5 obserwujących
119 notek
76k odsłon
841 odsłon

Jak sfałszowano (nie tylko) te wybory

Wykop Skomentuj2

Wybory samorządowe anno domini 2014 odchodzą do historii.

Miłościwie nam panująca (z nadania „króla” Europy) Pani Premier raczyła nam już zakomunikować, że wybory te były świadectwem siły naszej „demokracji”.

No cóż, Pani Premier może nie wiedzieć, że w nauce utożsamianie (przeprowadzenia) wyborów z demokracją skompromitowało się dobre kilkadziesiąt lat temu. Chociaż jako polityk „piastujący” jedno z najważniejszych stanowisk w państwie raczej powinna.

Jednak, choćby z racji swojej działalności (w końcowce PRL-u) w ZSL-u powinna to wiedzieć „z praktyki”. Co więcej, Pani Premier raczej pamięta, że wybory przeprowadzane w PRL-u „biły na głowę” pod względem organizacyjnym tę improwizację, którą przez tydzień mogliśmy obserwować, za sprawą - nieodpowiedzialnych (w praktyce) przed nikim - „leśnych dziadków”.

Może więc Pani Premier, tak zachwycona „rozwojem” naszej „demokracji”, powinna dopowiedzieć, że „jeszcze trochę”... i dościgniemy w „dziedzinie demokracji” standardy PRL-u?

 

Partia konkurencyjna wobec rządzącej koalicji (konkurencyjna „w chęci sprawowania władzy”) obwieścila, że właśnie „odbyte” wybory samorządowe zostały sfałszowane.

Z tezą o sfałszowaniu (nie tylko) tych wyborów nie mogę się nie zgodzić.

Rzecz w tym, że ja:

a)w dużej mierze odmiennie, a na pewno znacznie szerzej, postrzegam, na czym sfałszowanie (nie tylko) tych wyborów polegało;

b) dostrzegam znaczny wkład tej partii w sfałszowanie (nie tylko) tych wyborów.

 

Kiedy – prawie wiek temu – nauka (czyli „uczeni w piśmie”) dostrzegła, że utożsamianie samego faktu przeprowadzenia w danym państwie wyborów z twierdzeniem o istnieniu w tym państwie demokracji, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, znakomicie za to ułatwia legitymizację wszelkiego typu dyktatur, autokracji, oligarchii itd., nauka ta zaczęła gorliwie szukać wyjścia z sytuacji.

I znalazła. W postaci tzw. „standardów”, które wybory powinny spełniać, aby były to wybory „demokratyczne”.

Katalog tych „standardów” jest coraz dłuższy, a … demokracji (bez cudzysłowu, a więc „prawdziwej”) jak nie było, tak nigdzie nadal nie ma. Dość powszechnie możemy za to podziwiać „demokracje” - w cudzysłowiu. „Pięknie” rozbudowane fasady, za którymi kryją się ustroje mające niewiele – lub nic – wspólnego z „władzą ludzi”. Tych ludzi, którzy w danych państwach żyją, którzy te państwa tworzą i którzy są prawnymi właścicielami tych państw.

Wybory, aby mogły być uznane za „demokratyczne”, muszą być więc, według tych „standardów”, np. „wolne”, „uczciwe”... (itd., itd. - szkoda miejsca na tę wyliczankę). Jeżeli wybory są „niedemokratyczne”, to państwo, w którym te „wybory” się odbywają, nie jest uznawane za „demokrację” - przez inne „demokracje”.

Z reguły. Bo są wyjątki. Według uznania. Ten rozgrywający się „na żywo” właśnie obserwujemy, czego dowodem stanowisko Parlamentu Europejskiego.

Opisywanie, dlaczego przeprowadzone właśnie wybory samorządowe nie spełniają kryteriów „demokratycznych wyborów” nie ma sensu, bo pod tym względem „wybory” te zostały już przeanalizowane przez specjalistów w tej dziedzinie, np. przez Pawła Kowala.

Czy powinny więc zostać powtórzone?... Odpowiedź będzie wpisana w dalsze partie niniejszego tekstu.

 

Wydaje się, że – ze względu choćby na skalę zamieszania ze zliczaniem głosów, długość czasu pracy komisji i, co się z tym wiąże, przechowywaniem kart z oddanymi (lub nie) głosami poza dozorem komisji w pełnych składach – nawet dla głosicieli „siły polskiej demokracji” bezdyskusyjnym powinno być przekonanie, że głosy wyborców powinny zostać powtórnie sprawdzone i przeliczone. Choćby tylko po to, aby można było udawać, że „standardy demokratyczne” zostały zachowane.

Rzecz w tym, że to przeliczenie najprawdopodobniej i tak nie wyjaśniłoby tego „CUDU NAD URNĄ”, którym zostaliśmy uraczeni: cudownego rozmnożenia się głosów PSL-u wraz z jednoczesnym skurczeniem się głosów PIS-u. Cudu - bo w błąd „sondażowni” mógłbym uwierzyć. Nawet w taki, że jednemu podmiotowi ubywa 6%, a drugi podmiot akurat te 6% zyskuje. Kiedy jednak ten „błąd” dokonuje się przy tak kompromitującym przebiegu wyborów... to tych zbiegów okoliczności dla mnie trochę za dużo.

Paradoks polega na tym, że odkrycie, jak ten CUD mógł zaistnieć, jest trudne lub już nawet niemożliwe, także za sprawą... partii głoszącej tezę o sfałszowaniu wyborów. Bo partia ta głosowała za obowiązującym kodeksem wyborczym. A kodeks ten zniósł, na przykład, wymóg opisywania w protokole przyczyn nieważności oddanych głosów: np.odrębnego zliczania kart (broszurek) czystych, odrębnego zliczania kart (broszurek) zawierających więcej niż jedno „skreślenie” itd.

Załóżmy jednak, że wybory samorządowe, które przeszły już do historii (nie wierzę, że sądy za sprawą protestów wyborczych coś tu zmienią), odbyłyby się „lege artis”: zgodnie z wszelkimi „szykanami” przewidzianymi (przez naukę i przez różne organizacje: np. przez Radę Europy) dla „demokratycznych wyborów”. Czy wtedy nie byłyby one sfałszowane?

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale