Jesteśmy zazwyczaj wybuchowi, narwani i niecierpliwi, ale nawet Ci, którzy są tak zwaną ostoją spokoju i rozwagi zaczynają tracić cierpliwość, gdy nie mogą nakłonić rozmówcy do zmiany zdania, sposobu myślenia tudzież przynależnego temu człowiekowi czy grupie ludzi postrzegania rzeczywistości.
No cóż... Zapominamy po prostu o tym, że rozmówcę interesuje tylko jego zdanie, jego punkt widzenia i nie obchodzi go ani trochę to, co o tym wszystkim myślimy my... A my jak cietrzewie napuszamy się i nieustraszenie brniemy w bagno. Jakie bagno? Ano takie,że chcemy udowodnić rozmówcy czy przeciwnikowi w dyskusji, że to właśnie MY mamy rację... I do czego najczęściej dochodzimy? Do niczego!!! Rozmówca się tak samo nadyma, zaczyna bronić swego zdania mimo naszej świetnej argumentacji, wymyśla coraz to nowe argumenty na poparcie swojej tezy, broni się i zaczyna o wszystko obwiniać nas. Efekt: kłótnia. Efekty uboczne: wróg na całe życie i do tego dalej obstaje przy swoim... Urazić dumę drugiego człowieka jest łatwo, tylko po co to robić?
Wszelkie dyskusje polityków w TV muszą mieć oczywiście swoją dramaturgię oraz pewien wachlarz różnych stanowisk w danej sprawie. W debacie nikt nie chce rozwiązać problemów, lecz jeden drugiemu przypina łatkę nieudacznika albo chce całkowicie zdyskredytować rozmówcę w oczach telewidzów. W efekcie wszyscy wstają, podają sobie dłonie, rozchodzą się do swoich zajęć czy do domów, a z problemem zostajemy MY czyli naród.
I choćby nie wiem jakie dobre pomysły padły podczas debaty politycznej, to okaże się, że ten, któremu doradzano czuje się obrażony (uznany za głupka, bo sam tego nie wymyślił) i duma nie pozwoli mu skorzystać z rady...
Efekt -klapa
cdn.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)