5 obserwujących
126 notek
88k odsłon
  943   0

Jak sfałszowano (nie tylko) te wybory

Krzewiciele „demokratycznych” standardów w wyborach, rzecz jasna, stwierdzliby wtedy, że były one „wolne”, „uczciwe”, „rzetelne”... (itd. itd.), a więc, że o żadnym fałszerstwie nie może być mowy. Krzewiciele ci mają jednak pewien podstawowy problem. Bez trudu można wskazać państwa, gdzie wybory przeprowadza się zgodnie z takimi „demokratycznymi” standardami, a gdzie... wynik wszyscy znają już przed wyborami. Tak, jak ma to miejsce np. w Rosji, czy na Białorusi. (http://grudziecki.salon24.pl/547199,czy-na-bialorusi-jest-demokracja-oczywiscie-podobnie-jak-w-p ).

Z tego wynika „oczywista oczywistość” - nawet jeśli przyjmiemy, że w trakcie minionych wyborów samorządowych, fałszerstw (w przyjmowanym powszechnie rozumieniu) nie było lub że miały one charakter marginalny, to Polska, przeprowadzając wybory tak, jak je przeprowadziła, nie zachowała standardów, które standardem są już nawet w Rosji czy na Białorusi. Ot, taki paradoks!

Rzecz w tym, że te fałszerstwa, które sugeruje PIS - jeśli miały miejsce - są fałszerstwami drugorzędnymi. Wybory te bowiem zostały sfałszowane w całości i to przed wyborami.

I to na „kilku poziomach”.

Dlaczego?

Sprawa jest prymitywnie prosta. Każdy na nią patrzy, a jakoś nikt jej (niby) nie dostrzega.

Wybory, o których mówimy, były przecież wyborami samorządowymi. Już z samej definicji etymologicznej, bez odwoływania się do głębszych założeń, wynika, że to mieszkańcy danego obszaru: gminy, powiatu czy województwa, powinni w tych wyborach SAMI wybierać SWOICH przedstawicieli i swoich „włodarzy”.

Nie ma jeszcze (1.12.2014 r.) na stronie PKW wyników wyborów, jednak z informacji o wynikach cząstkowych, przekazywanych za pośrednictwem TV, można się zorientować, że w wyborach do sejmików wojewdzkich kandydaci wyborców w skali całego kraju zdobyli śladowe ilości mandatów (pewnie ogółem da się je policzyć na palcach jednej ręki). Prawie wszystkie mandaty stały się łupem 4 partii, zabetonowanych od lat w parlamencie.

Dlaczego?

Czy może dlatego, że obywatele nie próbowali sami startować?

A może dlatego,że wyborcy aż tak kochają te partie polityczne, tak doceniają ich ciężką harówkę od świtu do nocy dla dobra obywateli, że tylko na te partie chcieli głosować?

Pewnie znajdą się jacyś naiwni, którzy może tak pomyślą. Na pewno zaś takiej „śpiewki” możemy spodziewać się ze strony „funkcjonariuszy” tych partii.

Prawdziwe przyczyny są proste i znane ogółowi czytelników. Oto niektóre z nich:

  1. Ordynację, według której odbyły się te „wybory” zwane „samorządowymi”, napisały te 4 partie. Jak i po co ją napisały, widzimy po wynikach tych (i poprzednich) wyborów;

  2. Partie te przyznały sobie wielomilionowe fundusze na swoje funkcjonowanie, mogą więc przeznaczyć na kampanię środki, o których komitety wyborców nawet chyba nie mogą marzyć;

  3. Partie te mają – z wielu różnych przyczyn: np. obsada „radiokomitetu” - dostęp do mediów (TV, prasa) w stopniu nokautującym niepartyjną konkurencję;

  4. Z racji „sukcesów” w poprzednich „wyborach” „samorządowych” mają „swoich ludzi”na wszystkich szczeblach samorządu, a samorząd jest jednym z największych (jeśli nie największym) pracodawcą w naszym kraju. A praca na etacie jest w naszym kraju wyjątkowo cennym i coraz rzadszym dobrem. Nikt pochopnie takiego dobra nie chce tracić;

  5. itd., itd..

 

Wybory „zostały rozegrane” przez partie polityczne na długo przed otwarciem lokali wyborczych nie tylko na szczeblu województw, ale i na niższych szczeblach. Na szczeblu lokalnym jednak spotkały wcale nierzadko godnego siebie konkurenta.

Ktoś pomyśli zapewne, że to komitety wyborców i ich kandydaci na radnych, wójtów, burmistrzów, czy prezydentów miast.

Nic z tych rzeczy.

Na tym szczeblu wybory rozgrywają „dużo cwaniej” – z reguły – inne podmioty.

Pisałem o tym rok temu w artykule: „Niech żyją kliki.... czyli samorządowa inicjatywa ustawodawcza Pana Prezydenta” ( http://grudziecki.salon24.pl/531842,niech-zyja-kliki-czyli )

Udział wyborców w „samorządności” został sprowadzony do wrzucenia – raz na cztery lata - karki do urny wyborczej. Oczywiście, wyborca może myśleć inaczej. To nawet wskazane.

 

W każdym razie z prób rzeczywistego decydowania o swoich „małych ojczyznach” jest leczony skutecznie. Mogliśmy to obserwować przy okazji ubiegłorocznych referendów. Pisałem o tym w artykule: „Klęska warszawska”

( http://grudziecki.salon24.pl/540983,kleska-warszawska)

Referenda były złe... i „strasznie” kosztowne. W skali całego kraju kosztowały.... kilka milionów.

Ile kosztuje nas PKW? I co mamy w zamian?

…....

Inne teksty autora (m.in.) na: http://grudziecki.blog.pl/

 

 

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale