybierzemy 10% uczciwych ludzi, 30% uczciwych ale głupich, no i pozostałe 60% naszych kochanych bogatych, nieuczciwych cwaniaków. I znów trzeba będzie zakrzyknąć: „finis Poloniae”. W TVN zaczną debatować z udziałem znanych socjologów, politologów którzy zaczną opowiadać jak to prawica znów skompromitowała się chcąc i wprowadzając JOW. Zatoczymy kółko i po co? Przecież nam powinno naprawdę zależeć na wprowadzeniu JOWów.
Lubię to! Skomentuj46 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale